Tytuł może wydać się absurdalny zważywszy na to, że wciąż publikuje się nowe teksty, które przecież znajdują swoich wiernych zwolenników. A jednak nie jest dobrze. Apokalipsa czytelnicza czyha tuż za rogiem. Zachęcam do przeczytania poniższego artykułu:
Widzę to sama po sobie: coraz mniej czasu poświęcam na lekturę zwykłej książki, za to nie mam problemów z krótkimi tekstami w Sieci. Sięgam po jakąś pozycję, czytam z napięciem kilka stron, a potem odkładam i szukam czegoś nowego. W tym tempie ukończenie jednej rzeczy zajmuje bardzo dużo czasu. Nieco lepiej jest z audiobookami, które mogę słuchać nawet przez godzinę, ale to też za mało. I zastanawiam się, jak wiele osób ma podobne problemy.
Konsekwencje zaniku umiejętności tzw. głębokiego czytania objawiają się już teraz: atrofia zdolności do skupiania się na czymś przez dłuższy okres czasu, mniejszy zasób słownictwa, „zwijanie się” wyobraźni, spadek inteligencji, a nawet... niemożność snucia opowieści. Wystawieni na znacznie mniej wymagające intelektualnie rozrywki, jak chociażby seriale czy gry, wpadamy w sidła otępienia i bezmyślnego wystawiania się na coraz więcej bodźców. Czytanie to specyficzna umiejętność, trzeba w sobie ten nawyk wyrobić, a potem go przez całe życie pielęgnować. Obcowanie z drukiem i nakładanie w myślach na pochłaniane wyrazy obrazów wymaga umysłu plastycznego, empatycznego i analitycznego. Tymczasem pochłaniająca nas ostatnimi czasy „cyfroza” zabija fantazję i krytyczne myślenie.
Kiedy jadę autobusem, mam przed oczami wciąż ten sam widok: wgapieni w swoje smartfony ludziska. Nie tylko młodzi. Rzadko widuję osobę z książką. Książka to wysiłek, koncentracja, wyobraźnia. Filmiki na YT można przeglądać bezmyślnie, bez końca, po prostu wpadają „w oko”. Jest źle. Internet nie zastąpi relacji międzyludzkich, nie zastąpi książek. On je wyprze. I to będzie straszne. Będziemy skanować tekst w poszukiwaniu ciekawszych fragmentów zamiast uważnie wsysać słowo po słowie i opatrywać je adekwatnymi wyobrażeniami. Nasz język stanie się ubogi, tak w mowie, jak i piśmie. Zamienimy się w intelektualno-emocjonalnych troglodytów. No, może jeszcze nie my, nie pokolenie milenialsów, ale nasze dzieci i wnuki – prawdopodobnie tak.
Jak ratować sytuację? Przecież cały czas jako ludzkość dążymy od trudniejszego do łatwiejszego. A Internet właśnie to oferuje: łatwe, szybkie i wygodne treści, treści, które zabijają chęci i zdolności do tzw. głębokiego czytania. Czy jest na to lekarstwo? A może tak jak w przypadku spadku narodzin i laicyzacji, nie ma już odwrotu od obecnych trendów? Przygnębiająca wizja, której, niestety, nie sposób odsunąć na dalszy plan.



Komentarze
Pokaż komentarze (158)