14 obserwujących
11 notek
374k odsłony
123594 odsłony

Horror dzieci z „Tęczy” - dowody na pedofilię Krzysztofa Sadowskiego

10letnia Ewa
10letnia Ewa
Wykop Skomentuj120

Jak to możliwe, że w show-biznesie przez kilkadziesiąt lat funkcjonował wpływowy, zorganizowany, przebiegły, wyrachowany i brutalny pedofil? Jak to możliwe, że przez 40 lat nikt nie postawił go przed sądem? Jak to możliwe, że tematem, który za chwilę wstrząśnie światem, będzie cytowany i omawiany przez największe telewizje, tak mało interesują się polskie media? Jak to możliwe, że wszyscy milczeli?

To chyba największa ujawniona afera pedofilska, jaka miała miejsce w Polsce, a kto wie, czy nie jedna z większych na świecie. Poszkodowanych są prawdopodobnie setki dzieci, choć tych „bardziej” na razie wysłuchałem kilkanaście. W teczce z dowodami mam 21 nazwisk. W części są to znane publicznie osoby, dlatego muszą pozostać anonimowe i nigdy nie może się to przedostać do tabloidów.

Wkrótce usłyszycie o tej ponurej historii w CNN, BBC i wszystkich innych najważniejszych telewizjach na świecie. To afera budząca skojarzenia z dramatami, o których powstają historie hollywoodzkie na faktach. O tej też powstanie, bo jest tak nieprawdopodobna i niezwykła, a jednocześnie niebywale emocjonalna i wstrząsająca. Wierzcie mi, materiał dowodowy jest tak porażający, że za kilka lat film na kanwie naszych wspólnych (bo bez was, bez internautów, nic bym nie zdziałał!) ustaleń nakręci ktoś pokroju Paolo Sorrentino, Quentina Tarantino czy Davida Finchera. Historia perwersyjnego polskiego jazzmana jest bowiem bardzo mroczna i dramatyczna.

Poniższy materiał dowodowy jest tylko częścią z zebranego do tej pory. Chciałem na razie go nie ujawniać, zebrać w całości, dokładnie zweryfikować, opracować, przekazać do prokuratury, a potem nakręcić na jego podstawie reportaż lub film dokumentalny, napisać książkę. Ponieważ jednak Krzysztof Sadowski wydał oświadczenie, w którym twierdzi, że oskarża go jedna osoba, „chora psychicznie”, przez co znów uderzył w ofiary, które straciły część wiary w jego osądzenie i sprawiedliwość po latach, to zobaczcie tę jedną osobą. Próbowałem dzwonić do Sadowskiego na dwa numery telefonu, nie odebrał. W każdej chwili zamieszczę jego odpowiedź czy też polemikę, nawet jeśli nie będzie tam prawdy, ale proszę o ustosunkowanie się do tego wszystkiego a nie twierdzenie, że jest 1 osoba "chora".

Przy czym prawdopodobnie wśród moich źródeł nie ma tych dwóch dziewczyn, które zgłosiły rok temu sprawę prokuraturze. One jeszcze do mnie pod nazwiskiem nie napisały, a ja nie znam akt ani szczegółów doniesienia (o śledztwie dowiedziałem się od żony sprawcy, gdy ją poprosiłem o komentarz do moich ustaleń). Ale do rzeczy.

Oskarżam osobę publiczną, autorytet!

Oskarżany o pedofilię jest jak już wiecie Krzysztof Sadowski, wpływowy muzyk, współtwórca programów telewizyjnych („Co jest grane” - emitowany w Polsat, „Tęczowy Music-Box” - emisja w TVP), były prezes Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, współorganizator Jazz Jamboree, pedagog, który pracował z tysiącami dzieci, znajomy bardzo wpływowych osób w sądownictwie, polityce, środowiskach twórczych. Autorytet, osoba publiczna, co sprawia, że koniecznie trzeba ostrzec rodziców dzieci.
 Przez lata wyszukiwał ofiary wśród najmłodszych, molestował je seksualnie, głaskał, łaskotał, wkładał rękę w majtki, ściskał „za kolanko”, udo, namawiał do płatnego seksu, w końcu znajdował tak niezdolne do oporu ofiary, że rozpinał rozporek i je gwałcił. Osaczał i utrzymywał nad nimi kontrolę przez wiele lat. Ile prób było nieudanych? Ile dzieci, którym nie podobał się „zły dotyk” uznało, że nic takiego się nie stało?
Ofiary były w wieku od 10 do 15 lat. Czasem spodobała mu się jakaś siedemnastolatka. Do seksu zmuszał dziewczyny w dwóch samochodach (niebieskim i czerwonym), w piwnicy, w pokoju z pianinem, w siedzibie Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego na Chmielnej 20 (dziś siedziba Jazz Jamboree), w swoim mieszkaniu na Wiejskiej z widokiem na Sejm, w pokojach wynajmowanych na warsztaty i wycieczki z młodzieżą, internatach, bursach. Starał się wyszukiwać osamotnione dzieci z biednych lub niepełnych rodzin, ale nie były bezpieczne także te z bardzo wpływowych rodzin przyjaciół Sadowskiego i jego żony. Jedna osoba mogłaby kłamać, dwie-trzy mogłyby się zmówić, ale 21? Nieznających się, pracujących w różnych środowiskach, także bliskich Sadowskiemu osób?

Poza kobietami (dziś dorosłymi, wówczas dziećmi) zgłosiło się dwóch mężczyzn. Pierwszego molestował we wczesnych latach 80-tych po koncertach poezji śpiewanej Jana Pawła II w kościołach. Drugi był kimś bliskim (niestety chroniąc tę osobę, nie mogę napisać więcej). Obaj mężczyźni do dziś to pamiętają, mimo że są ludźmi sukcesu, dużo w życiu osiągnęli. Poza nimi zgłosiło się 19 kobiet. Część kobiet i jeden mężczyzna zgodzili się złożyć zeznania w sądzie. Chcą spojrzeć sprawcy w oczy.

Jestem osobą odpowiedzialną, wiem, jaką burzę wywołałoby podanie nazwisk osób publicznych, więc nigdy nikt ich nie pozna, niestety także prokuratura. Chroni te osoby tajemnica dziennikarska i koniec. Ale mam wystarczająco dużo relacji, by przekonać prokuraturę do zajęcia się sprawą pedofilii Sadowskiego naprawdę na poważnie, pod nadzorem prokuratora generalnego, o co niedługo zaapeluję w liście otwartym. Powinien powstać specjalny zespół śledczy do zbadania całości tej wielowątkowej sprawy, bo pojawia się w niej kontekst polityczny, finansowy, lobbystyczny, prawny, dziennikarski, a dodatkowo mamy do czynienia z osobami z pierwszych stron gazet. Sprawa jest absolutnie wyjątkowa i wymaga reakcji na najwyższych szczeblach. To kwestia też wizerunku całego naszego kraju na świecie.

Od razu uprzedzę krytyków, dlaczego nie doniosłem jeszcze do prokuratury: bo wszystkie dowody w moim posiadaniu dotyczą przestępstw przedawnionych i to nie ja jestem od stawiania zarzutów karnych. Ja jestem dziennikarzem opisującym mroczne tajemnice domu przy ulicy Raniuszka (siedzibie fundacji Tęcza, w której piwnicy dochodziło do największych zbrodni). Chcę przekazać opinii publicznej, co ustaliłem, bo osoba publiczna, autorytet, działacz społeczny nie może uznawać gwałcenia i molestowania dzieci za „sprawy prywatne”. Ta „prywata” zniszczyła życie dziesiątkom osób.
 
„Gdy przekroczyłam próg tego domu, moje życie się skończyło” - napisała do mnie jedna z informatorek.

Jestem gotów zeznawać w każdej chwili. Są osoby, które czekają na sprawiedliwość od 27 lat, kiedy wniesiono pierwsze oficjalne doniesienie w tej sprawie.

Można było zatrzymać horror w 1992 r.

Ewa Gajda miała dziesięć lat, gdy z innymi koleżankami z muzycznego zespołu „Tęcza” pojechała na wakacyjny obóz do Kielc. Na obóz pojechało co najmniej kilkanaścioro dzieci. Normą było sadzanie ich sobie na kolanach, łaskotanie i żartowanie w ten sposób przez Krzysztofa Sadowskiego. Grzeczne dziewczynki nagradzał słodyczami, pochwałami. Niby nic złego? Przecież działo się to na oczach żony.
Ale pewnego dnia Ewa została w internacie z jeszcze jedną koleżanką, a reszta zespołu pojechała na wycieczkę. Z dwoma podopiecznymi został sam Krzysztof Sadowski. Gdy Ewa wracała z sali zabaw, na korytarzu spotkała Krzysztofa Sadowskiego.
„Zaprosił mnie do swojego pokoju, położył na łóżku, a potem dotykał po całym ciele, aż włożył rękę w majtki. Kiedy rozpiął swój rozporek, krzyknęłam i uciekłam. To nie był pierwszy raz, kiedy mi się to dotykanie nie podobało. Wcześniej przytulał mnie w jaskini Raj. Byłam przerażona i chciałam jak najszybciej wrócić. Dlatego odwieziono mnie do domu przed zakończeniem obozu. Od razu powiedziałam mamie, co się stało” - opowiada po latach Ewa Gajda.
Mama 21.07.1992 r. złożyła doniesienie na policję.
„Najpierw pojechałam na nasz lokalny komisariat, ale jak usłyszeli jaka to sprawa wysłali mnie na Malczewskiego do komendy rejonowej” - opowiada mama Ewy.
Wszczęto dochodzenie. Gdyby zostało przeprowadzone profesjonalnie, dziś Krzysztof Sadowski byłby po wyroku i może nie doszłoby do tylu tragedii. Ale policja, choć przesłuchała dziewczynkę przy udziale biegłego psychologa, tak prowadziła rozmowę, że ofiara była mocno wystraszona.
„Dopytywali się o daty, kiedy coś się stało. Jak ja, dziesięciolatka, miałam pamiętać dokładnie, którego dnia to się stało? Jak dopytywali, podali jakąś datę to w końcu przytaknęłam i oni to wstawili. Ale w ogóle to były straszne osoby, ja się ich bałam” - mówi Ewa.
Pomyłka ze wskazaniem daty zdarzenia przesądziła o umorzeniu dochodzenia wobec niedostatecznych dowodów na zaistnienie przestępstwa.
„Zeznania małoletniej Ewy Gajdy nawet mimo pozytywnej ich oceny z punktu widzenia psychologicznego przez biegłą psycholog – mgr Marię Kubalską-Grodzicką – są niewystarczającym dowodem na zaistnienie przestępstwa” - czytamy w uzasadnieniu umorzenia.
- Nie pamiętam tej sprawy, ale jeśli była tylko jedna ofiara, nie było świadków, to jest to bardzo trudne do udowodnienia i większość spraw jest umarzanych. Wtedy było bardzo dużo takich spraw w tym komisariacie, dotyczyły różnych kolonii – mówi Maria Kubalska-Grodzicka.
Ewa do dziś to przeżywa, miała pretensje do mamy, że nie wykazała determinacji do ścigania sprawcy, choć ta zrobiła najwięcej ze wszystkich mam i ojców, którzy dowiedzieli się potem o molestowaniu dzieci.
- Oni mnie wprost ostrzegli, że w sądzie dziecko będzie musiało stanąć naprzeciwko sprawcy i powtórzyć zeznanie, że może być tak, że dziecku nikt nie uwierzy, a ja wiedziałam, jakie to może mieć dla Ewy konsekwencje – wspomina mama Ewy.
Obie kobiety nigdy nie zapomną tej sprawy, przyczyniła się ona do wielu ich wyborów w przyszłości.
Do dziś o tej sprawie nie może zapomnieć też Kasia, uczestniczka tego samego obozu w Kielcach. Ma wyrzuty sumienia, że nie znalazła dość odwagi, by potwierdzić zarzuty Ewy.
„Kazali mi na dorosłym człowieku pokazać, gdzie mnie dotykał, więc się wszystkiego wyparłam” - pisze Kasia. - „U mnie było tak, że najpierw brał mnie na kolana i głaskał, potem zaprosił do nocowania u nich w domu (wtedy dzieci tam często nocowały). Tam był taki mały pokoik z widokiem na ogród, z jego keyboardem i tapczanem, pracował tam. Tam mnie położył spać, usiadł na łóżku, wkładał ręce pod kołdrę i dotykał, głaskał. Dość szybko się wyrwałam jak oparzona, wyszedł. Nie zrobił mi nic przemocą - dlatego długo myślałam, że nie mam żadnych podstaw, żeby go o cokolwiek oskarżyć. Rano obudziłam się w pustym domu, była tylko ich gosposia, która zrobiła mi śniadanie i posyłała do domu. Nigdy więcej mnie nie zaprosił na nocowanie, ale były dziewczynki, które nocowały regularnie. To samo robił na obozie wyjazdowym do Kielc, kiedy pojechaliśmy na festiwal, przychodził co wieczór i dotykał nas pod kołdrą. Kompletnie nie pamiętam chronologii, czy najpierw było nocowanie czy te Kielce. Wiem, że inne dziewczynki dotykał bardziej, ja po kilku pierwszych razach od razu uciekałam z pokoju, kiedy do nas przychodził i odczekiwałam sporo czasu, nim wracałam. W porównaniu z innymi rzeczami - to mało. A ja i tak to pamiętam po 25 latach.” - relacjonuje. Do dziś co jakiś czas sprawdzała w Google, czy pojawiły się doniesienia o pedofilii Sadowskiego. Prawie wszystkie ofiary mówią to samo: „sprawdzaliśmy, kiedy w końcu pojawi się informacja >>Sadowski pedofil<<”. Żadna z nich nigdy od Sadowskiego nie chciała pieniędzy!

Wykop Skomentuj120
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo