3 obserwujących
46 notek
16k odsłon
179 odsłon

Dlaczego osoba publiczna musi być kłamcą i chamem a wyborca matołem

Wykop Skomentuj4

Zbliża się do Polski wyborczy "vorteks" a nawet już tego zjawiska doświadczamy. Media pełne są politycznego chamstwa, hipokryzji okraszonej bezczelnością. Ale to dopiero początek.

W tej sytuacji wydaje mi się jako uzasadnione wywołanie dyskusji na temat osób publicznych. Jakie kryteria powinny spełniać, jakim zasadom podlegać. Pytanie wyjściowe jest takie jak w tytule.

                   image

Osoba publiczna - osoba, która wykonuje funkcje publiczne lub przez inną swoją działalność zawodową, gospodarczą, społeczną, polityczną, kulturalną itp. wpływa znacząco na funkcjonowanie społeczeństwa, przeciwieństwo osoby prywatnej.

Ciekawą interpretacje tego pojęcia zafundowali nam "ojcowe założyciele" kołchozu zwanego Unia Eurpoejska:

"Decyzja Rady z dnia 28 listopada 2002 r. ustanawiająca europejską sieć ochrony osób publicznych dla jej potrzeb określa osobę publiczną jako każdą osobę, której przyznaje się służbę ochrony, zgodnie z ustawodawstwem krajowym Państwa Członkowskiego (Unii Europejskiej) lub na podstawie przepisów organizacji lub instytucji o charakterze krajowym lub ponadnarodowym."

Ze zdziwieniem obserwuję, że w ramach transformacji "europejskiej" w świadomości obywatelskiej następuje relatywizacja nie tylko pojęć etycznych i moralnych ( o praktyce na razie nie wspominam) ale także podstawowych definicji we wszystkich niemal dziedzinach. To zupełnie tak samo jak w dziedzinie językowej poprawności politycznej. Powymyślano takie dziwolągi na zjawiska znane od wieków ,że chyba nawet ich "twórcy" nie potrafią ich zrozumieć. Bo kto to słyszał i komu to przeszkadzało aby dwóch homoseksualistów nazywać związkiem partnerskim skoro i tak i tak jest to to samo. Trzeba natomiast być kompletnym idiotą aby nazwać to zdziczenie "małżeństwem". Za chwilę Polacy uraczeni zostaną partią partnerską. No ale zagadałem się.

Na fali powszechnej nowomowy wprowadzono do języka polskiego mutację pojęcia "celebrity". Oczywiście jak wszystko bezrozumnie małpowane zachodu wrzucono je do wspólnego garnka i wyszło "celebryt". Zgodnie z definicją sformułowaną przez Daniela Boorstina w 1961 roku celebryt to osoba, która jest znana z tego, że jest znana. Słowo celebryt nie jest dokładnym synonimem gwiazdy, sławy, idola.Termin, odnoszący się do osoby często występującej w mediach  i wzbudzającej ich zainteresowanie, bez względu na pełniony przez nią zawód (choć najczęściej są to aktorzy, piosenkarki, uczestnicy programów telewizyjnych, sportowcy czy dziennikarze). W polskich warunkach przywykło się nazywać celebrytami również osoby publiczne, zupełnie zresztą niesłusznie.

Osoba publiczna to jednak coś więcej niż "celebryta" , korzysta ze specjalnego traktowania, najczęściej opłacana jest i utrzymywana z publicznych pieniędzy , więc nie ma prawa domagać się prywatności. Ani ta osoba, ani jej najbliższa a nawet dalsza rodzina. Kropka. Jeśli komuś miła jest prywatność po jaka choler pcha się na świecznik. To chyba oczywiste.

Czy więc, przenosząc "Weinergate" na polski grunt i mając w pamięci "aferę senatora Piesiewicza" czy też "seksaferę Leppera" , aferę "posłanki Sawickiej z Tomkiem"  albo wcześniejsze "przygody z Anastazją" i obecne z prostytutkami  pana posła Nieosiołowskiego możemy spokojnie skonstatować:

"Seks to prywatna sprawa, nikomu nic do tego kto z kim sypia i dlaczego. "

Takie podejście nie jest wcale odosobnione. Po wspomnianej wyżej aferze "Weinergate" przeprowadzono badania sondażowe wśród wyborców pana kongresmena . Większość go potępiała, większość uważa że sprzeniewierzył się przysiędze ( nie tylko tej złożonej swojej żonie), większość żąda rezygnacji ale mniejszość była jednak niepokojąco duża. Nawet mimo tego że Nowy Jork, jest tak samo czerwono-lewacki jak Warszawa i cała dzisiejsza opozycja w Polsce.

Powracając na nasze podwórko.Problem jest w tym ,że on nie jest (tak jak poseł, wojewoda, prezydent, wójt, naczelnik miasta czy gminy) osoba prywatną. W języku angielskim brzmi do dokładniej niż po polsku : " represntative" . Oznacza to dokładnie że on reprezentuje : Ciebie ,mnie ,innych. I dlatego przyjmując stanowisko zrzeka się prawa do prywatności i ma obowiązek postępować tak jak życzą sobie ci co go wybrali.Dlatego nie ma prawa szpikować się kokainą , udając że korzysta ze "ścieżki zdrowia" bo antybiotyków nie zażywa się " do nośnie", nie ma praw]a rozsyłać fotografii swego przyrodzenia do młodych dziewcząt ( nawet gdyby dorabiały jako TIR-ówki), nie ma prawa kłamać że to nie on je rozsyłał ale "haker", nie ma prawa nabierać widzów na krokodyle łzy lejące sie strumieniami i latający, łkający podbródek gdy w chwilę potem oświadcza  że rezygnacji nie złoży bo on kocha żonę a ona jego.

Aha. Musze Wam powiedzieć i to. Szczytem dziennikarskiej bezczelności, rzadko spotykanej nawet w Polsce było wystąpienie jednego z lewacko-liberalnych dziennikarzy MSNBC. Znacie już to gniazdo szerszeni bo zalęgło się razem z CNN i nad Wisłą. Otóż jeden taki bezczelny typek , stylem i nawet blond fryzura kojarzący się z MO współwinną afery uczynił żonę aferzysty. Ma być współwinna bo ponoć co nieco wiedziała i " nie zapobiegła"..... Dobre co ? To tak jakby Mariusza Kamińskiego czynić współwinnym afery hazardowej . To w ten sposób za aferę korupcyjną Stefana. N czyni się odpowiedzialnym PiS bo podobno zbyt długo czekał z jej ujawnieniem i ze Stefana czyni się już ofiarę.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo