290 obserwujących
1342 notki
4234k odsłony
  1452   0

Dlaczego ten sojusz jest niemożliwy. Polemika z Rafałem Wosiem

Wykluczany przez środowiska postępowych mediów Rafał Woś w intrygującej analizie prognozował, że dni wicepremiera Jarosława Gowina są policzone, a Porozumienie w koalicji Zjednoczonej Prawicy – podkreślam ostatni człon nazwy – zajmie Lewica. Jest to wizja kusząca dla społecznie wrażliwych lewicowców, ale nierealna z politycznego punktu widzenia. I to z kilku powodów.

"Powiedzmy sobie szczerze. Opowieść polityczna, zgodnie z którą PiS oraz Lewica to jakieś fundamentalne przeciwieństwa skazane na życie w śmiertelnym zwarciu, jest potwornie przestarzała. Może kiedyś, w czasach Leszka Millera i Zyty Gilowskiej miało to jakąś rację bytu. Ale przecież dziś już nie ma” – pisze w artykule na Salonie24 Woś. Teza chwytliwa, przez chwilę czytelnik drapie się po głowie i zastanawia, ale koniec końców dochodzi do wniosku: jednak nie. Między Prawem i Sprawiedliwością a Lewicą jest przepaść, a różnice pomiędzy tymi ugrupowaniami można wyliczać długo.

Komunistyczny rodowód i stosunek do historii 

Zdaniem byłego publicysty „Tygodnika Powszechnego” to media liberalne potęgują różnice między Prawem i Sprawiedliwością a Lewicą, które w gruncie rzeczy opierają się tylko na sprawach świato­poglądowych. Ta druga formacja poparła Polski Ład w Sejmie wbrew zakusom Koalicji Obywatelskiej, marzącej o tzw. koalicji 276, tymczasem Porozumienie często temperuje zapędy hegemona w rządowej układance.

„Czy dopuszczamy korygujące wolnorynkowe ekscesy mechanizmy, takie jak aktywna rola państwa w gospodarce, progresywne podatki czy transfery społeczne? Czy też nazywamy je okradaniem klasy średniej i rozleniwianiem patologii? PiS i Lewica mówią na ten temat w zasadzie jednym głosem. Wiedzą, że o równość trzeba się bić” – sugeruje Woś.

W przypadku Lewicy, w której skład wchodzi SLD, dla Jarosława Kaczyńskiego ważniejsze są jednak kwestie historyczne. Sojusz Lewicy Demokratycznej nigdy nie odciął się od komunistycznych korzeni. Zawsze konsekwentnie i z animuszem atakował lustrację i dekomunizację, jakiekolwiek formy rozliczenia z komunistyczną spuścizną w III RP. Dość powiedzieć, że nazwisko Jaruzelski wciąż wywołuje nieskrywaną nostalgię u „czerwonych” towarzyszy.

Owszem, w środowisku szeroko pojętej Lewicy nie brak świeżej politycznej krwi. Zwróćmy jednak uwagę, że gdy w grę wchodzi dyskusja o roli Instytutu Pamięci Narodowej, opowiadaniu o dziejach najnowszych czy kolejnych solidarnościowych rocznicach, to w zasadzie nie różnią się oni zbytnio w wymowie od Włodzimierza Czarzastego czy Macieja Gduli. To nie są byle powody, jakby chciał to widzieć Woś. 

Kwestie obyczajowe

Kolejna sprawa – jeśli ktoś uważa, że tematyką LGBT w polskiej polityce rozgrywa się na wszystkie strony, by podgrzać emocje, to zapewne znajdzie multum dowodów. Jednak Jarosław Kaczyński ani jego potencjalny następca nie zgodzą się na ustępstwa na rzecz środowisk progresywnych. A tych przecież w Lewicy nie brakuje. PiS nie pójdzie na kompromis opierający się na założeniu: „Wy nam dacie szable do przeorganizowania kraju w ramach Polskiego Ładu, a my wam zapewnimy małżeństwa dla par homoseksualnych, adopcję przez te pary dzieci i tramwaje tolerancji w każdym zakątku państwa”.

Nie, to tak nie działa. A jakakolwiek rozmowa w sprawie zawarcia koalicji opiera się – czego nie dostrzega w idyllicznym wykładzie Woś – na wzajemnych oczekiwaniach, kluczowych planach do realizacji i wspólnym mianowniku. Tych wszystkich składowych po prostu nie ma, alians PiS z Lewicą w formalnym sensie jest zwyczajnie niemożliwy.

Załóżmy jednak przez chwilę, że to redaktor Woś ma rację. Jak wyobraża sobie agendę rozmów koalicyjnych? „Panie prezesie, popieramy Polski Ład, będziemy głosować za podwyżkami płac dla najuboższych i wszelkimi socjalnymi propozycjami. Czy zgodzi się pan na zwrot w sprawie LGBT? – Nie”. „Panie prezesie, no dobrze, odpuśćmy sobie gejów, lesbijki i transpłciowych, przeżyjemy. Czy jeśli poprzemy budowę tanich mieszkań i wyższą kwotę wolną od podatku, zlikwiduje pan IPN? – Nie”. „To może TVP Info. Tam propaganda leje się strumieniami. Zgadzamy się z kolegami z Platformy, że trzeba zlikwidować publicystykę w stacji i kompletnie zmienić »Wiadomości«. Nie chcemy też Jacka Kurskiego w TVP. – Nie”. „Ostatnia próba – sądy. Uważamy, że trzeba wrócić do tego, co było. Zrobicie krok w tył w reformie? – Nie”. I tak w kółko. 

Doświadczenie pierwszych rządów PiS 

Jeśli Rafał Woś, ale też inni publicyści podsuwający Kaczyńskiemu pomysł zawiązania koalicji z Lewicą sądzą, że wszystko rozbije się tylko o stołki, to są w grubym błędzie. Zgoda, lider PiS już kiedyś dogadał się z Samoobroną Andrzeja Leppera, nawet Roman Giertych ze swoimi narodowcami byli odległymi poglądowo sojusznikami. Wszyscy pamiętają, jak zakończyła żywot tamta egzotyczna koalicja, a z Lewicą nie można wykluczyć powtórki z rozrywki.

Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka