Tędy i owędy
Nie siedzę okrakiem na barykadzie!
80 obserwujących
2135 notek
2846k odsłon
  380   0

Wielka histeria stalinowsko-bidenowska z Kim Dzong Unem w tle

Moja mama - rocznik 1939 - opowiadała mi kiedyś histerię, jaka opanowała jej szkołę, gdy dotarła wieść o śmierci Stalina. Nauczycielki szlochały otwarcie; nauczyciele starali się nad sobą panować, ale  nie ukrywali głębokiego, męskiego, wzruszenia - czasem nawet, koniuszkiem chusteczki, ocierali "ukradkiem" łezkę w oku. Nawet część uczniów ogarnęła ta specyficzna atmosfera wielkiej "narodowej" żałoby ... Identyczna histeria, wiele lat później, zapanowała po śmierci Kim Dzong Una, gdzie oznaki żałoby były znacznie bardziej ostentacyjne, a osoby nie przejawiające żałości za Ukochanym Przywódcą musiały się liczyć z szykanami.

Jak się okazuje - bezbrzeżna miłość do Ukochanych Przywódców to nie jest domena wyłącznie wschodnich reżimów i dzień zaprzysiężenia Joe Bidena na prezydenta uaktywnił gen sowieckości w wielu osobach. W USA kilka osób pożegnało się z pracą w prestiżowych redakcjach z powodu zbyt czołobitnego hołdu oddawanego nowozaprzysięzonemu pedofilowi - a były tam takie perełki, jak porównywanie rąk Bidena do dwóch smug światła ... Innemu wyrobnikowi mediów (też w Stanach) pękła żyłka nienawiści i podżegał do zamordowania Trumpa. No, ale w tyle nie pozostała Chelsea Clinton, która oznajmiła urbi et orbi, że jej czteroletni synek jest niezmiernie podekscytowany pierwszym dniem prezydentury Bidena (może babsko tak pisać, bo ponoć ten pedofil interesuje się wyłącznie dziewczynkami).

W Polsce wcale nie było lepiej. Część osób skierowała - tradycyjny już w Polsce w środowiskach genetycznej zdrady stanu - adres do cara/Putina/Bidena, który byłby uznany za nazbyt wiernopoddańczy nawet w szeregach siczy zaporoskiej. Inni pan zatrudniony w mediach był bardziej zbliżony do typu stalinowskiego, bo wylewał łzy rzęsiste (radości!) z powodu zaprzysiężenia Bidena. Zresztą motyw szlochania podczas zaprzysiężenia pedofila na prezydenta był bardzo popularny zarówno w USA, jak i w Polsce, podobnie jak dreszcze wzruszenia. Niejaki Lis Tomasz, który już dawno temu odgryzł sobie język, szczytował publicznie, bo w przemówieniu pedofila dopatrzył się zapowiedzi przyzwoitości (dokładnie tak samo, jak z wyborem Obamy tak bardzo wiązano nadzieje na pokój światowy, że dostał pokojowego Nobla na zachętę. Jak wyglądała "pokojowa" kadencja tego człowieka, to chyba jeszcze sporo osób pamięta).

Nie sądzę, żebym była jedyną osobą, której rodzice opowiadali o swojej młodości w PRL, w czasach rzeczywiście okrutnych, i o sowieckich genach sporej części ludzi. Przecież każdy, kto potrafi czytać i oglądać telewizję, musiał się z tym motywem zetknąć przynajmniej kilka razy - dotyczy to również USA. Czy naprawdę te wszystkie osoby, które miłość do bolszewizmu mają w genach albo są nimi zainfekowane w inny sposób, nie widzą, jak strasznie się kompromitują, witając kadencję nawet najbardziej wyczekiwanego przez siebie polityka ślozami ze wzruszenia, niczym poddany Kim Dzong Ila? ... Jak bardzo jest to degradujące intelektualnie, ale też moralnie, gdy się liże (...) jakiemuś przywódcy, w najbardziej upokarzający sposób, zwłaszcza, jeśli ten przywódca jest pedofilem? ...





Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale