Blog
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki Bezpartyjny socjalista.
2 obserwujących 60 notek 50767 odsłon
Krystian Wierzbicki, 2 maja 2017 r.

SLD na fali wznoszącej

529 19 0 A A A

Pierwszego maja, jak co roku, stanowi doskonały pretekst do rozważań na temat kondycji polskiej lewicy. Z tegorocznych obchodów zapamiętamy przede wszystkim jeden symboliczny obrazek: wiszącą w powietrzu rękę Włodzimierza Czarzastego, której uściśnięcia odmówiła Marcelina Zawisza z Razem.

Animozje pomiędzy dwoma głównymi podmiotami na polskiej lewicy nie są niczym nowym. Jeżeli cokolwiek zaskakuje, to raczej fakt, że SLD i Razem demonstrowały niemal wspólnie, tj. przynajmniej w tym samym miejscu i czasie. Tę idyllę musiał przerwać jakiś zgrzyt.

Demonstracyjne niepodanie ręki oznajmia czytelnie: tak jak współpracy nie było, tak nie będzie. Tylko czy na realnej współpracy komukolwiek z obu stron jeszcze zależy? Ostatnie wybory niejako zrównały SLD i Razem, pozycjonując obie partie w lidze pozaparlamentarnej. Teraz schyłkowy trend Sojuszu zaczyna się odwracać, podczas gdy Razem stoi w miejscu. Zamiast szukania szerszej formuły, SLD opłaca się skupić na sobie i swoich słupkach poparcia.

Przekroczenie progu wyborczego trudno nazwać ambitnym celem w przypadku formacji, która jeszcze półtorej dekady temu cieszyła się ponad czterdziestoprocentowym poparciem. Aczkolwiek pojawiły się szanse, by osiągnąć przynajmniej ten minimalistyczny cel - i tak będący poza zasięgiem Razem bądź reszty lewicowego planktonu.

Do tej pory każde ugrupowanie, które raz znalazło się poza Sejmem, już do niego nie wracało (chyba że w ramach nowej koalicji, jak np. AWS). Jeżeli SLD uda się ta sztuczka, fatum zostanie przełamane. A biorąc pod uwagę ostatnie sondaże, w których Sojuszowi zdarza się nawet prześcigać PSL i Nowoczesną, może się udać. Skąd ta dobra passa?

Po pierwsze, SLD to nadal rozpoznawalna marka. Przez dwadzieścia parę lat wymieniano ją właściwie jako synonim lewicy. Innym aspirującym partiom, jak choćby Unii Pracy czy Socjaldemokracji Polskiej, zdarzało się odnosić sukcesy w poszerzaniu spectrum, ale ograniczone i epizodyczne. Natomiast Sojusz trwał.

Nowe projekty polityczne nie mają lekko, o czym przekonało się Razem. W trakcie kampanii nie tylko wyborcy mylili je z prawicową Polską Razem – przejęzyczenia zdarzały się również dziennikarzom. Dopiero po udanym występie Adriana Zandberga w telewizyjnej debacie Razem zaistniało w masowej świadomości.

Od zawsze wpływową frakcję w SLD reprezentowali tzw. “patrioci Sojuszu”. Sceptyczni wobec otwarcia na zewnątrz i szukania koalicyjnych partnerów, nawoływali do trzymania się własnego szyldu. Po porażce Zjednoczonej Lewicy zyskali argument do ręki (“a nie mówiliśmy?”) i z Włodzimierzem Czarzastym na czele przejęli władzę w partii. W obecnym odbiciu od sondażowego dna widzą, nie bezzasadnie, potwierdzenie słuszności swojej linii.

Drugim powodem odbicia się od dna jest pojawienie się w debacie publicznej tematów idealnie wręcz skrojonych pod tożsamość SLD. O ile udział w protestach przeciw zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego skuteczniej dyskontowało Razem, Sojusz stał się naturalnym głosem sprzeciwu wobec PiS-owskiej polityki historycznej oraz spóźnionej dekomunizacji.

Każdego marca następują sezonowe skoki poparcia dla SLD. Każdego, odkąd pierwszy dzień tego miesiąca ustanowiono dniem tzw. “żołnierzy wyklętych”. Przedstawiciele pozostałych ugrupowań ograniczają się do krytyki co bardziej kontrowersyjnych przejawów tego nowego kultu (np. oddawanie hołdu postaciom takim jak “Ogień” lub “Bury”), ale rzadko kiedy podważają go całościowo. A najbardziej radykalną opozycją w zakresie polityki historycznej pozostaje SLD.

Kult “żołnierzy wyklętych” należy do sfery czysto symbolicznej. Co innego odbieranie emerytur ludziom z najkrótszym nawet stażem w służbach PRL. Ta sprawa, uderzając w podstawy materialno-bytowe, wywołuje jeszcze silniejsze emocje. Zaś SLD ponownie jawi się jako partia wyraźnie reprezentująca jeden z biegunów sporu.

Dzięki uruchamianiu podobnych punktów zapalnych przez prawicę, odsłania się przykurzona linia podziału na “postkomunę” i “antykomunę”. Choć daleko jej do powrotu na pierwszy plan zamiast “pisizmu” I “antypisizmu”, pozwala SLD przyciągnąć z powrotem elektorat “postkomuny”, który odszedł do postsolidarnościowej PO (wierząc, że ta da skuteczniejszy odpór PiS-owi).

Skoro mowa o przyciąganiu elektoratu innych partii, nie wolno zapomnieć o spadkach sondażowych Nowoczesnej. Nie tylko PO, ale też SLD i Razem, mogą liczyć na przejęcie pewnej części zawiedzionych wyborców partii Ryszarda Petru. Niezależnie od niekompatybilnych poglądów gospodarczych, struktura elektoratu Nowoczesnej w dużej mierze opierała się na wyborcach, dla których partią drugiego wyboru jest któreś z dwóch głównych ugrupowań lewicowych.

Najbliższym realnym testem wyborczym będą wybory samorządowe. W odróżnieniu od Razem, SLD posiada silne struktury lokalne, pozwalające wystawić kandydatów nie tylko w dużych miastach. Rozproszone zwycięstwa w regionalnych bastionach, jakie wciąż posiada lewica, z pewnością wspomogą nieco propagandowy przekaz przed późniejszymi wyborami parlamentarnymi.

A co z Razem? Choć w sondażach pozostaje daleko za SLD, wciąż trzyma w garści parę atutów: sprawność w posługiwaniu się nowymi mediami (w tym mediami społecznościowymi), popularność w najmłodszych grupach wiekowych, a także przychylność mainstreamowej prasy (otwarta sympatia wielu czołowych publicystów “Gazety Wyborczej” i “Polityki”). Osobista charyzma Adriana Zandberga może zapewnić dodatkowe punkty, o ile nie przytłumi się jej ortodoksyjnie traktowanym równoważeniem obecności w mediach poszczególnych członków zarządu (antywodzowska idea nie sprawdza się zbyt dobrze, gdy w grę wchodzi praca nad rozpoznawalnością).

***

Sondażowy trend rysuje się jednoznacznie: SLD znajduje się na fali wznoszącej. Mimo to powrotu Sojuszu do parlamentu nie należy traktować jako pewnika – do wyborów daleko, a sprzyjające okoliczności zewnętrzne mogą się zmienić (np. jeśli tematy polityki historycznej i dekomunizacji zejdą na dalszy plan).

Zwiększając przewagę nad Razem, SLD zyskuje szansę na odzyskanie hegemonii po lewej stronie sceny politycznej (jakkolwiek śmiesznie brzmi pojęcie hegemonii w kontekście walki o przekroczenie progu wyborczego). Wygrana tej rywalizacji przez jeden z podmiotów pozwoliłaby zakończyć niekończące się manewry jednoczenia lewicy na siłę, do tej pory skutkujące jedynie dalszymi podziałami.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Dawniej pisywałem m.in. na Forum Młodej Lewicy (mlodalewica.pl).

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Brak staranności, błąd w tekście poprawiłem.
  • Socjaldemokracja dziś Jeśli chodzi o kontruktywne przesłanie, to przede wszystkim nie widzę...
  • Stereotypy Lewica24 nie jest raczej aż tak wpływowa, aby zmieniać linię polityczną SLD w...

Tematy w dziale Polityka