W Ameryce przy odnawianiu prawa jazdy długo deklarowałem się jako demokrata. Partii Demokratycznej miałem dosyć już na początku drugiej kadencji Obamy, ale nic z tym nie robiłem. Przestałem jedynie chodzić na wybory. Dopiero w 2023 roku, gdy w Driver License Center znowu mnie zapytano, czy chcę zmienić swoją afiliację partyjną, oświadczyłem, że chcę i zadeklarowałem się jako independent.
Obamie skłonny byłem odpuścić nawet „polski obóz śmierci” - nie wiedział biedak, co mówi - jednak bardaku przy wdrażaniu Obamacare już nie mogłem ani jemu, ani demokratom, darować. Miejsce odruchowej sympatii, jaką kiedyś dla nich miałem, zajęła rosnąca z roku na rok niechęć. Zresztą już wcześniej czułem, że z tą partią coś jest nie tak, że pod atłasową materią jej humanistycznej retoryki kryje się jakiś fałsz.
Jaki? Szczerze mówiąc, nie chciało mi się tego dociekać. Po prostu coraz bardziej tym ludziom nie ufałem. Wstydziłem się listonosza, który w kolejnych sezonach wyborczych codziennie zasypywał moją skrzynkę pocztową ulotkami wysyłanymi z kwater demokratycznych kandydatów. Doznałem autentycznej ulgi, gdy po zmianie afiliacji demokraci przestali ze mną korespondować.
Pewnie wielu moich rodaków odczuwa coś podobnego w stosunku do polskiego obozu postępu. I pewnie też im się nie chce uzasadniać swojej niechęci do niego. Na szczęście zajmują się tym specjaliści i zawsze można u nich zaczerpnąć brakujących argumentów. Ja w każdym razie właśnie trafiłem na wypowiedź z przekonywującym wyjaśnieniem, na czym polega fałsz demokratów. Jej autorem jest słynny amerykański historyk i komentator polityczny, profesor Victor Hanson. W tym, co przekazał on w swoim podcaście, nietrudno będzie doszukać się bliskich analogii do polskiej rzeczywistości.
Profesor stwierdza na wstępie rzecz następującą: „O Partii Demokratycznej mówi się tak, jakby to była Partia Demokratyczna z ubiegłego stulecia. Wiadomo, czym była tamta Partia Demokratyczna. Wierzyła w równość osiągnięć, ale w przeważającej mierze nie była socjalistyczna czy marksistowska. Po prostu opowiadała się za rozbudowanym aparatem państwowym, hojnymi świadczeniami socjalnymi oraz wspieraniem związków zawodowych. Już od stu lat odcinała się od swojego rasistowskiego rodowodu, a do lat 60-tych XX wieku znalazła się wręcz w awangardzie walki o prawa obywatelskie. Miała zatem do odegrania pozytywną rolę. Jednak Partii Demokratycznej w tamtym kształcie już nie ma. Pozostała jedynie nazwa”.
Lewica amerykańska kurczowo się tej nazwy trzyma. „Lecz w rzeczywistości – oświadcza profesor - jest to partia jakobińska. Jakobini – stwierdza dalej – chcieli się pozbyć królów i monarchii, zaatakowali zinstytucjonalizowaną religię. Dokonali tysięcy egzekucji za pomocą gilotyny. W okresie „Wielkiego Terroru” każdego, kto znajdował się na prawo od nich, oskarżali o bycie kontrrewolucjonistą i wysyłali na gilotynę. Z kolei ich przywódca, Robespierre, został zgilotynowany w wyniku przewrotu, który położył kres dyktaturze jakobinów. Niemniej była to grupa niezwykle radykalna, bardzo zresztą podobna do Partii Demokratycznej.”
„Jakobini utrzymywali - argumentuje amerykański uczony - że świat został na nowo stworzony wraz z nadejściem „Roku Zerowego” (chodzi o rok 1792), to jest w momencie proklamowania ich rewolucji. To dokładnie tak, jak w przypadku projektu 1619.”
Tu trzeba dodać, że projekt 1619 został zapoczątkowany w 2019 roku w niedzielnej wkładce do New York Timesa, ulubionej gazety demokratów. Redefiniuje on historię Ameryki, stawiając niewolnictwo oraz wkład czarnoskórych Amerykanów w centrum narodowej narracji. Według tego projektu to rok 1619, a nie 1776, stanowi prawdziwą datę założenia narodu.
„Jakobini obalali pomniki - przypomina profesor Hanson. - Niszczyli mienie. Prowadzili wojnę z tymi, których nazywali burżuazją. Domagali się radykalnej redystrybucji własności. Stawiali na sekularyzm. Głosili, że prawdziwym bogiem jest Rozum. Innymi słowy, byli to radykalni humaniści, którzy nie wierzyli w żadną siłę wyższą.”
Profesor wylicza tylko suche fakty, bez uciekania się do nachalnych porównań. Porównania nasuwają się same. W latach pierwszej kadencji Trumpa też ktoś obalał pomniki, niszczył mienie, upominał się o cudzą własność, zawłaszczał siłą całe dzielnice amerykańskich miast. I nie były to krasnoludki. Oraz nie sierotka Marysia szukała usprawiedliwień dla sprawców. Był to zachęcany przez demokratów motłoch. A usprawiedliwienia – odwołujące się do sprawiedliwości dziejowej - wymyślały postępowe media.
Dalej amerykański historyk, chcąc uzmysłowić swojej publiczności, czym stała się Partia Demokratyczna, przytacza kolejne fakty: „Ta jakobińska organizacja nie uznaje, na przykład, istnienia granic. Alejandro Mayorkas (sekretarz bezpieczeństwa za prezydentury Bidena) twierdził, że granica jest bezpieczna, mając zapewne na myśli to, że jest w ogóle niepotrzebna, skoro przekroczyło ją bezpiecznie 10 do 12 milionów ludzi, w tym 500 tysięcy przestępców. Taka postawa to element jakobińskiej strategii mającej na celu zmianę demografii kraju.”
Następny fakt: „Demokraci nie wierzą w paliwa kopalne. I gdyby ich program został zrealizowany w pełnym wymiarze, to biorąc pod uwagę obecną sytuację na świecie i deficyt ropy naftowej, bylibyśmy całkowitymi bankrutami. To wyłącznie wysiłki konserwatystów, a w szczególności Donalda Trumpa, sprawiły, że osiągnęliśmy poziom wydobycia 14 milionów baryłek ropy naftowej dziennie. Demokraci natomiast wyznawali niemal religijną ideologię - Al Goreizm, John Kerryizm - głoszącą, że Stany Zjednoczone muszą ograniczyć, jeśli nie wręcz wyeliminować, paliwa kopalne. I to w czasie, gdy Chiny i Indie co miesiąc budowały kolejne elektrownie węglowe. Kierowała nimi ta dziwna agenda kulturowa - niczym jakobinami we Francji - postulująca odrzucenie wszelkich dotychczasowych norm i tradycji.”
Nie koniec na tym. „Demokraci nie podzielają poglądu, wyrażonego niegdyś przez Billa Clintona, że aborcja powinna być rzadka, bezpieczna, lecz legalna. Zamiast tego opowiadają się za aborcją na życzenie, dostępną aż do momentu porodu. W istocie, gdyby przyjrzeć się manifestom konwencji Partii Demokratycznej z lat 1992 i 1996, traktującym o imigracji, o stawianiu przed sądem jako przestępców dopuszczających się przemocy siedemnastolatków, czy o równoważeniu budżetu, to dzisiejsi jakobini nazwaliby tamtą Partię Demokratyczną - partię sprzed zaledwie trzech dekad - rasistowską lub faszystowską.”
„Kolejną cechą współczesnych jakobinów - kontynuuje profesor - jest ich podejście do kwestii DEI (Różnorodności, Równości i Włączenia). Zastąpili oni pojęcie klasy społecznej pojęciem rasy i mają na tym punkcie obsesję, co stanowi zaprzeczenie marzenia Martina Luthera Kinga, zgodnie z którym o człowieku powinna decydować treść jego charakteru, a nie kolor skóry.”
Victor Hanson nie waha się stawiać demokratom zarzutów. „To partia skłonna do przemocy. Gdy Donald Trump trzykrotnie niemal stracił życie, demokraci ruszyli do mediów społecznościowych, albo twierdząc, że Donald Trump sfingował sytuacje, w których otarł się o śmierć, albo ubolewając nad faktem, że trzej strzelcy chybili celu. Demonstracje przeciwko ICE (służbom imigracyjnym i celnym) są wręcz kuriozalne. Widzimy dorosłych ludzi - wielu z nich w wieku 60 czy 70 lat - którzy szydzą z funkcjonariuszy organów ścigania próbujących egzekwować prawo. Wtykają im w twarze plastikowe fallusy. Rzucają w nich ekskrementami, butelkami z wodą. Próbują uniemożliwić egzekwowanie federalnego prawa imigracyjnego. Jakobińscy demokraci – gubernatorzy, senatorowie – ustanowili 600 miast sanktuariów, działając w duchu dawnej Konfederacji, która głosiła, że prawo federalne nie obowiązuje w żadnym z tych miejsc, że to dany stan może wybiórczo decydować, których praw federalnych zechce przestrzegać.”
Profesor nie poprzestaje na zarzucie skłonności do przemocy. Stwierdza jednoznacznie, że demokraci są partią wręcz stosującą przemoc. „Oprócz trzech zamachów na Donalda Trumpa, mieliśmy też zabójstwo, a właściwie egzekucję, Charliego Kirka, dokonaną przez szaleńca, którego jakobini wychwalali pod niebiosa. I oczywiście mieliśmy sytuację, w której republikańskie kierownictwo Izby Reprezentantów, grające kilka lat temu w baseball w Waszyngtonie, niemal zostało wystrzelane przez Jamesa Hodkinsona, byłego współpracownika Berniego Sandersa. I to jest ostatnia z dziwnych cech charakteryzujących jakobinów. Bracia Robespierre i ich poplecznicy byli ludźmi zamożnymi, wysoce wykształconymi, produktami francuskiej arystokracji oraz klas profesjonalnych.”
„Taka sama jest nowa Demokratyczna Partia Jakobinów - orzeka profesor Hanson - O ile bowiem republikanie zepchnęli na margines Nicka Fuentesa za jego ekstremistyczne i odrażające poglądy, o tyle demokraci z otwartymi ramionami przyjęli Hasana Pikera. Hasan Piker to influencer, który kreuje się na socjalistę, komunistę i człowieka z ludu, lecz w rzeczywistości jego rodzice są multimilionerami. On sam jest multimilionerem. Jeździ Porschem, a zachowuje się tak, jakby stał na barykadach, dokonując komunistycznej rewolucji. Mówię o tym, ponieważ stwierdził on, że na ulicach musi przelać się krew. Pochwalił Luigiego Maniona za zabicie Ryana Thompsona, szefa United Health Corporation, nazywając ten czyn „morderstwem społecznym” i sugerując, że socjaliści tacy jak on mogą wyznaczać „wrogów ludu”. Żadnego procesu, żadnego przesłuchania. Wystarczy arbitralnie wskazać ich jako wrogów, a następnie stracić i to bezkarnie. Czy ktokolwiek w Partii Jakobinów zgłasza wobec tego sprzeciw? Nie. Piker jest dla nich ikonicznym bohaterem. Ostatnio gościł na Uniwersytecie Stanforda i w Harvardzie. Odwiedza wszystkie najważniejsze uniwersytety, gdzie nowi jakobini urządzają mu entuzjastyczne powitania.”
Profesor bierze pod lupę następne postacie z panteonu amerykańskiej lewicy. „Spójrzmy na Zorana Mandaniego (nowego mera Nowego Jorku). To jakobin. Jest on otwarcie merem pro-hamasowskim. Reprezentuje poglądy antysemickie w sposobie, w jaki traktuje Żydów. Jest socjalistą. Gorzej, bo próbuje tak opodatkować bogatych, żeby zmusić ich do opuszczenia Nowego Jorku. Niedawno pod nowojorskim szpitalem badawczym, który miliarder Ken Griffin hojnie wsparł kwotą 400 milionów dolarów, jakobińskie organizacje urządziły protest, kwestionując fakt, że wewnątrz placówki leczono dzieci chore na raka. Zachowywały się przy tym tak, jakby chciały doprowadzić do zamknięcia tego szpitala. Mandami urodził się w Ugandzie, oczywiście jako syn rodziców-milionerów. On sam - podobnie jak cała jego rodzina - to multimilionerzy. Jego ojciec to sponsorowany prywatnie profesor, matka jest producentką filmową korzystającą z państwowych dotacji. Następnie mamy Ilhan Omar. Nie potrafi ona zdecydować, ile właściwie jest warta. Jednego dnia twierdzi, że jej majątek wynosi 30 milionów dolarów. Następnego dnia, usłyszawszy zarzut hipokryzji, oświadcza że to wszystko było pomyłką. Mamy też Alexandrię Ocasio-Cortez i Berniego Sandersa, dwoje socjalistów, którzy na wiece wyborcze latają prywatnymi odrzutowcami. To typowy jakobinizm.”
Na zakończenie amerykański historyk jeszcze raz podkreśla, że Partia Demokratyczna, o której się mówi tak, jakby wciąż była to partia Franklina Roosevelta, Harry’ego Trumana, Johna Kennedy’ego, czy Billa Clintona, to odległa przeszłość. „Taka partia już nie istnieje. Przepadła. Przeminęła na zawsze. Miejsce jej przesłania zajęła radykalna, skrajna agenda, której celem jest przekształcenie Stanów Zjednoczonych w państwo opiekuńcze oraz całkowita zmiana kursu zachodniej cywilizacji. Jakobińscy demokraci nie lubią Stanów Zjednoczonych. Twierdzą, że je lubią, ale nie mają na myśli Stanów Zjednoczonych, które zostały ukształtowane przez Założycieli i następne 250 lat. Czują, jak powiedział Barack Obama, że trzeba fundamentalnie przekształcić Amerykę. I być może im się to uda.”
Słuchałem tego podcastu z ciężkim sercem. Z jeszcze cięższym sercem kończę pisanie niniejszej notki, które zajęło znacznie więcej czasu, niż 10 minut wypowiedzi Victora Hansona. Przymierzając teraz to, co on mówił, do polskiej rzeczywistości, odnoszę wrażenie, że jednak nie jest ona aż tak smutna, jak rzeczywistość amerykańska. Zresztą nie wiem. Od trzydziestu siedmiu lat nie ma mnie w Polsce. Co ja mogę wiedzieć? Pamiętam tylko, że obecni polscy jakobini też nie byli kiedyś jakobinami. Pamiętam, jak wielkim kredytem zaufania obdarzał ich polski naród. I jak wkrótce zaczęli oni trwonić ten kapitał. Uda im się do końca spodlić Polskę? Nie jestem optymistą.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)