Gorące tematy:

36 obserwujących
1772 notki
2298k odsłon
661 odsłon

Ukraina po wyborach. Jestem umiarkowanym pesymistą...

Delegacja gminy Miedzichowo z wizytą w partnerskiej miejscowości Czarnylawa, w rejonie Javorivskim, 21 września 2018.
Delegacja gminy Miedzichowo z wizytą w partnerskiej miejscowości Czarnylawa, w rejonie Javorivskim, 21 września 2018.
Wykop Skomentuj2

Tym pesymizmem napawa mnie choćby jedna, wieloznaczna wypowiedź prezydenta - elekta. Zaraz po wyborze powiedział on mianowicie tak: "Póki jeszcze nie jestem prezydentem, mogę powiedzieć jako obywatel Ukrainy wszystkim krajom byłego ZSRR: popatrzcie na nas – wszystko jest możliwe"

Wczoraj rozstrzygnęły się wybory prezydenckie na Ukrainie. Miażdżącą przewagą wygrał je aktor Wołodymyr Żełenski. Ponieważ przez ostatnie trzy lata często bywałem na Ukrainie, wynik tych wyborów skłania mnie do kilku refleksji. A więc po kolei:

Po pierwsze. Nowy prezydent jest sporą niewiadomą. Niewiele wiemy, o jego poglądach, o pomysłach na ukraińską przyszłość. W pewnym sensie – choć brzmi to paradoksalnie - wraz z jego wyborem, nie wydarzyło się nic tak naprawdę zaskakującego. Żeby to zilustrować odniosę się do polskiej sceny politycznej. Otóż na naszej scenie politycznej, co i rusz, pojawiają się przedsięwzięcia, będąca owocem dość ślepego buntu. To znaczy, żeby być precyzyjnym, nie one same są owocem ślepego buntu, ale ich wyborczy wynik. Tak było kiedyś Samoobroną, tak było z Ruchem Palikota i tak - w pewnym sensie - jest z Kukiz15. Wyborcy polscy po prostu, w każdych wyborach szukają jakiegoś kija, którym można by było obić klasę polityczną. Zwykle w Polsce są to przedsięwzięcia na jedną kadencję. Zresztą jeśli by założyć, że po prostu na Ukrainie dzieją się podobne procesy, jakie w Polsce działy się 30 lat temu, to po prostu prezydent Wołodymyr Żełenski jest objawem tego samego zjawiska, które w Polsce zaowocowało porażką Tadeusza Mazowieckiego ze Stanem Tymińskim i powrót postkomunistów do władzy w roku 1993. Tyle tylko, że po przejściu do drugiej tury Tymińskiego wszyscy solidarnie skupili się w ogóle na Wałęsy a zwycięskie w 1993 późniejsze SLD kontynuowało - z sukcesem – polski, prozachodni kurs. W tym sensie dzisiejsza sytuacja Ukrainy, biorąc pod uwagę gorszą sytuację gospodarczą niż nasza ówczesna i trwającą wojnę dało temu samemu efektowi jeszcze większą siłę niż wtedy u nas w Polsce. Tak to widzę.

Po drugie. Dlaczego jestem umiarkowanym pesymistą? Otóż tym pesymizmem napawa mnie choćby jedna, wieloznaczna wypowiedź prezydenta elekta. Zaraz po wyborze powiedział on mianowicie tak: "Póki jeszcze nie jestem prezydentem, mogę powiedzieć jako obywatel Ukrainy wszystkim krajom byłego ZSRR: popatrzcie na nas – wszystko jest możliwe". Tę wypowiedź można oczywiście wielorako interpretować. Ale czy można ją interpretować jako zachętę krajów byłego ZSRR do pójścia drogą prozachodnią? Szczerze wątpię. Przecież Ukraina już na tej drodze jest. Jest na niej Gruzja. Symptomem jakich zmian dla krajów byłego ZSRR jest więc wynik wyborów na Ukrainie? Prezydent-elekt zastrzega się tutaj, że mówi jakby prywatnie. Że mówi od serca. Czy więc z tego serca nie płynie jakaś tęsknota do odbudowy, w różnej formie, jednego obszaru pod rosyjskim przywództwem? Jeśli miałbym napisać ku jakiej interpretacji się skłaniam, to właśnie do takiej. Dlaczego?

Otóż nowy prezydent pochodzi ze wschodniej Ukrainy. Z Krzywego Rogu. Byłem w tym mieście w kwietniu zeszłego roku. Jakie mam wrażenia? Otóż kulturowo jest to po prostu Rosja. Wszyscy tam mówią po rosyjsku, wszyscy oglądają rosyjskojęzyczne kanały telewizyjne, a na pytanie kim się czuję, stwierdzają, iż nie potrafią odpowiedzieć. Kiedy jednak zadaje się pytanie pomocnicze - to jaka literatura, jakie kino jest im bliższe - bez wahania odpowiadają, że rosyjskie. Nie mam tam otwarcie formułowanej chęci do przyłączenia się do Rosji, ale jest też wyraźna niechęć do obywateli zachodniej Ukrainy. A na pewno jest brak identyfikacji z zachodnią częścią kraju. Czy więc nowy prezydent wypowiada w tym zdaniu jakąś ukrytą tęsknotę do bliższych związków z Rosją? Moim zdaniem może tak być.

Po trzecie. Oczywiście. Nie można powiedzieć, że prezydent Poroszenko przez pięć lat nie zrobił nic. Choćby utrzymanie jedności kraju w dobie konfliktu zbrojnego, rozbudowanie armii, uzyskanie autokefalii dla Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej, czy ruch bezwizowy dla obywateli Ukrainy. To są realne sukcesy. Sukcesy jednak na razie nie dotykalne, nie namacalne, które będą owocować dopiero na dłuższą metę. A jak wygląda szara rzeczywistość?

Posłużę się tu cytatami z rozmów z dwoma polskimi dyplomatami, z którymi na przestrzeni tych trzech lat rozmawiałem. Pytam pierwszego: I co? Zmienia się coś ekonomicznie na Ukrainie? Kraj się rozwija? Jeśli coś tu się rozwija, to z całą pewnością liczba sklepów z czekoladą prezydenta Poroszenki - odpowiada uszczypliwie. Długo jeszcze będzie trwała ta wojna? - pytam kolejnego. Oczywiście że długo - odpowiada. Bo ona wszystkim jest na rękę, a najbardziej tym, którzy dzisiaj na Ukrainie rządzą, bo wojną można uzasadniać brak jakichkolwiek poważniejszych reform, i dlatego ci, którzy rządzą Ukrainą będą tę wojny podtrzymywać. O korupcji i innych standardowych ukraińskich bolączkach nie będę tutaj mówił bo są to oczywistości.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka