„Glapiński jako szef NBP powinien unikać tak bardzo zaangażowanych politycznie wystąpień”

Zdaniem prof. Bugaja teza, że UE chce nam silą narzucić Euro jest przesadzona. Fot. PAP
Zdaniem prof. Bugaja teza, że UE chce nam silą narzucić Euro jest przesadzona. Fot. PAP
Na pewno Adam Glapiński powinien wypowiadać się zdecydowanie bardziej powściągliwie. Unikać tak zaangażowanych politycznie wystąpień. Inna sprawa, że jego teza jest bardzo mocno przesadzona. Nie widzę powodu, dla którego Unia Europejska miałaby tak mocno angażować się w narzucanie Polsce waluty Euro. Z niczym takim raczej nie mamy do czynienia – mówi Salonowi 24 prof. Ryszard Bugaj, ekonomista, założyciel i pierwszy prezes Unii Pracy.

Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego powiedział, że celem Unii Europejskiej i Donalda Tuska jest narzucenie Polsce wspólnej waluty Euro. Czy szef banku centralnego powinien mówić takie rzeczy, na ile jest to realne?

Prof. Ryszard Bugaj: Na pewno powinien wypowiadać się zdecydowanie bardziej powściągliwie. Tak zaangażowanych politycznie wypowiedzi prezes NBP wygłaszać nie powinien. Osobną sprawą jest zasadność bądź nie jego tezy. Ja uważam, że jest ona bardzo mocno przesadzona. Nie widzę powodu, dla którego Unia Europejska miałaby tak mocno angażować się w narzucanie Polsce waluty Euro. Z niczym takim raczej nie mamy do czynienia.

Natomiast sytuacja przypomina mi nieco czasy Silvio Berlusconiego, który nie bez podstaw znalazł się w Unii na cenzurowanym. I działania Berlusconiego były w Brukseli przyjmowane delikatnie mówiąc bez entuzjazmu. I wiele działań było podyktowane właśnie tym, by „dać prztyczka” nielubianemu rządowi. U nas też wydaje się, że w sprawie KPO Unia mogła postąpić bardziej elastycznie. Stąd krytyczne nastawienie Brukseli. Na pewno nie doszukiwałbym się tutaj próby „siłowego narzucenia Polsce wspólnej waluty”.

Przeczytaj też:

Ziobro: Von der Leyen cynicznie oszukuje premiera i prezydenta

Niektórzy żartowali, że słowa Adama Glapińskiego są tak samo realne jak obawy o to, jak Polacy zagrają w finale piłkarskich mistrzostw świata z Brazylią. A nawet mniej, bo szansa na finał choć w teorii istnieje. A na przyjęcie Euro Polska nie spełnia warunków?

Faktycznie Polska na ten moment nie spełnia warunków formalnych, by w strefie Euro się znaleźć. Ale zostawmy to, za jakiś czas może je zacząć spełniać. Ale niezależnie od tego, ja znajduję się w tej mniejszościowej grupie ekonomistów, która jest bardzo sceptyczna do wstąpienia naszego kraju do strefy Euro. Chodzi o skutki ekonomiczne i społeczne takiej decyzji.

Dziś narzekamy na inflację. Ale wcale nie byłoby lepiej, gdybyśmy mieli wspólną walutę. Kilka krajów ze strefy Euro ma wyższą inflację niż Polska. Trudno się dziwić biorąc pod uwagę fakt, że tam są wciąż zerowe stopy procentowe. Od początku istnienia strefy Euro podnoszono problem tzw. szoków asymetrycznych. To znaczy w jednym kraju inflacja wynosi, 5 proc., a w innym waha się między 20 a 25 proc. W takiej sytuacji polityka utrzymania takich samych stóp procentowych jest z punktu widzenia ekonomicznego bezsensowna. A w przypadku jednej waluty musi tak być. Trzeba wszystkim narzucić stopy takie, jak u najzamożniejszych państw, albo wybrać wartość uśrednioną. To tylko jeden argument, można ich podać więcej.

Wróćmy jednak do Adama Glapińskiego. Prezes NBP udzielił w „Gazecie Polskiej” bardzo politycznego wywiadu. Ale też sam jest obiektem bardzo ostrej, politycznej krytyki. Jest oskarżany o np. drożyznę. Obrońcy prezesa mówią, że za inflację nie odpowiada on, ale sytuacja ogólna. Jak Pan ocenia prezesa NBP?

Za inflację prezes Narodowego Banku Polskiego w pewnym stopniu odpowiada. Oczywiście były tu czynniki zewnętrzne, obiektywne. Ale pewne reakcje były spóźnione. Poza tym wypowiedzi Adama Glapińskiego były nieodpowiedzialne. Nie chodzi tylko o wspomniany wywiad, słowa o narzucaniu Euro przez Unię. Także te, że stopy procentowe pozostaną niezmienne. W przypadku prezesa wątpliwości budzą pensje w zarządzie.

Ja kiedyś już o tym wspominałem – byłem doradcą zarządu NBP za prezesa Sławomira Skrzypka. I teraz wynagrodzenia są wielokrotnie wyższe. Ale będąc uczciwym – nie wiem, czy ten wzrost wynagrodzeń to dzieło Adama Glapińskiego, czy może miało miejsce już za czasów Marka Belki. Oburzające były tak wysokie pensje tych pań zajmujących się komunikacją, która w dodatku nie zadziałała. Jest też kwestia upolitycznienia. Ale tu oddajmy Adamowi Glapińskiemu jedno. On jest oczywiście upolityczniony, ale jawnie. Nie kryje tego. Nagrania z knajpy Sowa i Przyjaciele udowodniły kontakty prezesa NBP z politykami również za poprzedniej władzy.

Opozycja zapowiada odsunięcie Adama Glapińskiego. Czy z realnością tej zapowiedzi nie jest tak, jak z realnością wprowadzenia w Polsce Euro?

W konstytucji, którą współtworzyłem, bardzo staraliśmy się o to, by prezes Narodowego Banku Polskiego był niezależny od bieżących układów politycznych. Jego odwołanie przed upływem kadencji będzie bardzo trudne. Natomiast pamiętajmy, że to nie prezes jednoosobowo, ale cała Rada Polityki Pieniężnej podejmuje decyzje. A opozycja będzie mogła powołać nowych członków w miejsce tych, których kadencja dobiegnie końca.

Przeczytaj też:

Zgorzelski: Gdy zapytałem marszałek Witek o rozwiązanie Sejmu, uśmiechnęła się znacząco

"PiS ma w Sejmie bombę przygotowaną przez opozycję, której może użyć w każdej chwili"


Lubię to! Skomentuj31 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka