0 obserwujących
12 notek
18k odsłon
1689 odsłon

Jestem w czerwonej strefie

Wykop Skomentuj125

Od jutra moje miasto jest w czerwonej strefie z powodu dużej liczby zakażeń.

Jak długo to potrwa – nikt na razie nie wie. W ciągu najbliższego tygodnia nie pójdę na żadną imprezę sportową, gdziekolwiek miałaby się odbywać, nawet na terenie otwartym. Na na siłownię mogę, ale wokół mnie powinno być 10 mkw wolnej przestrzeni. Nie pójdę na imprezę kulturalną – koncert, wernisaż, pokaz, promocję książki czy płyty. Mogę do kina, gdzie już chyba co trzeci fotel można zająć, bowiem mogą wpuścić 25% publiczności. W akwaparku może przebywać naraz 75% maksymalnego stanu, ale nawet się nie wybieram, mimo że woda chlorowana wirusa nie przenosi. Nie pójdę nie tylko na dyskotekę, ale nawet proszoną kolację, bo wszystko musi się skończyć o 22. Zresztą nocne życie należy na razie odłożyć – dyskoteki i kluby zamknięte. W dodatku właściciele lokali muszą wynieść kolejne stoliki, bo teraz obowiązuje zapewnienie dla 1 osoby czterech mkw. Tyle dobrego, że może kelnerzy wreszcie zaczną nosić maski. Po dawnemu mogę jednak zamawiać jedzenie na wynos lub do domu. Zrobiło się chłodniej, więc nie kusi mnie wesołe miasteczko ani park rozrywki. W jakimkolwiek zgromadzeniu może uczestniczyć do 150 osób, ale odstęp 1,5 m sprawia, że potrzebne są coraz większe sale lub place. Na szczęście, nie kroi mi się żadne wesele w rodzinie ani jubileusz, więc troska, czy jest tylko 50 osób i wszyscy noszą maski (tylko zalecenie!) odpada. Gorzej z transportem, bo tu obowiązuje 50% zajętych miejsc albo 30%, gdy są także pasażerowie stojący. Kto to nastarczy tych autobusów!!! 

Do obowiązkowej maseczki i dezynfekowania rąk dochodzi obowiązek noszenia rękawiczek jednorazowych (mam nadzieję, że znów się pojawią przy płynach dezynfekujących w sklepach). Do fryzjera, kosmetyczki i tak się wciąż zapisuje na konkretną godzinę, żeby nie tworzyć skupisk w gabinetach, tu nic się nie zmieni. W firmie znów zmianowość albo i praca zdalna.

No, i najważniejsze – wszędzie trzeba nosić maskę, zakładaną tuż po wyjściu z domu. Lockdownu nie ma, jednak rozsądnie brzmią rady – nie musisz, nie wychodź, nie szwendaj się, idź lepiej na spacer do lasu, na tereny podmiejskie.

Jak się z tym wszystkim czuję? Źle, oczywiście, że źle. Znów jakaś niewidzialna obręcz zaciska się wokół mnie. Znów mam wrażenie, że rozpada się świat, który znałam i który przez ileś tam lat życia w miarę oswoiłam. Znów to poczucie, że jestem bezradna.

Ale chcę to przetrwać. Najlepiej w zdrowiu, bez zakażenia i zakażania. Nie daję posłuchu, że pandemia to ściema, polityczna prowokacja, sposób na zapobieganie społecznym działaniom czy protestom. Nie słucham, że noszenie masek prowadzi do grzybicy płuc, która to plota szerzy się szybciej, niż koronawirus. Ciekawe, co na to chirurdzy, którzy pół życia zawodowego spędzają w masce? Bolą ich, ale kręgosłupy.

Uda się? Niestety, mogę liczyć tylko na szczęście. Co nie znaczy, że temu szczęściu trzeba czasem trochę pomóc.

Wykop Skomentuj125
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości