Gorące tematy:

169 obserwujących
1824 notki
2861k odsłon
1069 odsłon

Ło diochelskim Kłobuku i plincach z pomoćko

Wykop Skomentuj48

image

Przed dwoma tygodniami, po powrocie z Polski zapowiedziałem czasową zmianę profilu bloga. Miało być o etnografii i kulturze. Projekt zrealizowałem częściowo bowiem było i trochę ekologii. Dwie notki poświęcone trosce władz stolicy o czystość królowej polskich rzek. Nie napisałem oczywiście wszystkiego, bo z pobytu w Polsce możnaby ukręcić jeszcze 5 - 6 notek, niestety zabrakło czasu. A z materiałem musimy gonić żeby " zdanżać " ze wszystkim. Dlatego dziś notka remanentowa, żeby już zakończyć pobyt w Polsce i pozwolić Akwitanii na prezentację swojej urody. Dziś notka mix : etnograficzno - historyczno - kulinarna.

image

Przy drodze z Gdańska do Warszawy zawsze był Zajazd pod Kłobukiem. Po wyprostowaniu drogi, po całkowitej przebudowie zajazd przepadł. Sądziłem, że podzieli los mojej ulubionej restauracji " Czardasz " pod Olsztynkiem, która odcięta od traktu popadła w ruinę. Na szczęście Kłobuk przetrwał, chyba dzięki dobrej kuchni i miłej atmosferze, bo nie chcę powiedzieć, że z powodu historii.

image

Mało kto zwraca na to uwagę nad talerzem pełnym plinców, dzyndzołków, oberlandzkich klopsików, czy innych smakowitości. Nie uważam również, że za sukcesem stoją działania dzidzi - piernik, czyli Magdy Gessler, która parę lat temu odwiedziła zajazd. Odwiedziny w wietnamskiej restauracji w Ostródzie, w żadnym stopniu nie pomogły i dziś działa w tamtym miejscu obskurna kebabiarnia.

Powinni wprowadzić prohibicje na kebaby z powodu psucia polskich zwyczajów kulinarnych i bezpowrotnego niszczenia kubeczków smakowych. Na pewno takiego niszczenia kubeczków smakowych nie doświadczymy w małdyckim zajeździe, dokładnie na szlaku Kanału Elbląskiego. Zajazd pod Kłobukiem to trochę myląca nazwa, niezgodna z badaniami etnografów, bowiem kłobuk to demon mazurski, a najbardziej warmiński. Warmiakom najwiecej szkód narobił i najwiecej stracha w buksy ( gacie ) napędził. Małdyty to już ziemie oberlandzkie, całkowity zasięg niemieckiej mowy i kultury, tu inne demony i inne wierzenia były czynne. Nie czepiajmy się jednak Kłobuka, "... bo noma w skórznie narznie " ( w buty nasra ) Szkodny był od jasnej cholery, nie dla nas jednak, a dla sąsiadów. Nas opiekunów chronił, a sasiadom kradł ile wlazło. Taki ci on był, a powierzchowność miał mizerną, zmokła kokosza, kur, czarny kot, choć czasem przybierał i postać człowieka lichego. W beczce mu wystarczyło umościć i był nasz. " Brok buło jemu tlo łod ciasu do ciasu łuwarzyć jakiej muzy w kostrólku, abo nolepsi jecznicy ze skrzeczkami, to jygo lejdowało, tedy buł kontanty i za frojnta noma buł zawdy, zawdy chantny do roboty, sójsiadom jojka kraść " Czy Kłobuk istniał naprawdę ?

Bezwzględnie tak, bowiem w " Na tropach Smętka " Wańkowicz zebrał mnóstwo bezpośrednich relacji od Warmiaków i Mazurów, którzy z Kłobukiem mieli do czynienia i doświadczyli i złego i dobrego. Niejednemu to licho " narzneło do buterfaski " ( nasrało do masielnicy ) Istniał naprawdę i chyba trzyma pieczę nad zajazdem w Małdytach, bo powodzi im się znakomicie i karmią znakomicie. Smacznie " po naszamu " i obficie. Wszystko za sprawą Kłobuka.

image

Karmią i goszczą tak znakomicie, że czasem potrzebna jest wcześniejsza rezerwacja, co jest samo w sobie niezwykłe, bo mamy do czynienia ze zwykłym zajazdem. Jednak nie do końca zwykłym, bo dość mocno uwikłanym w historię budowy Kanału Elbląskiego.

image

Pochylnia Całuny 

https://www.salon24.pl/u/siukumbalala/968576,biedron-w-calunach

Notka z czerwca i relacja z pochylni Jelenie i Całuny nie wyczerpuje tematu kanału i niezwykłego pomysłu inżyniera Georga Jacoba Steenke. Zajazd w Małdytach to dawna oficyna, pozostałość po małdyckim pałacu, którego ruiny znajdują się po drugiej stronie dawnej " siódemki "

To od tego miejsca zaczęła się budowa Kanału Elbląskiego, choć wszystkie odległości na kanale liczymy od śluzy w Miłomłynie, bo tam rozpoczęto budowe pierwszej śluzy.

Jednak pierwsze prace, pod nadzorem Steenke rozpoczęly się w Małdytach. Tu przeniósł się z Elbląga, zamieszkał właśnie w obecnym zajeździe i stąd nadzorował wszystkie prace w trakcie budowy kanału. Jeśli zdecydujemy się na nocleg w zajeździe na pewno się o tym dowiemy, bowiem spać będziemy w pokojach poświęconych budowniczym kanału : inżynierowi Steenke, inżynierowi Johannowi Severinowi, projaktantowi regulacji dolnej Wisły oraz Karlowi Lentze, który był również jednym z projektantów Kanału Kilońskiego. Najsmakowitszym jednak kąskiem, poza oczywiście plincami z pomoćką, będzie reper geodezyjny umieszczony w murze zajazdu z polecenia Steenke, reper z podaną wartością " 116, 8o7 "

image

Tyle mamy do poziomu Jeziora Drużno i to z powodu tego repera było tyle problemów technicznych i aż pięć niezwykłych pochylni, zamiast kilkunastu śluz, niemożliwych do zastosowania na kanale.

A co z talerzem ? Obfity był nadzwyczaj. Małżonka zamówiła " skórki " czyli siekaną szynkę, podsmażaną i zapiekaną w wydrążonym ziemniaku. Pyszności. Już samo to wystarczyło za posiłek. Ja obstawałem za moimi dzyndzołkami. Nie chodzi wcale o piersi kelnerki. To zwykłe pierogi, które są drobnym oszustwem, bowiem dzyndzołki nie były jedzone przez Warmiaków, a przywędrowały po wojnie, wraz z przesiedleńcami ze wschodniej Polski. Nie czepiam się jednak, bo czepiać to się można tramwaju, a nie tego co dobre i smaczne. Niestety dzyndzołków, z powodu późnej pory, nie było. Wyszły, jak się to powiada w kelnerskim narzeczu. Dzyndzołki wyszły, ale plince z pomoćko nie " zdanżały " Zamówiliśmy... i to był armagedon kulinarny, nawet dla mnie, który przy wódce ćwierć woła potrafi zjeść. Plince to zwykłe placki ziemniaczane, spytaliśmy po ile tego będzie

- Po cztery - odpowiedziała uprzejmie pani kelnerka

- Podawać ! damy radę, choć już byliśmy po " skórkach "

image

Niestety okazało się to ponad nasze możliwości, bowiem plince okazały się ogromnymi plincorami, choć zgodnie z zapowiedzią było ich cztery. Dodatkowo przełożone grubą warstwą siekanej, podsmażonej szynki. Tego nawet kwaskowa pomoćka, ostrząca nieco apetyt, nie mogła uratować. Nie dałem rady. Na szczęście w zajeździe liczą się z takim obrotem sprawy i niezjedzone plince pakują do pudełek. Wieczorem w hotelu, na zimno, kontynuacja szaleństwa smaków prostej, warminskiej kuchni. I po kiego szwanca szukać po świecie jakichś perwersyjnych smaków ? Kiedy mamy swoje.

image

To uratowało sytuację i pozwoliło na " potachnięcie" plinców. Jabłecznik na gorąco z lodami. 

image

A to jest nasz menszcziznów ulubiony ołtarzyk. Regionalne nalewki. 

image


image


image


image

Kłobuk w osobnym sklepiku serwuje regionalne przysmaki : nalewki, miody, sery, szynki. 

Mnód, sznaps, kejzy, woszty, leberki, blutówki i wciórko co kożdan gbur w kedajszych ciasach buł sposobny łurychtować w swojem gburstwie. 



Wykop Skomentuj48
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości