Tędy i owędy
Nie siedzę okrakiem na barykadzie!
83 obserwujących
2240 notek
2927k odsłon
  475   3

Goebbels to przy was pikuś!

Kilka dni temu przeczytałam artykuł na temat lekarki - Jadwigi Kłapa-Zareckiej - która rzekomo poroniła po "ataku" na nią przez pacjentkę. Artykuł jest przedziwny: prawie nie podaje konkretnych informacji, za to z wprawą Goebbelsa czy Urbana operuje na poziomie emocji. Cały tekst jest na wysokim, a nawet najwyższym, C. Lekarka jest oddana pacjentom duszą i ciałem, przyjmuje ich setki, uważają ją (według jej opinii) za świetną lekarkę rodzinną, ale ... niestety, niektórzy ludzie to wilki i zaczęli znakomitą, nieskazitelną, lekarkę obrażać. Za co? No właśnie nie wiadomo. Według pani Jadzi, istnieją jakieś anonimowe, ukryte ośrodki dowodzenia, które decydują: dziś atakujemy X-a, jutro - Y-ka (pani Jadzia strasznie gardzi spiskowymi teoriami i ludzi je wyznających uważa, bez ogródek, za niewykształconych). Zaniepokojona Jadźka (skąd ta poufałość we mnie? spokojnie, dojdziemy do tego!) zaczęła przeszukiwać internet w poszukiwaniu podważaczy pandemii (według lekarki - pandemii podważać nie lzia!) i ku swojemu przerażeniu zobaczyła, że wśród niewierzących w pandemię są też jej znajomi! Oczywiście - byli znajomi, bo przecież lekarka nie może się przyjaźnić z podważaczami pandemii ... Sama Jadźka, we własnym najgłębszym przekonaniu, jest istnym aniołem medycyny i osobą światłą - w przeciwieństwie, oczywiście, do ludzi w tenkraju, którym tłumaczy na każdym kroku, jak świetnie chronią maski i jak skuteczne są szczepienia (na marginesie: czy lekarka zachęcała do dwóch dawek, czy trzech, i jak godzi konieczność przyjęcia trzeciej dawki ze skutecznośią szczepień ....). A te ciemne mohery jo atakujo i atakujo, aż do tego dnia, kiedy do gabinetu wtargnęła kobieta i zaczęła krzyczeć. Oczywiście autor tekstu taktownie nie wyjaśnia, jaką pretensję miała krzycząca kobieta - choć fakt, że kazała się przebadać, może, moim zdaniem, stanowić podstawę domniemania, że Jadźka wcześniej leczyła ją teleporadą ...).Sprawa skończyła się poronieniem - no, tak do końca to nie wiadomo, ale pierwsze skurcze pojawiły się w czasie krzyków kobiety.

Tak się składa, że mam pamięć prawnika. Zawsze miałam świetną, a lata pracy w zawodzie zaowocowały ciągłym ćwiczeniem. Od kilku dni nurtuje mnie, skąd znam nazwisko lekarki - bo że znam, to byłam pewna. Oczywiście, udało się - artykuł na temat lekarki Jadwigi Kłapa-Zareckiej czytałam już 13 stycznia 2019 r., czyli kilka miesięcy przed ogłoszeniem stanu pandemii. Lekarka Jadźka, jak się okazuje, jest prawdziwą gwiazdą: "(...) szerszej publiczności znana jest jako autorka muzyki do serialu dokumentalnego TVP „Lekarze”, a zarazem jego bohaterka. Laureatka opolskich „SuperDebiutów”. "

Na tym nie koniec - lekarka Jadźka jest też promotorką albo uczestniczką kilku projektów muzycznych ...

Poronienie, owszem, też się lekarce Jadźce przydarzyło: i tu oddam narrację w dłonie naszej, nomen-omen, bohaterki: "Dziś Jadzia pracuje w szpitalu, robi specjalizację z medycyny rodzinnej. Z wiejską przychodnią musiała się rozstać ze względu na sprawy osobiste – wyczerpującą, wielogodzinną pracę przypłaciła utratą ciąży.

- Wszystko ma głębszy sens, nawet zło może obrócić się w dobro – mówi z powagą. - Jako osoba wierząca jestem przekonana, że nic nie dzieje się bez powodu. Może moja historia pomoże komuś w podobnej sytuacji? – zastanawia się.".

Jak widać, lekarka Jadźka albo ma skłonność do poronień, albo to poronienie, o którym mowa w pierwszym artykule, jest przeniesieniem w czasie tego pierwszego. Jeśli zaś faktycznie poronienie drugie miało miejsce, to znaczy, że faktycznie kobieta ma problem z donoszeniem ciąży i sklejanie tego na siłę z podważaczami pandemii jest zwyczajnie głupie.

Tak czy inaczej - gdyby nie fakt, że skojarzyłam nazwisko ze starym wywiadem, nie miałabym pojęcia, że bohaterką tego nowego jest taka wielka gwiazda ...

Uwaga: najsmakowitsze zostawiłam na koniec, bo musiałam odnaleźć inny artykuł - oto, jak odczucia miała lekarka Jadźka po zbadaniu kobiety, która na nią rzekomo krzyczała kilkadziesiąt minut (co jest oczywistą brednią, bo gdyby tak było, to ktoś by ruszył na pomoc albo wezwał policję): "W jakiś sposób w końcu udało mi się uspokoić tę kobietę. Mało tego, ona jeszcze zażądała, żebym ją zbadała. Wiem, że wtedy powinnam wstać, otworzyć drzwi i uciec, ale ja naprawdę bałam się, że ona zrobi mi krzywdę, bałam się o dziecko. Dlatego, żeby ją uspokoić, jeszcze ją zbadałam - opowiada doktor Kłapa-Zarecka. - To było strasznie traumatyczne. Musiałam jeszcze dotykać jej ciała, to było najgorsze badanie w moim życiu. Czułam się jak w jakimś horrorze - dodaje."

https://www.medonet.pl/koronawirus/koronawirus-w-polsce,lekarka-poronila-po-ataku-w-przychodni--nie-mam-sily-dluzej-byc-lekarzem,artykul,46452334.html

https://portal.abczdrowie.pl/jadwiga-klapa-zarecka-odeszla-z-zawodu-lekarza-mialam-poczucie-ze-ona-zaraz-wyciagnie-noz-i-sie-na-mnie-rzuci

https://www.tygodnik-rolniczy.pl/articles/wies-i-rodzina/nic-nie-dzieje-sie-bez-przyczyny/


Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale