14 obserwujących
122 notki
100k odsłon
  5066   3

Zróbmy sobie terrorystę ... a potem go aresztujmy

Poznany przez Martineza terrorysta, rzekomo urodzony w Afganistanie dostarczył mu bombę przeznaczoną do wysadzenia samochodu. Ów „dobroczyńca” nie był rzecz jasna żadnym terrorystą lecz tajnym agentem FBI. Pięć dni później Martinez ponownie spotkał się z owym człowiekiem. Na spotkaniu był także informator biura, który wyszukał Martineza na portalu społecznościowym. Wspólnie ustalili oni, że dokonają aktu terroru polegającego na podłożeniu bomby pod centrum rekrutacyjne amerykańskiej armii. Następnego dnia plan został wcielony w życie. Kiedy Martinez już aktywował bombę, a przynajmniej tak mu się wydawało, został aresztowany przez FBI. Został skazany na 25 lat więzienia.

Departament Sprawiedliwości skomentował tę sprawę tak:

Łowimy niebezpiecznych podejrzanych, zanim uderzą i prowadzimy dochodzenie w taki sposób, aby zmaksymalizować wolność i bezpieczeństwo przestrzegających prawa obywateli.

Ta orwellowska rzeczywistość przypomina nieco film „Raport Mniejszości” z 2002 roku, gdzie Tom Cruise łapie przestępców zanim Ci dokonają swojego niecnego czynu. Różnica jest jednak taka, że rząd Stanów Zjednoczonych nie tylko łapie terrorystów, zanim dokonają oni ataku lecz sam ich do niego zachęca i zapewnia wszystkie niezbędne materiały oraz pieniądze do ich przeprowadzenia.

Początek wyszukiwania potencjalnych kandydatów na terrorystów zaczyna się zwłaszcza wśród muzułmanów. Agenci oraz informatorzy FBI wyszukują młodych mężczyzn niezadowolonych ze swojej pozycji społecznej tudzież z polityki zagranicznej USA lub spośród tych, którzy wyrażają aprobatę dla organizacji terrorystycznych. Jeżeli ktoś taki zostanie już odnaleziony, osobnik ten jest następnie urabiany przez tajne służby, które zapewniają mu niezbędne do dokonania aktu terroru materiały oraz finanse.

Taka taktyka nie jest w służbach specjalnych USA bynajmniej niczym nowym. Na początku lat 80-tych, kiedy ulice amerykańskich miast zalewały narkotyki z Ameryki Łacińskiej, dostarczane tam m.in. przez militarne bandy kolaborujące z CIA i amerykańskimi doradcami wojskowymi (jak np. Contras w Nikaragui), FBI stosowało podobne metody do zwalczania handlu tymi substancjami. Najzwyczajniej w świecie agent biura oferował dystrybutorom lub handlarzom towar a transakcja była rejestrowana na kamerze. Kiedy już została ona dokonana, całość „imprezy” była rozbijana przez FBI i handlarze zostawali aresztowani.

Pomiędzy terroryzmem a handlem narkotykami istnieje jednak subtelna różnica – gdyby biuro nie podstawiło fałszywych handlarzy narkotykami w postaci współpracowników FBI, dystrybutorzy zakupili by towar u kogoś innego co wyraźnie potwierdzają statystyki. W przypadku terroryzmu jednak gdyby tajne służby nie zaopatrzyły frustrata czy islamskiego radykała w pieniądze oraz odpowiednie materiały wojskowe, to ten nigdy by ich nie nabył.

Według danych w ciągu pierwszej dekady wojny z terrorem FBI i Departament Sprawiedliwości aresztowały i skazały 150 osób w ramach operacji podstawiania potencjalnemu terroryści konfidenta FBI. Z tych danych wynika, że niewielu z nich miało jakiekolwiek związki z terroryzmem a Ci którzy je mieli, nie mieli jednak żadnych zdolności do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego. Spośród tych 150 spraw o terroryzm, tak jak już wcześniej wspomniałem 49 dotyczyło aktów terroru wykreowanych przez służby specjalne, w tym przypadku przez Federalne Biuro Śledcze.

Jak zauważa wspomniany wcześniej przeze mnie Aaronson, wszystkie najgłośniejsze sprawy tzw. samotnych wilków, islamistów którzy atakowali cele na terenie USA, dotyczyły osób powiązanych z organizacjami terrorystycznymi a nie jak ma to miejsce w przypadku prowokacji FBI, osób, które znajdują się w trudnej sytuacji życiowej bądź też wypisują po pijaku albo po zażyciu innych substancji utrudniających im postrzeganie rzeczywistości, groźby pod adresem Stanów Zjednoczonych czy też konkretnych instytucji lub osób.

Przykładem tego typu osobników był Shahawar Matin Siraj, Amerykanin pochodzenia pakistańskiego, który zaprzyjaźnił się z współpracownikiem tajnych służb – Osamą Eldawoody'm, który od 2003 roku znajdował się na liście płac biura jako agent mający podsycać ekstremistyczne skłonności muzułmanina. Osama przechwalał się swojemu koledze, że zna się na budowie broni nuklearnej oraz ma powiązania ze ślepym szejkiem, terrorystą skazanym za zamach na World Trade Center w 1993 roku. Siraj słysząc, że jego kolega posiada takie zdolności chciał, aby ten pomógł mu zbudować broń nuklearną, którą następnie chciał zdetonować. W trakcie rozmów o detonacji broni jądrowej Siraj był nagrywany. Nagranie to oraz inne dowody zebrane w sprawie wystarczyły na skazanie Siraja na 30 lat więzienia. Jak zauważył prawnik skazanego, jego klient oraz inni ukształtowani przez tajne służby potencjalni terroryści nie dokonaliby nigdy żadnego aktu terroru, gdyby nie prowokacje biura. Eldawoody za swoją pracę nad sprawą Osamy otrzymał 100 000 dolarów.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale