3 obserwujących
102 notki
48k odsłon
353 odsłony

Po przesłuchaniu Tuska

Wykop Skomentuj5

Komentarze po przesłuchaniu Donalda Tuska przed komisją do wyjaśnienia sprawy Amber Gold zdominowały polityczną publicystykę na początku listopada. Pierwsze wrażenia wyglądały dość jednoznacznie: komentatorzy związani z opozycją podkreślali wyluzowane zachowanie przesłuchiwanego i jego cięte riposty, wskazując go jako jednoznacznego zwycięzcę pojedynku Wasserman – Tusk. Widziałem nawet tytuł „Mistrz i Małgorzata”. W mediach związanych z obozem rządzącym komentarze były dość wstrzemięźliwe i dominowało stwierdzenie, że przewodnicząca nie miała najlepszego dnia i dała się zdominować Donaldowi Tuskowi.

Zaciekawiony tym dość zgodnym przekazem, oglądnąłem sobie całe to, siedmiogodzinne bodajże, przesłuchanie i wrażenie mam zgoła odmienne. Rzeczywiście Donald Tusk odpowiadał wyluzowany, parę razy dość cięcie. Poseł Wasserman rzeczywiście była nieco zdenerwowana i spięta. Jednak ten luzacki styl przesłuchiwanego kojarzy mi się z klasycznymi scenami w filmach kryminalnych, gdy na pierwszym przesłuchaniu podejrzanego, tenże równie luzacko i z uśmiechem mówi do przesłuchujących „Nic na mnie nie macie”, ponieważ sama podświadomość nie pozwala mu stwierdzić „Jestem niewinny”. I tak też było w tym przypadku. W dodatku Donald Tusk stosował technikę opracowaną przez Piotra Tychomowicza, jego ówczesnego doradcę do spraw wizerunki a obecnie najbardziej znanego polskiego pedofila. Technikę tę stosował już podczas zeznań przed komisją sejmową do spraw afery hazardowej. Ale sytuacja tym razem była trochę inna, ponieważ wtedy udało się Platformie ubezwłasnowolnić komisję i praktycznie uniemożliwić dojście do czegokolwiek. Tym razem Platforma nie była w stanie tego dokonać i musi mierzyć się z konsekwencją komisji w dochodzeniu prawdy. Taktyka Donalda Tuska polegała na zmęczeniu komisji opowieściami nie na temat, przedłużaniem tak, aby przesłuchujących maksymalnie zmęczyć i odebrać im ochotę do głębszych dociekań. Dodatkowe komentarze i złośliwości, szczególnie pod adresem przewodniczącej, miały ją prowokować i zniechęcać. Nie do końca mu się to udało. Temu dążeniu do zmęczenia komisji służył również powtarzalny co chwilę wniosek o odtworzenie zeznań innych świadków.

Zdenerwowanie i spięcie Małgorzaty Wassermann było również typowe dla śledczego, który usiłuje wydobyć informacje od przesłuchiwanego, analizując na bieżąco jego wypowiedzi i porównując je z innymi dowodami.

Niemniej, pomimo kilku celnych wypowiedzi przewodniczącej komisji, powstało wrażenie zwycięstwa byłego premiera.

Ten jednoznaczny obraz zmienia się diametralnie, jeśli uświadomimy sobie, jaki jest zasadniczy cel zarówno pracy komisji jak i tego przesłuchania. Otóż celem komisji jest wyjaśnienie jak działały organa państwa wobec Amber Gold a raczej dlaczego nie działały. I chodzi o te instytucje, które – jak przypomniała przewodnicząca – były kontrolowane bezpośrednio lub pośrednio przez premiera.

Całe to przesłuchanie utwierdziło nas w przekonaniu o papierowym premierze państwa z tektury. Może coś tam wiedział, ale cóż on mógł? Premier wiedział, że Amber Gold to lipa, ABW wiedziała już, że to piramida a OLT służy do zniszczenia LOT-u i wyprowadzania pieniędzy, wiedziała, że Marcin P. wywozi mnóstwo gotówki i nie zrobiono dosłownie nic. Pozwolono, by tysiące Polaków straciły swój majątek, pozwolono by zatarto ślady i wywieziono pieniądze. Biernie obserwowano rozwój oszukańczego biznesu prowadzonego przez wielokrotnie przestępcę, działalność linii lotniczej niespełniającej warunków zezwolenia. Państwo okazało się zupełnie teoretyczne - to akurat celne spostrzeżenie byłego ministra Sienkiewicza.

Donald Tusk usiłował zdeprymować poseł Wassermann, przypominając ciągle afery Getback-u i SKOK-ów. Afery, które wyszły na jaw w czasach rządu PiS-u. Nie rozumiał, czy nie chciał zrozumieć a najpewniej chciał, żeby słuchający nie zrozumieli, że chodzi o coś zupełnie innego.

Afery i oszustwa zdarzały się, zdarzają i będą się zdarzać bez względu na to kto rządzi Polską, czy jakimkolwiek innym krajem. Mieliśmy - sięgając dalej w przeszłość - Bezpieczną Kasę Oszczędności, Art-B, afery hazardowe czy Rywina. Najnowsza afera, czyli Komisji Nadzoru Finansowego, wybuchła już po tym przesłuchaniu. Różnica polega na czym innym. Sednem sprawy jest zachowanie się państwa wobec tych afer i to poseł Wasserman bardzo celnie i krótko wytłumaczyła przesłuchiwanemu.

Ludzie podejrzani w sprawie afery GetBack już od dłuższego czasu siedzą, aresztowani krótko po odkryciu afery. Wprawdzie źle się stało, że CBA weszło do biura przewodniczącego KNF już po jego powrocie, ale mówimy tutaj o godzinach a nie - jak wypadku Amber Gold - o latach, w czasie których rządzący zachowali się tak, jakby nic się nie działo.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka