Zostaw za sobą piękna ślady...
Szczęście to codzienne odczuwanie własnego wolnego istnienia
154 obserwujących
1732 notki
1352k odsłony
  1531   6

Miażdżąca wygrana V. Orbana na Węgrzech!

Tego się nikt nie spodziewał. Firmowana przez V. Orbana koalicja partii Fidesz i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej uzyskała aż 53,19 proc. poparcia, a zjednoczona opozycja tylko 34,95 proc. Do parlamentu weszła jeszcze i też niespodziewanie skrajnie prawicowa partia Nasza Ojczyzna z wynikiem 6,19 proc. Tak wynika z przeliczenia 98,95 proc. głosów, co oznacza, że ostateczne wyniki mogą się różnić o ułamki procent. Koalicja Fidesz-KDNP po raz czwarty z rzędu otrzymała większość konstytucyjną 2/3 ogółu parlamentarzystów. Zdobyła 135 mandatów w 199-osobowym parlamencie, zjednoczona opozycja, która po raz pierwszy wystawiła w każdym z jednomandatowych okręgów wyborczych tylko jednego kandydata, będzie mieć zaledwie 35 mandatów a Nasza Ojczyzna 7. Przedstawiciel narodowości niemieckiej otrzyma jedno miejsce.

Przed wyborami nawet mówiło się, że rządzący mogą iść "łeb w łeb" z opozycją i uzyskać zbliżone wyniki. Jak się okazało były to mrzonki i chciejstwo przede wszystkim zlewaczałych elit unijnych. Nawet taki D. Tusk pojechał na Węgry wspierać zjednoczoną opozycję, co od razu było dla mnie prorocze: wszędzie bowiem gdzie on się pojawia to od lat wszyscy z nim związani lub przez niego promowani po prostu przegrywają i to z niespodziewanym kretesem. Taki to z niego podstarzały i sfrustrowany pechowiec.

Mnie osobiście wynik V. Orbana bardzo cieszy. Jako Polska nie tracimy w ten sposób swojego największego sojusznika w walce ze zniemczoną UE o naszą niepodległość i suwerenność.

Sam V. Orban na wiecu powyborczym powiedział m.in.: "Odnieśliśmy wielkie zwycięstwo. Tak wielkie, że widać je nawet z księżyca, a już na pewno z Brukseli" a wśród swoich przeciwników wymienił "lewicę w kraju, międzynarodową lewicą dookoła, brukselskich biurokratów, organizacje i fundusze George Sorosa, międzynarodowe media głównego nurtu i wreszcie prezydenta Ukrainy. Nigdy dotąd nie mieliśmy tylu przeciwników na raz (...) Nie pozwoliliśmy na powrót haniebnej przeszłości, obroniliśmy niezależność i wolność Węgier, obroniliśmy ich pokój i bezpieczeństwo". W gronie swoich politycznych przyjaciół, V. Orban wymienił m.in. Polaków. "Z życzliwością myślimy o amerykańskich przyjaciołach, o Polakach, Włochach, Hiszpanach, Serbach, Słowakach i Austriakach, którzy byli z nami i nam pomagali w minionych miesiącach. Uczynili wszystko, byśmy wygrali" - podsumował przywódca Węgier.

Ostatnio pojawiło się w Polsce wiele krytyki V. Orbana i to nawet ze środowisk konserwatywnych. Powodem stało się rzekome wspieranie przez niego W. Putina i jego agresji na Ukrainę. Moim zdaniem są to wydumane pretensje. Musimy sobie bowiem zdawać sprawę, że Węgry są małym krajem z bardzo niekorzystnym położeniem geopolitycznym. Energetycznie są niemal całkowicie uzależnione od importu z Rosji. Nie mają swojego morza żeby zbudować swoje rurociągi czy też przyjmować drogą morską skroplony gaz LNG. Podobnie jest z ropą. Czy dziś stać Węgry na odcięcie się od tych dostaw? Na pewno nie i jeżeliby to zrobiły to po prostu zakończyłyby swój żywot jako państwo!

Poza tym są bardzo duże i konfliktowe zaszłości historyczne, które są związane z Węgrami i Ukrainą. My z Ukrainą takie mamy w postaci Rzezi Wołyńskiej dokonanej na Polakach przez Ukraińców z OUN - UPA (tzw. "banderowców") a Węgry z Zakarpaciem, które przez 1000 lat należało do Węgier a teraz jest częścią Ukrainy. Ale mimo tych zaszłości Polska dziś pokazuje swoje serce i niesamowicie empatycznie i po chrześcijańsku pomaga Ukraińcom, ale też Węgry przyjmują u siebie ukraińskich uchodźców. Owszem może nas drażnić to, że Węgry nie chcą być na czele antyputinowskich działań, ale dla V. Orbana liczą się przede wszystkim małe Węgry i one wcale nie wspierają W. Putina. Tyle, że nie chcą być na czele, ale w ogonie tego antyrosyjskiego pochodu. Nie blokują sankcji wobec Rosji, ale chcą się znaleźć wśród państw, które jako jedne z ostatnich je przyjmą.

A co robi zniemczona UE z Niemcami i Francją na czele? Przecież Niemcy i Francja, największe kraje UE są dziś bardziej proputinowskie niż malutkie Węgry! Oba te kraje mają zarówno swoje złoża energetyczne, mają morze, energetykę jądrową, kopalnie węgla a przede wszystkim miały możliwość przez lata zbudowania niezależności energetycznej od Rosji! I co! Niemcy chciały się po prostu świadomie uzależnić od Rosji budując Nord Streamy i rezygnując z kopalin węglowych oraz bezemisyjnej energetyki jądrowej. Mało tego! Liczyły, że przez oba bałtyckie Nord Streamy będzie dopływał do nich dwa razy tańszy od cen rynkowych gaz z Rosji a oni będą go jeszcze odsprzedawały z dużym zyskiem do innych krajów Europy (w tym Polski), na których wcześniej wymusiły tzw. "Zielone Łady" czy te idiotyczne i finansowane przez Rosję "Fit for 55-fy".

Lubię to! Skomentuj61 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka