nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
619
BLOG

Odwalcie się od arcybiskupa Paetza

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Społeczeństwo Obserwuj notkę 48

Arcybiskup Paetz bardziej niż zjawiskiem eklezjalnym, jest zjawiskiem socjologicznym. I przede wszystkim obyczajowym. Dlatego Kościół może mu nagwizdać. I w pierwszym rzędzie traktuje go jako swojego nieoficjalnego ambasadora praw człowieka w sutannie. Znęcanie się nad zdrowymi chłopami celibatem spokojnie kwalifikuje się do międzynarodowych trybunałów. Tym bardziej, że ogromna część tego środowiska ma już na starcie pod górę ze względu na swoją orientację seksualną. Tknąć jednego z siebie za prawo do miłości, to rozpętać znacznie większą aferę niż afera pedofilska.

Nagwizdać może mu też dlatego, że jeden narcyz abp Juliusz posiada więcej klasy i bezczelnej odwagi, ale zarazem i pokornej mądrości, niż kilkaset kilogramów encyklik. Można go nawet nazwać Biedroniem KK. Z tym, że Biedroń jest ambasadorem partnerstwa i otwartości a Paetz hierarchii i podległości. To kolejny powód dla którego KK szanuje Paetza. Arcybiskup Juliusz nie krzyczy do papieża jestem gejem, więc papież nie krzyczy do arcybiskupa ty pedale.

Sfera obyczajowa w KK to z natury rzeczy wybuchowa kwestia. Kościelne nakazy i nauki uderzają w pierwszym rzędzie w kościelne kadry. KK w sprawach łóżkowych jest niewolnikiem samego siebie. A ściślej, zasoby ludzkie instytucji są niewolnikiem tego co publicznie mówią. Muszą więc albo kłamać, albo milczeć. Arcybiskup Paetz roztropnie milczy. Celibat ma dokładnie tam, gdzie przestrzeganie celibatu mają wszystkie Kurie, Kongregacje, Rady i Trybunały watykańskie. Celibat jest jeno fetyszem dla ludu i przed ludem kotarą.

Bardziej odważny, ale mniej roztropny ksiądz Charamsa był rzecz jasna za szczery. Odsłonił kotarkę, więc kler szybko ją zasłonił, a niedyskretnego szlachetnego geja rzucił na pożarcie nauczanemu przez siebie kołtunowi jako zdradzieckiego pedała.

Dyskretnemu Paetzowi zasłonę próbują odsłaniać inni, trza mu więc pomóc w dyskrecji. Tutaj z kolei bronione są w KK prawa człowieka w sutannie do miłości, w tym do radosnego i należącego się jak psu buda dzikiego seksu. Ale żeby ludzie nie widzieli.

Arcybiskup Juliusz, tak jak legalnie molestuje eklezjalnie, prawdopodobnie molestował i seksualnie. Ale też członków swojej partii politycznie molestuje prezes Kaczyński, a trener Wagner molestował sportowo swoje złotka z Meksyku. To popularny w Polsce sport. W hierarchii, zwłaszcza gdy dochodzą ponadprzeciętne ambicje, wręcz składnik.

Nauczanie KK mija się z prawdą, a kłamstwo rodzi poważne nerwice i cierpienie. Ale rodzi też tanie leki na to - narzucony fałszywy wstyd i brnięcie w obłudę. Arcybiskup Juliusz nie cierpi, bo nie jest obłudny. Przecież nie ukrywa, że siebie kocha najbardziej. Cierpią skrzywdzeni przez niego i przez jego KK. Możliwe, że jest w związkach świnią, ale jego ofiary nie są tylko jego ofiarami.

Arcybiskup Juliusz wie, że KK to on, a zwykły katolik tego o sobie nie wie, bo mu różne Paetze wiedzieć nie pozwalają. I paradoks polega na tym, że nie chce wiedzieć. No ale wykastrowanemu nic po organie. Myśli za nich Paetz. I ich przy koniaczku rucha, a wybranców dodatkowo prowadza do opery i kupuje perfumy.

Dlatego zwykły polski katolik jest w temacie ‘Paetz’ głupi, a słuszni krytycy KK tak bezradni.

Rób arcybiskupie Juliusz swoje.

 

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (48)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo