Tędy i owędy
Nie siedzę okrakiem na barykadzie!
82 obserwujących
2264 notki
2939k odsłon
  636   2

Kotlety po ministersku

Dzisiejsza notka nie będzie zawierać konkretnego przepisu - to jest tekst wspomnieniowy, nostalgiczny, PRL-owski po prostu. Dlaczego? Ponieważ ostatnio przypomniała mi się książka kucharska z tamtych czasów, gdzie było pełno receptur na potrawy związane z nazwami ... nie, nie zawodów. Raczej - szarż wyższych.

Teraz kuchnia się zdemokratyzowała (bardzo zwodniczo, bo w rzeczywistości przepaść między potrawami, które jada górne 1% społeczeństwa, a nawet bogatym społeczeństwem pozostałym, jest głębsza niż Rów Mariański), ale za czasów komuny dostęp do nieco lepszych produktów (i przepisów, co było związane choćby z wycieczkami do Złotych Piasków) był zastrzeżony dla pewnych warstw społecznych. Oczywiście oficjalnie nie było różnych warstw społecznych (chłe chłe chłe).

Sznycle po ministersku obtaczało się w suszonej bułce pokrojonej w zapałkę. Po dyrektorsku podawało się parówki (parówki, rozumieją Państwo? to był ten luksus PRL-owski! co prawda ówczesne parówki jakościowo stały bliżej szynki, niż ówczesne kiełbasy).

Po kapitańsku to kawa podawana z koglem-moglem z żółtka i alkoholem (np. rumem lub brandy). Co prawda współcześnie spodziewalibyśmy się pod tą nazwą potrawy z ryb i owoców morza ...

No cóż - wstępujemy po drabinie awansów. Kurczak po generalsku (któż by się domyślił?!) bywał pieczony z dodatkiem alkoholu i wcześniej w nim zamarynowany.

Powiem szczerze, że już nie pamiętam, czym się charakteryzował przepis "po admiralsku" - jak znam życie, to zapewne, w sposób zupełnie absurdalny, była to jakaś kawa czy herbata z rumem, ale mogę się mylić.

Na gęś po profesorsku przepis podał sam Piotr Adamczewski, więc tu wątpliwości nie ma.

Gdybyśmy mieli być uczciwi i zgodni z obserwacjami, to "po doktorsku" oznaczałoby "mnóstwo alkoholu od pacjentów"; ewentualnie z jakąś szybką zagryzką.

Jeśli coś pominęłam, to będę wdzięczna za przypomnienie. Fajnie byłoby też zastanowić się, jakie "profesjonalne" nazwy mogłyby nosić przepisy w czasach współczesnych. Mnie do głowy przychodzi "po celebrycku", a la Instagram oraz "według Twittera".

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości