Fizyka Smoleńska
Piszę o rzeczach pięknych: fizyce, lotnictwie, wszechświecie i superkomputerach. Ale też o smutnych: wyjaśniam katastrofę smoleńską. Odsłaniam manipulacje oszustów politycznych i nieuków, ich pseudonaukę o nazwie "fizyka smoleńska". Fot.: Lot nad Hudson
118 obserwujących
90 notek
923k odsłony
  529   2

78. Dwa metry od katastrofy: błędy ludzkie w Smoleńsku 10.04.10 i Paryżu 23.05.22

PORÓWNANIE: SMOLEŃSK-PARYŻ

Powodem zniżenia na tę samą co w Paryżu wysokość nad ziemią, w podobnej odległości od pasa startowego, było w Smoleńsku co innego.

Podejście było trudniejsze, bardziej wymagające. Nawigacja miała być oparta o 2 radiolatarnie niekierunkowe (2xNDB) z pomocą radaru lotniskowego, "wieża" smoleńska nie dysponowała dokładnym pomiarem wysokości samolotu i automatycznym systemem ostrzegania MSAW. Jednak podejście oferowane w Smoleńsku nie musi być niebezpieczne, jeśli wykonywane jest wg poprawnej procedury. W skrócie, opiera się ona o zasadniczą, nieprzekraczalną barierę MDA (minimum descent altitude) lub w tym konkretnym przypadku MDH (minimum descent height), przyjętą nielegalnie przez pilotów jako 100 m wg wysokościomierza barometrycznego, a wynoszącą de facto 120 m WB (minium pilota), a gdyby jeszcze pułk wymagał +15 m tak jak przewoźnik w Paryżu, to byłoby minimum 135 m (wyprzedzając opowieść, polscy piloci sprowadzili ostatecznie samolot do wysokości 5 m nad pasem przed próbą przejścia na wznoszenie).

Ustawienie baro-wysokościomierza było podane załodze przez ATC i zakodowane na sprzęcie tupolewa poprawnie, do momentu, gdy dowódca pilotujący tupolewa specjalnie rozstroił swój wysokościomierz zmieniając w efekcie QNH tak by otrzymywać wskazania z błędem jeszcze większym niż w incydencie paryskim po to, by wyciszyć przeszkadzające pilotom alarmy systemu ostrzegania o zbliżeniu do terenu TAWS. O ile w Paryżu piloci ignorowali radiowysokościomierz, który pokazywał i ostrzegał, że teren tuż tuż pod samolotem, o tyle w Smoleńsku piloci słuchali tylko czytanej przez nawigatora, lecz mylącej wobec obfitującego w doliny terenu, wysokości radiowej. Zaś 2-gi pilot nie zwracał uwagi na wskazania własnego baro-wysokościomierza.

W rezultacie licznych błędów na zbyt późno rozpoczętym, a z drugiej strony w warunkach widoczności RVR 9x (słownie: dziewięć razy) poniżej minimów samolotu i lotniska, w ogóle kompletnie nielegalnie rozpoczętym zniżaniu końcowym ignorującym approach ban ICAO, samolot znalazł się w locie nieustabilizowanym, w którym prędkość pionowa zniżania była zmienna i kompletnie nieprzepisowa. Ignorując błędne, niebezpiecznie niskie obroty turbin, wskazania instrumentów i alarmy ostrzegawcze, nie reagując na czas, łamiąc kolejne bariery bezpieczeństwa, piloci najwyraźniej w pełni świadomie kontynuowali zniżanie znacznie pod dozwolone i niedozwolone wysokości lotu, aż w końcu zobaczyli teren na wysokości kilku metrów nad poziomem odległego lądowiska, tzn. 20-25 m nad zboczem terenu, mającego tam zagłębienie. Od tego przerażającego momentu odzyskali umiejętność prawidłowych działań: pociągnęli silnie wolant(y) na siebie, próbując wykonać odejście awaryjne na drugi krąg. Zwiększyli z jałowych na maksymalne ustawienie obrotów silników. Resztę tragicznej historii lotu PLF 101 znamy zarówno z relacji świadków, jak i z licznych, niezależnych od siebie rekonstrukcji przebiegu wypadku; ostatnio dorzucić do tych analiz można jeszcze pracę grupy naukowców z amer. uniwersytetu stanowego w Wichita, Kansas (instytut NIAR), która zaprosiła mnie do odwiedzenia NIAR w związku z ich badaniami katastrofy smoleńskiej w 2017 r.

Podsumowując: podobnie niebezpieczną sytuację, gdy samolot ponad kilometr od pasa opada tak nisko, że prawie dotyka terenu kołami, stworzyli w Smoleńsku i w Paryżu ludzie. Nie maszyny, ani tym bardziej bogowie odpowiedzialni za pogodę. Ale w inny sposób. W Paryżu znaczna większość błędów (nie jednego tylko wielu błędów, bo o katastrofach lotniczych bardzo rzadko decyduje pojedynczy błąd) została popełniona przez kontrolerów lotu, zaś w Smoleńsku przez pilotów.

Kto i dlaczego nie wyszkolił kontrolerów europejskich (i pilotów airbusa) i co z tym zrobić, zadecydują Europejczycy. Natomiast kto tolerował skrajnie niebezpieczną działalność 36. SPLT w Warszawie, gdzie nie odbywały się przepisowe szkolenia, łamano minima, a nawet fałszowano komunikaty meteorologiczne i uprawnienia, kto nie wyszkolił pilotów PLF 101, kto wysłał niezgraną załogę bez uprawnień w dniu katastrofy rozkazem dziennym, kto w czasie lotu wywierał na nich jeszcze presję i przeszkadzał im wchodząc do kokpitu i nalegając "będziemy próbować do skutku" -- wyjaśnienia tego wszystkiego nie możemy oczekiwać od państwa teoretycznego, które w celach doraźnych korzyści politycznych nadaje order przestępcy i smoleńskiemu fałszerzowi


Odnośniki: 

⊛   Szwedzki wideoblog o incydencie paryskim:  https://www.youtube.com/watch?v=7LE98jp11js

⊛   Analiza przebiegu i przyczyn katastrofy typu CFIT w Smoleńsku:   https://www.salon24.pl/u/fizyka-smolenska/1197971,smolensk-2010-czas-na-podsumowanie 

⊛   Końcówka lotu PLF 101:   https://www.youtube.com/watch?v=qqQZ-846J5s



(c)  Paweł Artymowicz    27 wrz. 2022 r.






Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale