Wciąż jest wiele szumu wokół zmian na Twitterze, odkąd za 44 mld dolarów medium społecznościowe zakupił przedsiębiorca Elon Musk. Właściciel Tesli na sam początek deklarował, że przywróci konto Donalda Trumpa, zablokowane po ataku wyborców republikańskich na Kapitol po wyborze Joe Bidena. Były prezydent USA nie ma jednak zamiaru wracać na Twittera. Musk zwolnił wielu pracowników, po czym większość z nich zaprosił jeszcze raz do współpracy. Rewolucja na Twitterze okaże się głębsza.
Czytaj:
- Elon Musk wywołał „aferę łóżkową”. Sprawą natychmiast zajęły się służby
- W Tesli może dojść do nieoczekiwanej zmiany. Elon Musk przez lata prowadził poszukiwania
- Elon Musk pyta internautów, czy przywrócić Donalda Trumpa na Twittera
Limit znaków będzie znacznie większy
Miliarder chce zwiększyć limit znaków z 280 do 4 tysięcy. Przypomnijmy, że na początku Twitter oferował maksymalnie 140 znaków do pisania dla internautów.
- Czy to prawda, że Twitter ma zwiększyć liczbę znaków z 280 do 4000? - zapytał jeden z użytkowników portalu Muska.
- Tak - odparł właściciel portalu.
Opłaty za opcję Blue
Nie wiadomo, kiedy Musk wprowadzi taką funkcję i czy obejmie wszystkich. Tym bardziej, że medium zmierza w stronę ukłonów dla kont premium. Tacy internauci mają być wyświetlani najpierw na tablicach. Będą też mieć mniej reklam na ekranach smartfonów. To tak zwana opcja "Blue", która na przeglądarkach ma kosztować 8 dolarów miesięcznie, a w aplikacji iOS - 11 dolarów. Weryfikacja kont następuje w nowy sposób. Co ciekawe, jeśli ktoś zmieni zdjęcie profilowe lub nazwę profilu, straci dostęp do Blue i czeka go w efekcie nowe sprawdzenie.
Wielu polskich dziennikarzy jest niezadowolonych z kierunku, w którym zmierza Twitter. - Każdego dnia wstaję ze świadomością, że to może być ostatni dzień Twittera - wyznał w rozmowie z portalem wirtualnemedia.pl Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onetu. - Przestali usuwać rzeczy, które powinni usuwać. Już zrezygnowałem ze zgłaszania tweetów antysemickich czy rasistowskich, bo Twitter ich nie kasuje. Przestałem używać Twittera do dyskutowania o czymkolwiek. W 99 procent przypadków nie ma to sensu - wylicza.
- W żadnym wypadku nie rozważam subskrypcji Twittera, ani żadnych innych płatnych platform. Prędzej zrezygnuję z Twittera i skupię się na innych mediach jak Facebook czy Instagram - deklaruje Jacek Nizinkiewicz, publicysta "Rzeczpospolitej" w wirtualnemedia.pl.
Zobacz: Seria wybuchów w Rosji. Cele nie były przypadkowe
GW


Komentarze
Pokaż komentarze (9)