61 obserwujących
311 notek
319k odsłon
  589   0

Kolejna kompromitacja fizyków smoleńskich propagujących nie wiadomo co

komentarz do notki:

https://www.salon24.pl/u/niegracz/1116030,kompromitacja-fizykow-smolenskich-propagujacych-narracje-mak

 w tejże notce mamy cytat:

image


Ów  "fizyk"  -  tak się przedstawia-      podał
niemożliwą  fizycznie  wartość  przeciążenia  przy  wykonywaniu manewru go-around:  5 g

--------------------------------   koniec cytatu  ---------------------------------

Autor tejże wypowiedzi zarzuca mojej skromnej, trochę technicznie obytej, osobie, że nie zareagowałem na "bzdurę o 5 g przy go around".

Światłemu umysłowi tego autora umknął, jak zwykle, w jego notkach mających podważyć pracę kompetentnych osób, pewien drobny, aczkolwiek istotny szczegół. W wypowiedzi blogera JakiTaki nie ma cienia stwierdzenia, że to 5 g wystąpiło przy PODERWANIU maszyny na podejściu do lądowania.

Autor nie rozróżnia pomiędzy standardowym manewrem "go around", wykonywanym z przeciążeniami komfortowymi dla pasażerów, a poderwaniem, wykonywanym w obliczu niebezpieczeństwa na granicy fizycznych możliwości maszyny. Uzyskanie przeciążenia 5 g przy prędkości podejścia do lądowania byłoby raczej niemożliwe, nie te prędkości. Ale nie miałem cienia powodu, by krytykować blogera JakiTaki, bo po pierwsze też kiedyś o przypadku uszkodzenia samolotu w locie z powodu przeciążeń poza zakresem obciążeń projektowych czytałem, a po drugie JakiTaki nie pisał nic o tym jakoby miało się to stać w czasie podejścia do lądowania!

Bo raz kolejny ów autor dał popis braku umiejętności czytania ze zrozumieniem.

Wbrew różnym dziwnym twierdzeniom autora opisywanej notki historia lotnictwa zna przypadki gdy maszyny rozpadły się w turbulencjach, zostały uszkodzone z powodu przekroczenia prędkości (nawet B 747), czy się rozpadły z powodu przekroczenia obciążeń przy zbyt gwałtownych manewrach; taki los spotkał Tu-144 na pokazach lotniczych.



Dziwna jest też miłość którą autor opisywanej notki nagle zapałał do poradzieckich symulatorów w Moskwie, że powołuje się na nie jak na jakąś wyrocznię.

Symulatory te pamiętają jeszcze czasy "kraju rad" i pierwszych sekretarzy. Ich wierność oddania rzeczywistości jest jaka jest. Wyrocznią nie są. Szwajcarski pilot, Urs C. Wildermuth, który odbył szkolenie na Tu-154 wspomina to tak:

"... wznosumy się na 300 m, wtedy zaczyna się za moimi plecami tyrada przekleństw ....    ... /OK, kto z was dowcipnisiów wyłączył drugi silnik?/ pytam zgromadzonych w hali operatorów symulatora. Wszyscy zaprzeczają, to był komputer, który jest popsuty. Tak więc schodzimy z kabiny po drabince, obok popsutej motionplatform do pomieszczenia komputerów. Tam panuje solidne zamieszanie. Pomieszczenie wielkości sali sportowej, z ośmioma technikami którzy się w kwartecie kłócą, który /przez pomyłkę/ wyłączył silnik. Pomiędzy nimi kolejny mechanik który rozebrał ploter na czynniki pierwsze. Z tego powodu nie było wektorów radarowych ... "

Całość

http://www.flightxpress.de/artikel/0499/tupolev/lr.html


Symulator, jak sama nazwa wskazuje, nigdy nie będzie wyrocznią w sprawie rzeczywistego zachowania samolotu. Zawsze jest przybliżeniem rzeczywistości. Raz lepszym, raz gorszym, a na końcu skali mamy symulacje Biniendy gdzie z kraksującego przy 270 km/h samolotu nawet żadne części się nie odrywają.


Do tego zapisane przeciążenia korelują dobrze z rzeczywistym torem lotu, co oczywiście nie przeszkadza pewnym autorom snuć niestworzonych teorii o tym że "to MISIE nie podoba" "to MISIE nie jest fizyczne" (bo o fizyce nie mam pojęcia).

Na koniec powstają notki takie jak opisana już 09.12.2019 (ile to lat po katastrofie?) notka w której auror przekonuje, że uszkodzenie brzozy MISIE nie pasuje do nie wiadomo czego.

image

że "MISIE widzi, że skrzydło okorowało 2 m pnia ..."

Rysunek z (w międzyczasie zmienionej) notki opisywanego autora, strzałki dodane.
Lubię to! Skomentuj72 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka