z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
91 obserwujących
492 notki
1011k odsłon
2769 odsłon

Przyszłościowa ( być może) dedykacja dla Jarosława Kaczyńskiego

Wykop Skomentuj115

Triumfalne, chociaż wywalczone ciężką pracą organiczną zwycięstwo PiS w 2015 roku odebrałem jako wygraną dobra nad złem i objęcie rządów przez partię nie uwikłaną w dziwne interesy, obsługującą elektorat protestu i realizującą potrzebę bardzo głębokich zmian, nazwanych przez biało-czerwoną drużynę Beaty Szydło "dobrą zmianą". PiS miał wszystkie niezbędne zadatki na stworzenie rządu prawdziwie reformatorskiego. Przecież będąc jeszcze w opozycji, wielokrotnie krytykował słabość państwa, nadmierną zależność od kapitału zagranicznego, postulował repolonizację gospodarki. Krytykował również kolesiostwo, korupcję na szczytach władzy. Atakował brak poszanowania wolności politycznej: podsłuchy, rozrost kompetencji tajnych służb itd. Zarzuty te stawiał nie z pozycji malkontenta, tylko z pozycji partii zmiany. W późniejszej retoryce już realizowanej "dobrej zmiany”, w tych kilku wyżej wymienionych punktach widać było dobrą wolę i oczekiwałem dalszych działań w odpowiednim kierunku, choćby na zasadzie wyborczego zobowiązania.


I najwięksi przeciwnicy PiS muszą przyznać, że tempo wprowadzania oczekiwanych zmian w Polsce było tempem huraganu - i to mimo destrukcyjnych działań sił opozycyjnych uprawiających ewidentny sabotaż, godzący tyle w demokratycznie wybrany rząd, co w polskie interesy i większość społeczeństwa. Działo się tak, ponieważ mechanizm "dobrej zmiany" działał jak dobrze zaprojektowana i wykonana maszyna, obsługiwana przez sprawnych i kompetentnych operatorów. Rzecz jasna zdarzały się awarie i przestoje, ale były one szybko i  skutecznie likwidowane głównie dzięki charyzmatycznej premier, mającej ogromne poparcie społeczne. I nagle kierownictwo PiS ( czytaj: Jarosław Kaczyński) wpadło na genialny pomysł zastąpienia dobrego lepszym i biało-czerwona drużyna spakowała manatki, żeby za jakiś czas odnaleźć się na lukratywnych, acz zupełnie nie efektywnych dla Polski posadach europosłów w  Brukseli. Na polskim pokładzie pojawił się za to w pełnej krasie Mateusz Morawiecki, człowiek, który z nie do końca zrozumiałych powodów stał się Wielkim Pupilkiem i Ulubieńcem Jarosława Kaczyńskiego. Ale Mateusz Morawiecki jako number one i tak wzbudził w wielu podobnie do mnie myślących ludziach nadzieje na przyśpieszenie, wyrwanie się z ograniczeń, które dopadły rząd Beaty Szydło. Dziś już widać, że, jak zwykle, na gadaniu się skończyło. Bo aby coś zrobić, trzeba mieć odpowiednie narzędzia. Nie można brać się za modernizację maszyny mając tylko młotek, a polskie państwo jest na dziś pozbawione sprawnej maszyny, którą próbuje się naprawić właśnie młotkiem.


Mateusz Morawiecki wielokrotnie zapowiadał naprawę państwa, nie tylko kadrową, ale i instytucjonalną. Nic takiego - przynajmniej na skalę makro - się nie dzieje. A to proces bardzo trudny, prowokujący opory. Im dalej od sedna problemów, tym trudniej się za to zabrać. Odejście od mało głośnej, ale zupełnie fundamentalnej dla sprawnych przemian w państwie budowy centrum rządu z prawdziwego zdarzenia, sprawia, że ten rząd na planie prawdziwej polityki utknął na poziomie spraw drugorzędnych i ochrony tego, co udało się osiągnąć -  głównie w szeroko rozumianych obszarach 500+ i polityki społecznej, niezbyt sprawnej naprawy wymiaru sprawiedliwości, nowej nomenklatury i mocnej orientacji na Waszyngton w polityce zagranicznej. W opublikowanych programie Prawa i Sprawiedliwości "Polski model państwa dobrobytu" czytamy iż " Kluczową kwestią reformy działania rządu jest umocnienie pozycji Prezesa Rady Ministrów, w szczególności w zakresie sprawnego pełnienia nadzoru nad poszczególnymi resortami" (...) " koordynacja prac ministerstw ma być dokonywana osobiście, poprzez komitety Rady Ministrów, a w zakresie prac legislacyjnych poprzez umocnienie roli Zespołu Programowania Prac Rządu"(...) "należy też stworzyć jeden system nadzoru oraz ujednolicony mechanizm weryfikacji kandydatów na stanowiska kierownicze w spółkach skarbu państwa". Istotnie miały się też zwiększyć kompetencje Szefa Centrum Analiz Strategicznych.


Zapewne powyższe regulacje miały być sednem zmian rekonstrukcyjnych rządu zapowiedzianych przez Jarosława Kaczyńskiego  po wyborach prezydenckich. Powstaje jednak pytanie, dlaczego z tak kluczową dla sprawnego rządzenia PIiS zwleka od co najmniej polowy 2019, kiedy ów dokument została zatwierdzony i opublikowany. Uwikłanie się z wojnę z opozycją oraz maraton wyborczy nie tłumaczy zaniechania zamiany wspomnianego młotka na zaawansowane narzędzie - czyżby przewidywany zakres władzy i kompetencji dla Mateusza Morawieckiego był nie do zaakceptowania dla części Zjednoczonej Prawicy? A jeżeli tak, to dlaczego?

Wykop Skomentuj115
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka