london
Wielbiciel pięknych kobiet, dobrego alkoholu i tytoniu. Serce po prawej stronie.
5 obserwujących
129 notek
43k odsłony
  42   0

DEZERTERZY, RENEGACI I DEGENERACI

Pejoratywny odbiór tytułowych określeń pozostaje oczywistą oczywistością, albowiem w tzw. szeroko pojętym odczuciu społecznym powyżej zdefiniowani osobniczki (z macicami) i osobnicy (bez macic) odbierani są wyłącznie w negatywnej percepcji.

image


Właściwie brakuje jakiejkolwiek dalszej skali jaka zdałaby się być adekwatną do amplitudy pogardy i częstokroć jak najbardziej uzasadnionej społecznej nienawiści do przypadków kwalifikujących się zaliczalnymi do przynajmniej jednej z w/w kategorii ludzkich zachowań uprawniających właśnie do zastosowania tej haniebnej klasyfikacji.

Częstokroć wzmiankowane zachowania konotacyjnie i synonimicznie powiązane są takoż z innymi ponurymi i rzecz oczywista nieakceptowalnymi zachowaniami odnoszącymi się do pojęcia zdrady.

Zdrada nie jedno ma imię. Począwszy od pompatycznej i górnolotnej zdrady Ojczyzny, poprzez zdradę wyznawanej idei względnie jej krzewiciela czy koryfeusza, a na trywialnej zdradzie małżeńskiej kończąc. Od dawien dawna synonimem zdrady jest Judasz Iskariota - jeden z dwunastu apostołów pozostających w najściślejszym kręgu Jezusa Chrystusa. Skoro w tak świętobliwej grupie znalazła swoje „miejsce w szeregu” tego typu podła kreatura to poniekąd nie budzi żadnego ludzkiego zdziwienia permanentne zjawisko różnorakiej zdrady jaka częstokroć przewija się od wieków na diariuszowych kartach.

No cóż, w przyrodzie funkcjonują oprócz pożytecznych dla ludzkości roślin i zwierząt różnego rodzaju chwasty i szkodniki, a pomimo tego życie przyrody toczy się od wiek wieków ustalonym trybem, tak również w życiu społecznym synonimem takowych ludzkich „chwastów” są właśnie m.in. tytularni felietonowo: dezerterzy, renegaci i degeneraci. Ten haniebny poczet ludzkiej mierzwy rzecz jasna jest niepełny, gdyż nie obejmuje np. „prozaicznych” zbrodniarzy, fałszerzy, czy sadystów.

Z podobną jak w życiu przyrody dychotomią dobra i zła skonstatowaliśmy, że jednak życie trwa i trwać ma, takoż tęże konstatację odnieść musimy paralelnie do funkcjonowania życia społecznego: trwało, trwa itd.

Konkluzja powyższa nie oznacza rzecz jasna, że negatywne zjawiska związane z ludzkimi zachowaniami podlegają regułom akceptacyjnym, jest wszakoż dokładnie odwrotnie. Funkcjonują one jednak niezależnie od tegoż czy są akceptowalne, czy też nie; podobnież jak różnorakie katastrofy, czy cykliczne pandemie chorób, czego aktualnie właśnie doświadczamy.

Historia właściwie wszystkich nowożytnych państw zawiera niezbyt chlubne karty, na których umiejscowione są postacie do których odnosi się niniejszy felieton. Spójrzmy w otchłanie antycznej historii na których kartach szczególne piętno zaznacza słynna bitwa pod Termopilami, kiedy to w 480 r. p. n. Ch. broniąc Grecji przed naporem olbrzymiej armii perskiego króla Kserksesa I król Sparty Leonidas stawił skuteczny opór garstką jedynie trzystu wojowników. Wykorzystując w znakomity sposób ukształtowanie górskiego terenu Leonidas mógł stawił skuteczny opór, zadając Persom dotkliwe straty.

Do czasu, albowiem wśród Greków ujawnił się sprzedawczyk i zdrajca, który za suty jurgielt wskazał możliwość obejścia greckich pozycji i tym samym zlikwidowania punktu oporu. Leonidas wraz ze swoimi dzielnymi wojownikami poległ, ale opóźnił natarcie perskiej armii w konsekwencji czego Kserkses ostatecznie Grecji nie zdobył.

Tenże zdrajca jest niezbyt znanym osobnikiem, a nazywał się Efialtes. O dziwo bardziej znanym jest sprawca podpalenia w 356 r. p. n. Ch. świątyni Artemidy w Efezie szewc Herostrates, który za swój czyn nie tylko, że został skazany na karę śmierci, ale ponadto na karę dodatkową, czyli damnatio memoriae oznaczającą eschatologiczne wymazanie jego imienia z kart historii.

Zdumiewający paradoks, a także swoisty chichot historii doprowadził do tego, że jego imię jest znanym do dziś, o co właśnie zabiegał wzniecając pożar antycznego dzieła architektury.

O Efialtesie natomiast mało kto wspomina, a jego imię jako oczywisty synonim zdrady i zaprzaństwa zostało niezbyt spopularyzowane.

Sic transit gloria mundi.

Przypomnienia godna jest w tym miejscu takoż osobniczka z macicą funkcjonująca ponad dwa tysiące lat później i to w dalece dalszej od Grecji krainie zlokalizowanej w tzw. Nowym Świecie, a konkretnie na terytorium azteckiego imperium, czyli na terenach dzisiejszego Meksyku. Zwała się Malinche, a z hiszpańska znana była pod imieniem donna Marina. Ta Indianka zostawszy kochanką słynnego konkwistadora Ferdynanda Corteza swoimi zdradzieckim informacjami umożliwiła mu szybki podbój likwidujący to wielomilionowe imperium na zawsze.

Nie bądźmy jednak zaściankowi i przenieśmy się na nasz krajowy grajdołek i nie zapomnijmy wspomnieć o czasach słynnego potopu szwedzkiego, którego dalekosiężne skutki w różnoraki sposób odczuwamy do dnia dzisiejszego. Haniebną rolę inspiracyjną w tymże potopie odegrał możnowładca Hieronim Radziejowski, bowiem król Jan Kazimierz rzekomo dopuścił się czynu lubieżnego wobec jego żony i tenże despekt miał mu posłużyć jako pretekst do zdrady Ojczyzny i oddania swojej osoby w pacht króla szwedzkiego Karola Gustawa. Kontynuacją jego zdradzieckiej roli była takoż zdrada szlachty polskiej pod Ujściem, która za skuteczną namową Hieronima Radziejowskiego bez walki poddała się Szwedom. To był początek wieloletniego szwedzkiego potopu. W ślad za tymże Radziejowskim podobnej zdrady i dezercji dopuścili się i inni polscy wielmoże jak np. Janusz czy jego brat Bogusław Radziwiłł, a nawet (chociaż krótkotrwale) przyszły król Jan Sobieski!!!!

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale