Wcześniejsze wybory? Równie dobrze prezes może ogłosić, że idzie na emeryturę

Fot. PAP/Leszek Szymański
Fot. PAP/Leszek Szymański
Jest tylko jedna przesłanka, która nie pozwala całkiem odrzucić tezy o tym, że Jarosław Kaczyński chce wcześniejszych wyborów. To całkowicie nieracjonalne działania prezesa i PiS w ostatnim czasie. Przykładem jest przegłosowanie ustawy o lex TVN – mówi Salonowi 24 prof. Antoni Dudek, politolog i historyk, UKSW.

Gdy rozmawialiśmy kilka tygodni temu, mówił Pan, że wcześniejsze wybory są dziś niemal całkowicie nierealne. Dziś są doniesienia o tym, że prezes Prawa i Sprawiedliwości, wicepremier Jarosław Kaczyński planuje jednak do tych wyborów doprowadzić. Zaskoczenie?

Prof. Antoni Dudek: Nie można mówić o zaskoczeniu, ponieważ plotek, przecieków, doniesień o tym, że prezes PiS planuje doprowadzić do wcześniejszych wyborów, było w przeszłości wiele. I nic z nich nie wynikało. Dopóki nie mamy publicznego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, w którym powie, że dąży do wcześniejszych wyborów, wszelkie doniesienia medialne rozpatrywać możemy w kategorii plotek, niczego więcej. A więc zaskoczony nie jestem, bo nadal we wcześniejsze wybory nie wierzę.

Przeczytaj też:

Podsłuchy za czasów rządów PO. "Służby podsłuchiwały wielu bardzo znanych dziennikarzy"

Dlaczego Pana zdaniem są one mało realne?

Z kilku powodów. Po pierwsze – nawet gdyby, w co nie wierzę, prezes zdecydował się na taki krok, to byłby on bardzo trudny do przeprowadzenia. Skrócić kadencję Sejmu może oczywiście prezydent. Ale stać się może to w sytuacji, gdyby nie udało się przeprowadzić ustawy budżetowej. To krok najłatwiejszy do przeprowadzenia. Jednak wymaga współpracy głowy państwa z większością parlamentarną. A po wecie Andrzeja Dudy w sprawie lex TVN i reakcji partii rządzącej na ten ruch widzimy, że na linii Pałac Prezydencki – Nowogrodzka jest realny, nie udawany.

Sejm może się też sam rozwiązać, ale do tego potrzeba większości 2/3 posłów. Czyli PiS musiałby się dogadać z opozycją. Tymczasem opozycja nie bardzo będzie zainteresowana tym, by akurat teraz rozwiązywać parlament. Oczywiście gdyby Jarosław Kaczyński zdecydował się na szalony krok i postawił wniosek o samorozwiązanie Sejmu, to opozycja byłaby w trudnej sytuacji. Musiałaby się określić. Skoro od lat mówi, że PiS jest najgorszym złem, brak poparcia dla wniosku byłby dla jej wyborców niezrozumiały. Ale pamiętajmy, że tu jest potrzebne aż 2/3 głosów. Więc ktoś może nie przyjść, ktoś się wyłamać, wniosek nie przejdzie. Po drugie – pójście na wcześniejsze wybory byłoby ze strony PiS czystym szaleństwem. Kompletnie się partii tej nie opłaca. Oznaczałoby dobrowolne oddanie władzy.

Partia rządząca jest w trudnej sytuacji. Ale też kolejne miesiące będą jeszcze trudniejsze. Czeka nas jeszcze większa drożyzna. W takiej sytuacji wcześniejsze wybory są owszem ryzykowne, ale to może być ostatnia szansa na zwycięstwo. Za dwa lata klęska będzie już pewna?

Takie argumenty oczywiście padają. Brzmią racjonalnie, ale są nietrafione. Bo wiosna przyszłego roku byłaby dla PiS najgorszym terminem wyborów. Będzie to po uderzeniu fali drożyzny, gdy ludzie przeżyją szok. Z punktu widzenia racjonalnego formacja rządząca w takiej sytuacji gra raczej na przeczekanie. Liczy, że ludzie oswoją się z trudnościami. Jest tylko jedna przesłanka, która nie pozwala całkiem odrzucić tezy o tym, że Jarosław Kaczyński chce wcześniejszych wyborów. To całkowicie nieracjonalne działania prezesa i PiS w ostatnim czasie. Przykładem jest przegłosowanie ustawy o lex TVN. W tym kontekście tak – wszystkiego można się spodziewać. Równie dobrze tego, że prezes ogłosi orędzie, że oddaje władzę i odchodzi na emeryturę.

Czytaj też:

Lubię to! Skomentuj75 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka