64 obserwujących
326 notek
332k odsłony
  315   0

Zadanie domowe prof. Rafała Brody ...

Notka jest krytyczną polemiką z notką :

https://www.salon24.pl/u/krakow-broda/1123036,moja-wygrana-potyczka-z-msw-w-prl-ii

Autor chwali się tam listem wysłanym do gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Lektura bez wątpnienia ciekawa, ale zadaniem domowym którego Autor nie odrobił jest odniesienie treści do czasów obecnych. Co w poczynaniach władzy ówcześnie krytykowanej odnajdziemy w dzisiejszej rzeczywistości.


Doc. dr hab. Rafał Broda                                                                Kraków 12 sierpnia 1985 r 31.04.2021
30-150 Kraków
ul. Koniewa 49/9 Plac Kaczyńskiego ...
(dzisiaj Armii Krajowej 77/9  kiedyś Szewczyka)


                                                                      Gen. Wojciech Jaruzelski Minister od nie wiadomo czego Jarosław Kaczyński
                                                                       Urząd Rady Ministrów
                                                                       Warszawa

Panie Generale Ministrze,

    Nie jestem obojętny i dlatego zadaję sobie trud napisania tego listu w odpowiedzi na wezwanie do społecznych konsultacji dotyczących wystąpienia Pana na jubileuszowej sesji ONZ. Nie mam żadnych złudzeń, co do prawdziwych intencji takiego wezwania, bo nowa treść w miarę jednoznacznego dotychczas słowa „konsultacja” zastała zaprezentowana wielokrotnie – od czasu słynnej „konsultacji” na temat cen benzyny, aż po „konsultacje” dotyczące ustawy o szkolnictwie wyższym. Jeżeli jednak, poza aspektem propagandowym, jednym z celów tej akcji jest poznanie opinii społeczeństwa, nawet bez zamiaru jej uwzględnienia, to śpieszę dołączyć mój głos, aby choć w nieznacznym stopniu przyczynić się do rzetelności wyniku takich badań.
    Uważam, że jeśli istotnie pojedzie Pan do Nowego Jorku na sesję ONZ, to treść Pańskiego wystąpienia jest mi w zasadzie obojętna,ale życzyłbym sobie, aby we wstępie Pan zastrzegł w czyim naprawdę imieniu Pan mówi. W najmniejszym nawet stopniu nie przyczyniłem się do piastowania przez Pana zajmowanych stanowisk i nie chcę by Pan mówił w moim imieniu. Teraz bardziej niż kiedykolwiek uważam, że nie ma Pan moralnego prawa występować w imieniu narodu polskiego jako całości. Powinien Pan mówić w imieniu swojego rządu, w imieniu popierających Pana odbiorców dobrodziejstw nomenklatury, zapewne w imieniu członków PZPR  PiSi współdziałających stronnictw, a nade wszystko w imieniu organów represyjnych, na których opiera Pan władzę. Być może są osoby, które bezpośrednio Pana upoważniły do ich reprezentowania, ale sądzę, że jeszcze przed wystąpieniem w ONZ, w związku z poprzedzającymi go wyborami w Polsce, dowie się Pan o stopniu legalności reprezentowania przez Pana narodu polskiego. Można przypuszczać, że ogłosi Pan zwycięstwo w wyborach, ale warto mieć nadzieję, że osobiście pozna Pan prawdę i wreszcie tę prawdę uwzględni w kolejnych poczynaniach. Piszę –„nadzieję”-, a nie pewność, bo wydaje mi się, że wszedł Pan w tę fazę dyktatury, w której dyktator chroniony jest od złych wiadomości.
    Na tym właściwie powinienem zakończyć, bo udręką jest pisanie listu do kogoś, kto go nie przeczyta. Pańscy selekcjonerzy na pewno list odpowiednio zaszufladkują, być może kopię prześlą do MSW, a Pański rzecznik w czasie kolejnej konferencji prasowej skwituje go łącznie z wieloma innymi stwierdzeniem, że „…wpłynęła też niewielka liczba listów o wymowie zdecydowanie negatywnej, wrogiej…etc.” Nie poprzestanę jednak na tym i rozszerzę moją wypowiedź, bo zdaje się reprezentuję postawę, jakiej Pan nigdy w swoich przemówieniach nie uwzględnił, a nie mam o sobie takiego mniemania, by sądzić, że jestem przypadkiem odosobnionym.
   Zwykle mówi Pan w imieniu tych, którzy od 40 latokreślają się publicznie jako „my” i przeciwko tym, z którymi prowadzi Pan walkę, a którzy mimo pomówień i represji wciąż reprezentują pokaźne odłamy społeczeństwa i którzy jako jedyni w całym czterdziestoleciu uzyskali niekwestionowane poparcie wyborców. Cały naród polski dzieli Pan na tych, którzy się „już przekonali” i całą resztę, która stoi z boku i czeka przyglądając się. Taki podział życzeniowo zakłada marsz w jedną stronę i pomija zupełnie sytuacje, w których tak, jak u mnie, ewolucja postawy dokonała się w zgoła odmiennym kierunku.
    Nie jestem anarchistą i nie jestem zwolennikiem wprowadzania nieograniczonej demokracji bez odpowiedniego przygotowania, ale jestem absolutnie przeciwny rządom, które poza beznadziejnym ograniczaniem stopy życiowej i represjami, nie mają niczego do zaoferowania, i które już w kilkuletniej skali sieją spustoszenie w każdej dziedzinie życia narodu, nie rokując żadnej nadziei na zmianę tego stanu rzeczy. Pragnę się zastrzec, iż nie jestem politykiem i ostrość sformułowań może razić, ale uważam to za swoje prawo, by wyrażać myśli jak najprościej, gdy biorę udział w tzw. społecznej konsultacji. A swoje własne zdanie i pogarszającą się ocenę Pańskich rządów wyrabiam sobie tylko na podstawie obserwowanych faktów i bez żadnych uprzedzeń.
    Od chwili objęcia przez Pana najwyższych stanowisk w naszym kraju, a szczególnieod momentu przejęcia pełni władzy dyktatorskiej z uwagą obserwuję wszelkie posunięcia rządu i ich skutki. Nie waham się przyznać, że gdy pan zaczynał ofiarowałem Panu niemały margines zaufania i znaczną ilość dobrej woli. Nawet w dramatyczną niedzielę 13-go grudnia 1981 roku, gdy w osłupieniu słuchałem Pana przemówienia, jeszcze wciąż dostrzegałem możliwość przejęcia przez Pana roli światłego dyktatora. W ciągu minionych czterech lat nie dostarczył mi Pan ani jednego ważkiego argumentu, by bronić tej tezy. Wielokrotnie narażałem się na ośmieszenie, gdy naginając logikę faktów próbowałem poszukiwać symptomów czegoś pozytywnego. (*) Być może czułem potrzebę wmówienia sobie i otoczeniu odrobiny optymizmu, a może zbyt poważnie potraktowałem zapewnienie, że Pan zdaje sobie sprawę z tego, że narodem polskim nie można długo rządzić przemocą. Obecnie moja cierpliwość się wyczerpała i powracając myślami do wydarzeń ostatnich lat, nie bronię się przed prostotą spojrzenia i stosowaniem logiki zgodnie z jej regułami.
    Wymowa faktów zaistniałych w trakcie Pana rządów jest dla mnie jednoznacznie negatywna, a w miarę upływu czasu ocena taka ulega utrwaleniu. W ciągu minionego okresu zdołał Pan już wiele zniszczyć i zapewne, jak Pan mówi, historia wyda właściwą ocenę. Do oceny jednak mają również prawo współcześni Panu ludzie, zwłaszcza, że ich losów Pańskie działania bezpośrednio dotyczą. Nie do przyjęcia jest Pana wersja normalizacji, polegająca na przejęciu pod kontrolę wszelkich aspektów życia i zmuszania społeczeństwa do kompletnego milczenia, bo wszak to Pan decyduje o tym, co jest demagogią, a co jest krytyką konstruktywną. Represje, ograniczenia, przemoc i bełkotliwa propaganda są jedynymi środkami, jakimi się Pan posługuje i zaiste, gotowość posługiwania się nimi świadczy o chorobliwej dewiacji zawodowej, której skutków doświadcza prawie cały naród.
    Kiedy patrzę z perspektywy minionych po grudniu 1981 lat, uważam wtedy przedsięwzięte środki za nieuzasadnione, a ponadto uważam, że poza wąską grupą ludzi, całemu narodowi przyniosły niewymierne szkody, bez jakichkolwiek rezultatów pozytywnych. Nigdy nie wspomniał Pan o bezpośrednich kosztach stanu wojennego, gdy one, przynajmniej w mojej świadomości, odbierają powagi argumentom o kosztach poprzedzających go strajków.
    W mojej ocenie osiągnięcia Pańskich rządów sprowadzają się do ulotnych konstrukcji typu mostu Syreny. Wymienię zatem te, które uważam za najbardziej negatywne aspekty Pana rządów:

1. Po wielu kryzysach 40-lecia głównym źródłem kryzysu z Sierpnia 1980 roku był kompletny brak zaufania do władz. Pan nie tylko nie usunął tego źródła kryzysu, ale Pan go tak pogłębił, że sytuacja w tym względzie jest o wiele gorsza, niż w roku 1980. Doświadczenia przeszłości wymagały gwarancji dla narodu, którą mogła być tylko zupełnie od władz niezależna organizacja. Czy po tym, czego Pan dokonał, ma Pan prawo oczekiwać zaufania?
2. Mimo trudnej sytuacji w latach 1980/81 ludzi cechował entuzjazm spowodowany wiarą, że coś można zmienić, że można spowodować ewolucję systemu, który przecież był i jest dalej nieefektywny i niesprawiedliwy. Entuzjazm ten mógł być konstruktywnie wykorzystany, umożliwiając wyjście z kryzysu – Pan ten entuzjazm zabił.
3. Zdelegalizować można organizację, lub partię polityczną, której liczebność jest niewielka w skali narodu, bo tylko wtedy może mieć cechy prawdopodobieństwa jej działanie sprzeczne z narodowym interesem. Delegalizując tak powszechną organizację, jaką była Solidarność, w istocie Pan wraz z Sejmem postawił się poza Narodem. Nie można zdelegalizować większości dorosłych obywateli kraju i wobec tego Pański akt sprowadził się do delegalizacji symboli, objawiając się np. śmiesznym polowaniem na odznaki Solidarności, lub nawet wykluczaniem słowa „solidarność” z potocznego języka.
4.Stworzył Pan nowe fasadowe organizacje i instytucje, których fikcyjność działań jest rażąca i powszechnie widoczna. Wbrew Pańskim zapewnieniom, że robotnicy sami wybiorą organizację zawodową, jakiej chcą, możliwości wyboru Pan nie dał. Przypuszczam, że Pan doskonale wie, jakimi metodami odbywa się nabór do związków zawodowych i dziwię się tak często wyrażanej radości z powodu ich liczebności. Jestem przekonany, że najbardziej świadoma i aktywna część społeczeństwa, tzn. ta, której poparcie się rzeczywiście liczy, pozostaje poza organizacjami tworzonymi z inicjatywy władz.
5.W powojennej Polsce zawsze poza normalną drogą kariery, w dowolnej prawie dziedzinie, tzn. w oparciu o merytoryczne kwalifikacje, można było robić karierę drogą polityczną (pomijam tutaj karierę związaną z bezpośrednim udziałem w polityce). Ta druga droga jest furtką do obejmowania odpowiedzialnych stanowisk przez ludzi niekompetentnych i ta furtka otwarła się szczególnie szeroko podczas Pańskich rządów. Z dołu lepiej widać ile ludzi o wątpliwych walorach wypełzło ostatnio, choć myślę, że jest to wbrew Pana intencjom.
6. Wobec wybitnie nieskutecznej polityki rządu upowszechnia się przyjmowanie postawy na przetrwanie, a w wielu przypadkach postawy egoistycznej walki o byt. Jest to proces naturalny przy demonstrowanej nieustępliwości rządu wobec społeczeństwa i przy posunięciach, które wykazują, że ponad dobro narodu przedkłada Pan utrzymanie się przy władzy.
7. Wykazał Pan dobitnie, że nawet to, co było możliwe pod zaborami, tzn. praca organiczna, w dzisiejszej rzeczywistości traci sens. Nie można niczego zbudować na trwałe, bo to, co dzisiaj się akceptuje, a nawet jest świętością, jutro może Pan zburzyć jednym machnięciem ręki, jednym podpisem, nie bacząc na tradycję, lekceważąc wieloletni wysiłek wielu ludzi. Tak zburzyć, jak Związek Literatów Polskich, czy tak, jak niszczona jest obecnie nauka polska. Ostatnio szczególnie dramatyczną demonstracją bezsensu pracy organicznej w dzisiejszej sytuacji jest los posła Osmańczyka, który przez wiele lat budował swą działalność na często bardzo trudnych kompromisach. Chyba ostatnio jemu też opadły ręce.
8. Język, jakim się Pan posługuje w kontaktach ze społeczeństwem, t.j. rzecznik prasowy rządu i środki masowego przekazu ( z tymi samymi skompromitowanymi do ostatnich granic komentatorami) świadczą o Pana pogardzie dla odbiorców. Czuję się prawie codziennie opluwany i obrażany, gdy traktuje się mnie jako cząstkę bezkształtnej, podatnej na manipulacje masy. Na podstawie wielu rozmów z ludźmi z różnych środowisk twierdzę, że jest to odczucie powszechne.

    Mógłbym zapewne jeszcze długo kontynuować, lecz zaprzestanę. Powie Pan, że jest to obraz skrzywiony i jednostronny, ale ja wiem najlepiej, jak ciężko dochodziłem do tych wniosków, jak się przed nimi broniłem i jak obserwacja rzeczywistości mi je narzuciła. A rzeczywistość jest taka, jaka jest i choćby Pan długo mówił o swoich intencjach, nie zmieni jej Pan bez udziału społeczeństwa. Jestem przekonany, że społeczeństwo nie zechce wziąć udziału nawet pod przymusem, dopóty, dopóki nie uzyska gwarancji i to gwarancji poważniejszych, niż te z Sierpnia 1980 roku, bo zaufanie jest odpowiednio mniejsze.
    Powołuje się Pan często na rację stanu, ale nie może być polską racją stanu polityka, która w konsekwencji prowadzi do biologicznego i psychicznego niszczenia Narodu, do wyjaławiania go intelektualnie, do przetwarzania kraju w jeden wielki obóz pracy przymusowej. Chyba tego mniejszym złem nie można nazwać.
    Myślę, że Pan może ten proces zatrzymać, rezygnując z oparcia na aparacie przemocy i zwracając się twarzą do społeczeństwa. Niestety, nie wierzę, by Pan tak zrobił – Ja Panu już nie wierzę!

    Nie uważam swego listu za odważny. Jest to raczej list rozpaczy - rozpaczy kogoś, kto długo był optymistą, a zaczyna tracić nadzieję, widząc postępujący rozkład i brak właściwych działań władz. Kończąc, przypomnę Panu fragment wywiadu, jakiego udzielił Pan kiedyś pani Barbarze Walters, a który miałem możność oglądać. Na zapytanie, czy Pan wie, że jest Pan w Polsce nie lubiany, odpowiedział Pan, że jest Pan politykiem i to Pana nie interesuje, czy też, że jest to Panu obojętne. Chcę Panu powiedzieć, że nie jest to obojętne Narodowi, którym Pan rządzii dopóki ta prawda do Pana nie dotrze, nie widzę żadnej możliwości wyjścia z impasu.

                Z poważaniem

                    Rafał Broda  



Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale