3 obserwujących
513 notek
195k odsłon
60 odsłon

Autopsy: Dark Crusades (2006) - Recenzja

Wykop Skomentuj

W latach kiedy Autopsy trwał w stanie zawieszenia, zespół a raczej wytwórnia postanowiła przypomnieć o istnieniu tuzów death metalu stosownym wydawnictwem. Ze względu na skandaliczny niedobór koncertówek, wydano pierwsze oficjalne DVD w historii zespołu. Niewybredna oprawa graficzna zdaje się być adekwatna do zawartości. Dark Crusades (2006) jest wynikiem autopsji archiwalnych nagrań audiowizualnych z pierwszych lat działalności zespołu Chrisa Reiferta i spółki. W 2006 roku kompilacja bootlegów z lat 88-94 mogła wydawać się czymś atrakcyjnym - w dobie youtube jest to pozycja, po którą ewentualnie sięgną zagorzali kompletyści. Wydawnictwo to zawiera amatorsko zarejestrowane nagrania. Jak nietrudno się domyślić żaden z materiałów jakością nie grzeszy…w przypadku takiej grupy jak Autopsy wypada to zresztą na swój sposób korzystnie. Paradoks polega na tym, że ta surowizna bootlegu oddaje w pełni ducha twórczości i wybaczcie tę dozę egzaltacji – epoki, która została uwieczniona.

W skład ponad dwóch godzin materiałów wchodzą nagrania z próby i koncertów. Pierwszą „krucjatą” - w zasadzie jedną z sumiennych wprawek przed śmiercionośną eskapadą, jest nagranie z próby. Miała ona miejsce w kwietniu 1988 roku w kalifornijskim Antioch. Uchwycono młodych zwyroli z Autopsy jeszcze przed profesjonalnym debiutem. Właściwie to pomiędzy pierwszym a drugim demem. Świadczy o tym obecność Kena Sovariego – basisty biorącego udział w nagrywaniu dema Critical Madness (1988).

Zespół z pasją młóci kawałki z obu taśm oraz „Gasping for Air”, który pojawił się już na Severed Survival (1989). Niewątpliwym smaczkiem jest wspólne jamowanie po „Embalmed”. Absurdalne i trochę niepokojące wrażenie sprawia obecność małego dziecka, które podgląda muzyków w akcji. Sądząc po jego zachowaniu, musiało być dobrze zahartowane, bowiem brutalna jazda nie sprawiała raczej większego wrażenia – może poza naturalnym zaciekawieniem. Dopiero zapuszczające pióra chłystki generują dźwięki, które stały się death metalowymi standardami.

Z roku 1988 przeskakujemy do trzech kalifornijskich koncertów z lat 1993-94, kiedy to zespół był już u schyłku swej działalności. Autopsy wówczas było w trakcie prac nad materiałem, który ukazał się jako pośmiertna płyta Shitfun (1995). W tym okresie Chris Reifert, Eric Cutler, Danny Coralles wspierany był przez basistę Franka Migliore.

Pierwsze dwa nagrania to rejestracja koncertów, które miały miejsce dzień po dniu: 12 i 13 czerwca 1993 roku. Pierwszy koncert odbył się w klubie Hong Kong Cafe w Los Angeles. Gig przebiegał w bardzo rock and rollowej atmosferze: zero barierek, konkretny mosh pod sceną - rozkład totalny. Fascynaci oldschoolowej ekstremy, mogą z rozrzewnieniem sycić się atmosferą undergroundowego koncertu. Ciekawy efekt sprawiło lustro umieszczone za perkusją, dzięki czemu można podziwiać również odbicie gry Chrisa na perkusji. Czterdziestominutowe nagranie zawiera przekrojowy set, w tym również utwory z czwartego długograja oraz EP Fiend for Blood (1992). Dzięki temu zespół przedstawia się od najlepszej strony prezentując całe spektrum swojej twórczości i stylu. Od smolistych walców po szybkie chaotyczne strzały w pysk.

Drugi koncert został zorganizowany w bardziej godnych warunkach. Miał on miejsce w San Fransisco w The Stone. Tutaj mamy już nawet oprawę świetlną, dymy (!), wyeksponowanego Chrisa na podeście – show pełną gębą… aż żal tylko, że to zaledwie urywek (pięć kawałków, niespełna trzynaście minut).

Ostatnią zarejestrowaną krucjatą jest ta, którą Autopsy przeprowadziło również w San Francisco. Tym razem ofiary stłoczone zostały w Ruthless Inn. Miało to miejsce dnia 29.07.1994. W zestawieniu z pozostałymi nagraniami materiał ten może poszczycić się znacznie lepszą jakością obrazu. Szczęśliwie jest to dłuższy

Mamy tu zbliżenia na grę instrumentalistów, przyłapanych pod sceną maniaków na szalonym tańcu i swawoli. Zestaw perkusyjny zdobią ludzkie czaszki a sugestywnie trupia charakteryzacja Chrisa idealnie wpisuje się w atmosferę całokształtu.

Zwłaszcza ten bootleg wyostrza apetyt. Chciałoby się zobaczyć profesjonalnie zrealizowane video z tego okresu zespołu.

Przez to, że wszystkie trzy gigi odbyły się w ramach tej samej trasy, set pokrywa się bez niespodzianek: Między innymi obowiązkowe „Charred Remains”, „Severed Survival” z jedynki, połowa Mental Funeral (1991) naturalna silna reprezentacja Acts of Unspeakable (1992) oraz świeżuchne rodzyny z Shitfun (1995)– „Shit Eater i „An End to the Misery”.

Jakby tego było mało całość uzupełnia dwa interesujące smaczki cover Terrorizer „Corporation Pull-In” w wykonaniu Pestilence z Chrisem Reifertem w roli szarpidruta (sic). Drugim smaczkiem jest nagranie „Witches” projektu pobocznego Autopsy, które funkcjonowało w latach 1991-1993. Ponadto dorzucono materiał filmowy z trasy.

W 2010 roku ukazało się wznowienie, gdzie materiał pierwotnie rozłożony na dwa krążki DVD został wydany na jednej. Jako bonus dorzucono płytę audio zawierającą nagrania z Hong Kong Cafe i The Stone.

Jakość nagrań zarówno pod kątem audio jak i video jest do przyjęcia (zwłaszcza dla tych co epoka VHS nie jest obca). Podkreślę to jeszcze raz mamy tu do czynienia z totalną amatorką – zapomnijcie o kadrowaniu, czy choćby stabilizacji obrazu. Nie zdziwiłbym się, że Dark Crusades (2006) dla pokolenia drum cam może być asłuchalną skamieliną. Jednak razem z dodatkiem dołączonym do jubileuszowego wydania drugiej płyty w 2011 roku (dobrze znane bootlegi w wersji video Rotterdam i San Pedro z lat 1990-91) stanowią kapitalne death metalowe źródło historyczne.


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura