32 obserwujących
346 notek
347k odsłon
  488   0

Seks - dobry, zły czy kompletnie neutralny moralnie?


Pośród notek poważnych, skupiających się na polityce, ekonomii bądź prawie znajdzie się chyba miejsce na błahy artykulik o czymś, co jest wprawdzie codziennością, lecz u niejednego budzi (niezdrowe?) emocje. Chodzi o zwykły – a może i nie taki zwykły – seks. Czynność tak banalna, w zasadzie to nawet nieapetyczna, a już na pewno dość męcząca, że aż dziw, iż zyskała taką popularność. Wszystkie media od gazet poprzez telewizję aż po Internet są pełne erotyzmu, sprośności reklamują nawet kosiarki do trawy, a wszelakie dewiacje zyskują żarliwych obrońców. Każdemu prawie pupa na myśli, każdy się na tym zna, ma swoje zdanie i nie zawaha się go użyć. Koronkowe majteczki, lubrykanty, dmuchane lale, wygolone łona, orgietki, niebieskie pastylki, zdrady, perwersja – wszystko to podrasowuje szarą rzeczywistość, gdyż wywołuje rumieniec wstydu lub (znacznie częściej) przynajmniej lekkiego podekscytowania.

Czy jest to obiektywnie słuszne? A może nie należy rozpatrywać seksu w kontekście standardowej moralności? Niedawno wyraziłam opinię, że to bardzo dobrze, że w naszych – w domyśle „światłych” :) – czasach można się „bzykać” z kimś się chce i jak się chce i nikomu nic do tego, mości państwo. Uważam wolność osobistą za ogromną zdobycz cywilizacyjną, nawet jeśli bardzo wielu z nas korzysta z niej w sposób uwłaczający rozumowi czy etyce. No właśnie – rozum i etyka. Każdy chyba zdaje sobie sprawę, że nie wszystko, co prawnie (a nawet obyczajowo) dozwolone, przynosi nam korzyść. Czasami nasze całkowicie legalne i tolerowane przez społeczeństwo zachowania przysparzają nam poważnych szkód. A czasami płaci nie tylko jednostka, ale także całe społeczeństwo.

Weźmy choćby przyzwolenie na seks przedmałżeński. Wydawać by się mogło, iż jest to rzecz tak niewinna, że słusznie pozostawiono ją decyzji samych zainteresowanych. Jednak nie do końca. Z seksu powstają dzieci, nawet w czasach, kiedy skuteczna antykoncepcja oddzieliła przyjemność od prokreacji. A jeśli jeszcze kobieta jest „puszczalska”, a w głowie ma pstro i nie dba o porządne zabezpieczenie, szanse na samotne macierzyństwo dramatycznie rosną. Zarówno singielki wychowujące potomstwo, jak i ono samo, mają mocno pod górkę, doświadczając statystycznie częściej czy to konfliktu z prawem, czy problemów w szkole, czy wreszcie biedy. Dobrze, że samotne matki nie są już poddawane ostracyzmowi, a ich dzieci cieszą się pełnią praw obywatelskich (a niekiedy są wręcz uprzywilejowane, np. podczas przyjmowania do publicznego przedszkola), gorzej jednak, że w naszej ultratolerancji wobec ludzkiej seksualności doszliśmy do permisywizmu, który wydaje złe owoce. Gdzieś zagubiliśmy złoty środek, zezwalający na cieszenie się dużą swobodą osobistą, lecz nakazujący w pewnych sprawach rozsądek i wstrzemięźliwość.

Dozwolone, a nawet otaczane ochronnym parasolem są niektóre mniejszości seksualne: homoseksualiści, biseksualiści, transseksualiści, a nawet panseksualiści nie muszą się już kryć po „szafach”, wstydząc się swoich skłonności. Przeciwnie – dumni jak pawie, eksponują swoją „odmienność”, prezentując się światu w całej erotycznej okazałości. Czy to oznacza, że tego typu upodobania są obiektywnie dobre? Niestety, powszechny w tych środowiskach seks analny czy rozwiązłość wiążą się z większą zapadalnością na choroby weneryczne, nie wspominając o tym, iż duża rotacja wśród partnerów bardzo odbija się na psychice (przy czym czasem może to być nie przyczyna, a skutek problemów psychicznych). Osobiście bardzo mnie cieszy, że ci ludzie mogą wreszcie, po dosłownie tysiącach lat prześladowań, żyć po swojemu. Nie można jednak przymykać oczu na negatywne aspekty realizowania tego typu preferencji.

W pewnych kwestiach jesteśmy wciąż nieugięci: potępiamy pedofilię, nekrofilię czy zoofilię, gdyż każda z tych dewiacji wiąże się z niemożnością uzyskania świadomej zgody drugiej strony (aczkolwiek złośliwcy mogliby tutaj zaprzeczyć, sugerując, że trupowi jest już wszystko jedno). W ten sposób podzieliliśmy skłonności seksualne na te fajne, które można, a nawet trzeba akceptować, i na te niefajne, które należy ścigać prawem. Cezurą jest cudza krzywda: nie wolno kopulować z kimś, kto nie jest w stanie dać dojrzałego przyzwolenia.

Istnieje parafilia, która u większości z nas wzbudza zapewne niemiłe skojarzenia, czy jednak powinna być prawnie zakazana – jest kwestią opinii. Mowa o kazirodztwie. Dobrowolny seks dwojga blisko spokrewnionych osób jest z jednej strony kwintesencją seksualnej swobody, jaką chcemy się wszyscy cieszyć, z drugiej wszakże budzi w nas machinalny opór ze względu na swoją kulturową obcość. Kto normalny chciałby robić coś takiego? Tfu. Czy jednak prawo powinno się w to mieszać?

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości