echo24 echo24
58
BLOG

„Tak durna gloryfikacja kiczu możliwa jest jeszcze tylko tylko w trumpistycznej Ameryce”

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 4
Fiksum dyrdum w krystalicznie czystej postaci

Oprawa filmowa: https://www.youtube.com/watch?v=6n9ESFJTnHs 

Jak przeczytałem, że przy polu golfowym Donalda Trumpa na Florydzie stanął czterometrowy, pozłacany posąg przedstawiający rzeczonego prezydenta z zaciśniętą pięścią niczym wodza rewolucji bananowej republiki, pomyślałem sobie, że Ameryka doszła do punktu, w którym kicz ostatecznie pożarł zdrowy rozsądek, a estetyczny smak co najmniej połowy tamtejszego społeczeństwa zbliżył się niebezpiecznie do krytycznej granicy debilnego absolutu.

„Don Colossus” – bo tak nazwano owo monstrum – kosztował setki tysięcy dolarów. Samo pozłocenie pochłonęło więcej kasy niż przeciętny amerykański robotnik zarabia przez rok ciężkiej harówki. Ale przecież o to właśnie chodzi w Ameryce: żeby biedni zachwycali się bogactwem miliarderów i jeszcze bili im brawo. Zaś dla Trampa nie artystyczna wartość się liczy tylko próba i waga użytego na ten pomnik złota. To jest ewidentne fiksum dyrdum tego żałosnego człowieka, który na domiar złego ma ambicje do rządzenia światem.

Ja tę Amerykę poznałem od podszewki już pół wieku temu.

Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, jako student AGH, wyjechałem do Chicago na saksy. Nie do żadnego hollywoodzkiego raju, jak mi się zrazu zdawało, lecz do piekła taśmowej manufaktury produkującej części do lodówek. Do dziś pamiętam ten smród smarów, ogłuszający huk pras i twarze polskich emigrantów, którzy pracowali tam jak niewolnicy. 

Ci ludzie tyrali od świtu do nocy w warunkach przypominających „Modern Times” Chaplina, a mimo to byli wdzięczni, że w ogóle mają pracę. Widziałem, jak amerykański sen działa naprawdę: nie jako droga do szczęścia, lecz jako genialny mechanizm tresury biedaków. Mechanizm, który wmówił milionom ludzi, że jeśli będą dostatecznie ciężko pracować, to może kiedyś ich wnukowi pozwolą nosić golfowe kije jakiegoś miliardera. Wciąż pamiętam zarażonych tą ideologią Polaków, którzy w czasie mojego pobyty w USA prosili mnie, żebym im pstryknął zdjęcie, a to przy luksusowych samochodach stojących na ulicy, a to na tle wystaw markowych butików - podczas gdy w rzeczywistości przez całe życie tyrali od rana do nocy w fabrykach, do których dojeżdżali rozpadającymi się dryndami.

I oto dziś ten sam kraj stawia złote pomniki żyjącym politykom niczym faraonom.

Nie oszukujmy się: gdyby podobny posąg stanął w Korei Północnej, zachodnie media wyłyby o kulcie jednostki. Gdyby postawił go Putin – pisano by o neoimperialnym szaleństwie. Ale kiedy Ameryka odlewa w złocie własnego celebrytę-prezydenta, to wszystko przedstawia się jako „barwną atrakcję turnieju golfowego”.

Tak wygląda współczesne imperium konsumpcyjnego infantylizmu.

Ameryka od dawna nie produkuje już wielkich idei. Produkuje widowiska dla kretynów. Tam nawet polityka musi wyglądać jak kasyno w Las Vegas: dużo złota, dużo świateł, dużo hałasu i ani grama refleksji.

Najbardziej fascynuje mnie jednak nie sam Trump, lecz tłumy ludzi zachwyconych jego cyrkiem. Bo przecież ten groteskowy złoty bęcwał nie został ustawiony dla sztuki. On został ustawiony dla wyznawców. Dla ludzi, którzy lubią klękać przed bogactwem. Dla tłumów przekonanych, że im większy przepych, tym większa wartość człowieka.

I właśnie dlatego uciekłem z Ameryki.

Bo już wtedy zrozumiałem, że kraj, który każe robotnikom harować jak w kieracie, a potem stawia złote pomniki miliarderom, nie jest żadnym rajem wolności. Jest po prostu perfekcyjnie urządzonym teatrem dla infantylnych - użytecznych idiotów.

Zaś „Don Colossus” jest tylko kolejną dekoracją tego żałośnie pretensjonalnego jarmarku próżności.

Krzysztof Pasierbiewicz, emerytowany nauczyciel akademicki, niezależny bloger

Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka