5 obserwujących
66 notek
28k odsłon
  139   1

Co dalej?

Przychodzi czas gdy powinno się już na serio pomyśleć co powinno się wydarzyć, albowiem czas przedwyborczy wbrew pozorom zbliża się szybko, a na razie wszystkie partie polityczne robią wszystko aby najbliższe wybory „przerżnąć” koncertowo. Ten wyścig w konkurencji „kto głupszy” zbliża się do finiszu, a liderzy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Czy jest jeszcze szansa na zmianę zabetonowanej sytuacji politycznej i co powinno się wydarzyć.

Zacznijmy od PO (czy też KO, czy też jak tam ich zwał). Chyba już całkowicie dojrzała do sytuacji, którą można określić słowami: „sztandar wyprowadzić”. Nikt już nie ma wątpliwości, że obecna formuła tej partii to przeżytek i anachronizm, a dzielny rycerz na białym koniu, który miał być zbawcą okazał się co najwyżej klonem Sancho Pansy na ośle. Nie da się wygrać wyborów przy pomocy Nitrasa, Kierwińskiego, Jachiry czy Sterczewskiego. Jak pamiętamy nie zawsze wyprowadzenie sztandaru oznacza całkowitą klęskę. Komuniści po wyprowadzeniu swojego raczej szybko zwarli szeregi od nowa i nawet odzyskali władzę. I tu może być podobnie. Ten, który będzie szybszy, mądrzejszy, sprytniejszy i cwańszy szybko zbuduje coś na gruzach nieszczęsnej Platformy i ma duże szanse na odegranie jeszcze jakiejś roli politycznej. Kto to może być nie wiadomo. Na pewno będzie aspirował Trzaskowski. Kto jeszcze to się zobaczy.

W przypadku PiS-u jest trochę inaczej. Widzę tu stan oczekiwania. Oczekiwania na uzyskanie przez Pana Prezesa pełnej niemocy w zarządzaniu partią. Ja myślę, że już w tym stanie oczekiwania znajduje się kilka frakcji, które w momencie „godziny zero” rzucą się sobie do gardeł w walce na śmierć i życie. I nic tu nie pomoże namaszczenie przez Prezesa kogoś na swojego następcę. Frakcja Ziobry, Brudzińskiego, Sasina i kogo tam jeszcze. Będzie gorąco i finał nie jest przewidywalny.

Lewica sama sobie już tak skomplikowała życie, że nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. W jednej lewicy mamy dwóch równoległych szefów i tylko patrzeć który którego wyr…..a. Bo że do tego dojdzie to nie mam najmniejszej wątpliwości. Raczej stawiam na zwycięstwo Czarzastego, który jest starym doświadczonym wygą gdy chodzi właśnie o wyr……ie kogoś. Nie wierzę w żadną zgodną dwuwładzę, tym bardziej, że w drugiej lewicy Zandberg już zaciera rączki i czeka kiedy zacznie się ta impreza. A zacznie się. Przekonacie się. Pamiętajcie też, że będzie to powtórka z rozrywki. Już raz Biedroń był zagrożeniem dla Czarzastego. Nie pamiętacie? Przecież co drugi dzień występował w TVN. Nowy lider nowej lewicy, nadzieja młodych, czas na zmiany na lewicy, lewica z nowym przywódcą, i.t.d. Pompowali go bez umiaru. I co? No i dostał kopa w dupę do Brukseli i tyle. Nie ma tam źle, ale do gadania nie miał nic. I mamy teraz dwie lewice. Jak nie pójdą do wyborów razem to jest szansa, że w wyniku swojego lewicowego ogłupienia, a momentami kompletnego debilizmu politycznego nazbierają tylu wyborców, że na sejm to patrzeć będą co najwyżej zza płotu.

Co do Konfederacji to chyba nic nie można przewidywać. Mamy tutaj takie zgrupowanie różnych cudaków, że wszystko jest możliwe. Od starych, zramolałych dziadersów po młodych wilczków. Od wariatów po całkiem rozsądnie gadających. Od fanatyków do dosyć rozsądnych. Tam chyba też jest jakiś stan oczekiwania i pewnie też coś się wydarzy. Konfederacja chyba jeszcze sama się z sobą nie poukładała.

No jeszcze jest ten nieszczęsny PSL. Rozłożone szeroko ramiona, my chcemy współpracować z każdym, jesteśmy gotowi do rozmów, chcemy pomóc. Cały czas to samo. Ale niestety. „Znikający punkt”.

A za plecami wszystkich czai się demon Agrounii.


Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale