Dzisiaj zapewne wielu z nas oglądało wystąpienie pana Trumpa w Davos. Do przechwałek tego człowieka powoli się przyzwyczajamy, ale dzisiejsze przemówienie ten próg samochwalstwa znacznie przekroczyło. Oglądaliśmy i słuchaliśmy człowieka, który raptem stał się nieomylny i bezgranicznie sprawczy. Według niego to on uratował Amerykę i na dodatek chce zbawić cały świat. To już tylko mały krok, by obwołać siebie Mesjaszem naszego globu.
Tak wyglądało to przemówienie pana Trumpa, ale „niewierni” dziennikarze (ekonomiści) dostrzegli w nim wyraźne przekłamania. Szybko wychwycili nieścisłości w słowach wypowiedzianych przez prezydenta USA:
„— Rok temu byliśmy martwym krajem, teraz jesteśmy najlepiej rozwijającym się krajem na świecie — przekonuje Trump.”
Tu również nie wszystko się zgadza — chyba że „najlepiej” nie oznacza „najszybciej”. Są inne kraje, które rozwijają się znacznie szybciej. Według styczniowej prognozy MFW gospodarka USA urosła w ub. r. o 2,1 proc., więc nie są to szczyty nie do pokonania. Średnia światowa szacowanego wzrostu to 3,3 proc., czyli jest wyższa od wzrostu Stanów Zjednoczonych.
Szybciej rosło aż 16 krajów świata — spośród tych, które prognozami objął MFW. Najszybciej w górę szły według tej prognozy m.in.: Indie (+7,3 proc. r/r), Kazachstan (+6,2 proc.), Filipiny (+5,1 proc.), Chiny (+5,0 proc. r/r), Indonezja (+5,0 proc.), Malezja (+4,6 proc.) i Argentyna (+4,5 proc.). Z krajów UE szybciej od USA rosły: Polska (+3,3 proc.) i Hiszpania (+2,9 proc. r/r).
Donald Trump zarzucił też, że podczas prezydentury Bidena „Ameryka była rozgrywana”. Wychwala, że „zaledwie po roku jego rządów inflacja została pokonana”.
„— Wszystko to udało się bez inflacji, co wszyscy twierdzili, że się nie uda — powiedział dalej Trump.”
Tu znowu trzeba przełożyć język przemówienia (publicystyczny) na normalny. Inflacja w USA oczywiście wciąż istnieje — jak zresztą w prawie wszystkich krajach świata. W grudniu wyniosła 2,7 proc. rok do roku. Prezydentowi USA chodziło zapewne o to, że udało się ją sprowadzić do poziomów uznawanych za normalne, mieszczących się w celu banku centralnego, i to uznaje za stan „bez inflacji”. Udało się, bo cel Fed to 2 proc. ± 1 pkt proc.
To przemówienie raczej nie było próbą budowania mostów w Davos, lecz pokazem politycznej siły i ustawiania warunków (bezpieczeństwo, sojusze, energia) — z dużą dawką konfrontacyjnego tonu. Jako komunikacja do elektoratu w USA jest spójne; jako komunikacja do partnerów w Europie prawdopodobnie zwiększa tarcia, zwłaszcza przez nacisk na Grenlandię.
Pan Trump bez żadnego zażenowania mówi o Grenlandii jak o ziemi należnej Stanom Zjednoczonym. Nie interesuje go to, że ta wyspa jest przyporządkowana Danii — krajowi będącemu członkiem NATO. Podobnie mówi w sprawie Wenezueli, gdzie siły specjalne USA porwały i wywiozły do Stanów Zjednoczonych prezydenta tego państwa. Pomijam, kim był ten dyktator — chodzi mi o to, że było to złamanie prawa międzynarodowego.
I jak dziś mają „dziękować” panu Trumpowi ci, którym przetarł szlak do bezprawnej ingerencji zbrojnej mocarstw w sprawy słabszych państw? To, co zrobił prezydent Trump, to przyzwolenie na zbrojną ingerencję silniejszego wobec słabszego. Co będzie, jeśli Rosja powie, że jej wzrost bezpieczeństwa wymaga zajęcia polskiego Przesmyku Suwalskiego? Czy to też ma być „zaspokojenie bezpieczeństwa silnego”? Czy Niemcy mogą zaanektować nasze Ziemie Zachodnie, bo są gospodarczo silniejsze od Polski?
Źródło:
https://businessinsider.com.pl/gospodarka/donald-trump-mowi-w-davos-o-gospodarce-weryfikujemy-jego-slowa/nrtry5d?utm_source=chatgpt.com
Inne tematy w dziale Polityka