Rosyjska cerkiew twierdzi, że na "Moskwie" była relikwia z Krzyża Świętego

fot.  PAP/EPA/SERGEI ILNITSKY
fot. PAP/EPA/SERGEI ILNITSKY
Przedstawiciele cerkwi prawosławnej twierdzili, że na wojennym krążowniku "Moskwa", który poszedł na dno, znajdowała się drzazga z krzyża, na którym zginął Chrystus. Relikwię mieli kupić anonimowi moskiewscy „mecenasi” za 40 milionów dolarów.

Jak podaje "Rzeczpospolita", kawałeczek drzewa wielkości kilku milimetrów został przeniesiony na okręt w lutym 2020 roku. Znajdował się wewnątrz metalowego krzyża z XIX wieku, a ten z kolei – w specjalnej zrobionej metalowej arce. Całość umieszczono w okrętowej cerkwi.

Czytaj w temacie:

Niezależny publicysta Aleksandr Niewzorow twierdzi, że całość do sztabu Floty Czarnomorskiej przywiózł były premier, gen. Siergiej Stiepaszyn, a przedstawiciel rosyjskiej cerkwi mówił, że to był "dar mecenasów", którzy odkupili ją od jakiegoś kościoła katolickiego.

- Putinowscy admirałowie byli przekonani o nietykalności „Moskwy” – twierdzi publicysta Niewzorow. Według niego, to właśnie z powodu relikwii dowództwo okrętu decydowało się na bliskie podpływanie do ukraińskich brzegów bez dodatkowej osłony, co skończyło się katastrofą okrętu.

Można wątpić zatem w prawdziwość relikwii, nie tylko dlatego, że nie ochroniła okrętu, ale dlatego, że aż jedenaście soborów i monastyrów w Rosji (najwięcej spośród państw świata) twierdzi, że posiada szczątki Krzyża Świętego. Nic nie słyszano też, aby w ostatniej dekadzie jakikolwiek kościół sprzedawał posiadaną resztkę Krzyża.

W czwartek wieczorem ministerstwo obrony Rosji poinformowało, że krążownik rakietowy Moskwa zatonął podczas holowania w sztormie. Nie wspomniało jednak nic o tym, że został trafiony, a jedynie, że przyczyną holowania był pożar. Ukraińską wersję zdarzeń - że okręt został trafiony dwiema ukraińskimi rakietami - potwierdziły w piątek też Stany Zjednoczone.

ja

Czytaj także:

Lubię to! Skomentuj105 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka