Tędy i owędy
Nie siedzę okrakiem na barykadzie!
82 obserwujących
2264 notki
2939k odsłon
  243   0

Wirusy to takie fascynujące twory ...

Od pierwszej chwili "pandemii" miałam wrażenie deja vu. Ja to już kiedyś przeżyłam, może obejrzałam, a najprawdopodobniej - czytałam. Oczywiście samo opowiadanie pamiętałam, ale tytułu i autora nie mogłam sobie Chiny ludowe przypomnieć. Wiedziałam tylko, że była to jakaś antologia z moich młodych lat ... i że to było pierwsze opowiadanie w książce. W wolnych chwilach przerzucałam swoje zbiory, ale nic to nie dawało. Dopiero ostatnio pomyślałam, że może pamięć mi szwankuje? ... I dokładnie tak było: "Plaga hojności" Davida Brina to faktycznie pierwsza pozycja w "Don Wollheim proponuje", ale ... od końca ... Fakt - w innym zbiorze figuruje jako pierwsze, no, ale już dajmy temu spokój.

Opowiadanie napisane przez wysokiej klasy astrofizyka ewidentnie było zainspirowane nie tylko nową, niebezpieczną, ale i fascynującą chorobą powodowaną przez retrowirus HIV, ale i nieco wcześniejszym odkryciem koronawirusów. Autor nie tylko pokazuje w niezwykle przystępnej formie (nawet w postaci prostego diagramu!) schemat funkcjonowania wszelakich wirusów, ale również formułuje daleko idące hipotezy (mamy do czynienia z s-f, o czym informuję lojalnie) dotyczące MOŻLIWEGO wpływu tych ... stworów - wirusy nie są żywe - na historię Człowieka. Dla mnie kluczowy jest pomysł, że można wirus "przestroić" tak, aby wywierał na człowieka określony, z góry założony, wpływ.

Wydaje się to Państwu dziwaczną utopią? To proszę się zastanowić, czym jest technologia mRNA zastosowana w "szczepionce" Pfizera, pierwszej dopuszczonej do użytku. To jest właśnie spełnienie wizji genialnego Brina, który swoje opowiadanie napisał TUŻ PRZED TYM, jak zaczęto pracować nad tą technologią. Oczywiście nie ma w tym nic dziwnego - praktycznie WSZYSTKIE wynalazki ostatnich kilkudziesięciu lat zostały przewidziane przez literaturę s-f. Przewidziane albo ... były one inspiracją.

Ja obstawiam to drugie.

Inna sprawa, że nadal nie mam pojęcia, kto skorzystał z pretekstu pandemii, by ludziom wstrzykiwać produkt, który powoli, ale nieubłaganie, będzie zmieniać ludzkie DNA. Może nawet w pierwszej chwili nieznacznie, ale w perspektywie kilkunastu czy kilkudziesięciu lat efekty mogą być spektakularne. Wątpię, czy to dzieło Chińczyków: wszystko wskazuje, że byli czujni, ale nie podejrzewam ten twardo stąpający po ziemi naród o fascynowanie się fantastyką naukową ...

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale