HareM HareM
207
BLOG

Oslo won z kalendarza FIS!

HareM HareM Skoki narciarskie Obserwuj temat Obserwuj notkę 16
Ta skocznia nadaje się do wszystkiego, tylko nie do rozgrywania konkursów Pucharu Świata. O imprezach mistrzowskich już nawet nie wspominam.

Holmenkollen to jest miejsce, tak z punktu widzenia skoków narciarskich, jak i całego narciarstwa klasycznego w ogóle, kultowe. Kolebka wszystkiego, co wiąże się z nartami.

Czy to jednak ma oznaczać że, z automatu i koniecznie, trzeba tam rozgrywać konkursy skoków najwyższej rangi na świecie?

W głowach twardogłowych działaczy FIS, jak widać, tak.

I nieważne, że to jeden wielki bubel, oddany do użytku w roku 2010 w miejsce starego, zasłużonego obiektu. Bubel, który co roku psuje zabawę kibicom tego sportu. Kibicom, których z roku na roku nie tyle, że ubywa ze skoczni, ale wręcz z niej wywiewa. Nawet liczni gastarbeiterzy z Polski przestali tam przychodzić. Podobnie jak norweska rodzina królewska zresztą.

Nieważne, że wyniki w żaden sposób nie odzwierciedlają aktualnej formy i dyspozycji zawodników. Nieważne, że wiatr robi co chce i że, od początku do końca, to on jest reżyserem znakomitej większości, jeśli nie każdych, rozgrywanych tutaj zawodów i nie potrzeba nawet żadnych Sedlaków, żeby ośmieszać instytucję „sprawiedliwego konkursu”. Że każdy konkurs to jedna wielka loteria. To wszystko nieważne. Nawet „safety first” się nie liczy, skoro można puszczać skoczków w takich warunkach, że jeden z najlepszych, notabene jednocześnie mistrz olimpijski i mistrz świata, po swoim skoku o mało nie ląduje u Pana Boga za piecem (to oczywiście pod warunkiem, że założymy, że oszuści też mogą jednak lądować finalnie w Niebie).

Tak więc wszystko powyższe nieważne.

Ważne natomiast, żeby zawody PŚ KONIECZNIE ODBYŁY SIĘ W OSLO. Bo to przecież kolebka. No i że tak sobie ubrdał FIS. A jak ubrdał, to święte i nie do zmiany. Podobnie jak Kuusamo. To swoisty paradoks, że akurat te dwa miejsca, gdzie wyniki wypaczane są najczęściej, koniecznie MUSZĄ być gospodarzami zbiorczych imprez łączących zawody pucharowe na najwyższym szczeblu we wszystkich trzech narciarskich konkurencjach narciarstwa klasycznego. I że jest NIEMOŻLIWE dokonać na tych dwóch skoczniach takich zmian, które czyniłyby konkursy skoków narciarskich NORMALNYMI.

Podobała mi się wczoraj postawa Filipa Raimunda. W pewnym momencie wypiął narty i powiedział: „wypchaj się Pertile, ja nie skaczę”. Cytat może nie jest dosłowny, ale na to wyszło. Szkoda, że w ten sam sposób nie postąpili nasi reprezentanci. Zaoszczędzili by nam przynajmniej trochę wstydu i zażenowania.

Bo wiatr wiatrem i parodia parodią, ale to co Polacy zaprezentowali w ten weekend na skoczni, nie było tylko efektem paskudnych warunków wietrznych, dużego pecha czy czego tam jeszcze. My, po prostu, jesteśmy do tego sezonu BARDZO ŹLE PRZYGOTOWANI.

Dobrze, że Tomasiak przygotowywał się do niego z kim innym niż reszta kolegów, bo inaczej zamiast trzech medali igrzysk byłyby najprawdopodobniej trzy psińca. Zresztą. W weekend było widać, że zaczyna powoli doszlusowywać do kolegów. Z kim długo przestajesz, takim się stajesz.

Żeby było jasne. To nie jest wina li tylko zawodników. Główną winę musi wziąć na siebie, moim zdaniem, i przy okazji posypać popiołem głowę, sztab szkoleniowy. Popełniono jakieś kardynalne błędy. Rok temu wyklinano Thurnbichlera ale, odliczając Kacpra, którego (jeszcze raz powtórzę) do sezonu nie przygotowywał ani żaden Maciusiak, ani żaden Miętus, to nasi, jako podopieczni Austriaka, na pewno nie prezentowali się gorzej. Wąsek był nawet w generalce sporo wyżej niż teraz Kacper. Dwa lata temu Zniszczoł miał dwa podia. Wcześniej Kubacki haczył o podium generalki i byłby je z pewnością miał, gdyby nie był zmuszony się z Pucharu w newralgicznym momencie wycofać. Tymczasem ci, którzy po poprzednim sezonie wyklinali byłego trenera najbardziej, czyli właśnie Zniszczoł i Kubacki, teraz prezentują się tak żałośnie, że lepiej żeby przez jakiś, niekoniecznie krótki, czas w Pucharze Świata w ogóle nie skakali.

Paradoksalnie, dzięki tej paranoicznej sytuacji na skoczni, aż czterech Polaków skończyło niedzielny konkurs z punktami. Co prawda w sumie „natrzaskali” ich łącznie mniej niż często sam Tomasiak w jednym, no ale dla niektórych to będzie argument.

Maciej Maciusiak ma, jak chodzi o zasługi dla polskich skoków, spory wkład. Pomógł wielu skoczkom. Ja słyszałem o Kocie, Kubackim, Stękale, Zniszczole. Ale czy, patrząc na tegosezonowe dokonania, to akurat on jest tym najwłaściwszym kandydatem do piastowania stanowiska głównego trenera kadry? Sezon się, co prawda, jeszcze nie skończył, ale na ten moment nie bardzo na to wygląda. Przynajmniej dla mnie.

Przy czym jeżeli Oslo musi być w kalendarzu PŚ, a Pertile musi być szefem światowych skoków, to dlaczego nie? Jak po bandzie, to w każdym obszarze i calu. Przepraszam. Celu.


HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Sport