6 obserwujących
373 notki
68k odsłon
115 odsłon

Widać, co nas czeka

Wykop Skomentuj5


Już widać wyraźnie, co nas czeka, gdy nie odbędą się wybory prezydenckie w konstytucyjnym terminie, czyli w maju 2020 roku.

Czeka nas nieustanna kłótnia i gonitwa opozycji z rządem, frakcji parlamentarnych w Sejmie i Senacie. Igrzyska i przepychanki na wszelkich innych możliwych do wyobrażenia poziomach i pionach.

Zamiast "święta demokracji" przeżyjemy "skandal demokracji" - co by nie zrobić, będzie źle. Każda z części totalnej opozycji będzie krzyczeć i wymachiwać oskarżeniami, a może nawet jakaś część ze stronnictw dotychczas biorących udział w rządzeniu zechce się w to włączyć.

Już za chwilę włączą się także do tego związki i niezwiązki, samorządy i niesamorządy, obywatele zwykli i niezwykli. Czeka nas chaos porównywalny z tym, jaki może wystąpić w gospodarce i życiu publicznym, gdy już uwolnione z najcięższych restrykcji spróbują się podnieść i wyzwolić z przymusowego szorowania po dnie. Susza będzie dobijać rolnictwo i sadownictwo, a brak dostaw materiałów i pracowników ze Wschodu - budownictwo, handel i usługi.

Zamiast letnich wakacji możemy się spodziewać letnich ograniczeń - w parkach, lasach, w górach i na nizinach. Na plażach nad morzem, na jeziorach, w centrach i na obrzeżach miast. Kto nie będzie miał dostępu do prywatnego basenu lub jeziorka może mieć trudności, żeby w tym roku legalnie się wykąpać, nie mówiąc o żeglowaniu czy uprawianiu spływów kajakowych.

I na to wszystko, co wisi nad naszymi głowami, liczą totalni przywódcy opozycyjni. Na to, że lud zgnębiony codziennymi trudnościami nie do wyobrażenia na dłużej, odwróci się od dotychczas rządzących i pójdzie na lep konkurencji, nie przebierającej w środkach, by ośmieszyć, oskarżyć i obrzydzić działania administracji rządzącej i zaangażowanych w to urzędników. Nawet gdyby się szczęśliwie okazało, że u nas umrze 10, 20 czy 40 razy mniej osób w przeliczeniu na milion ludności, niż w najbardziej nieszczęśliwie doświadczonych krajach Zachodu, to i tak znajdzie się tysiące powodów, by spróbować stawiać obecne władze pod pręgierzem sfrustrowanej opinii publicznej. Borys Budka dobrze to przećwiczył przed lustrem - nikt tak nie potrafi wykrzyczeć słowo "hańba" lub innych tego typu potwarzy. Chce się człowiek sprawdzić i dobrze zapisać w swojej od niedawna nowej roli, więc stara się, ile tylko może.

A przecież wydawałoby się, że demokracja oparta na koncepcji wyborów do parlamentu i na prezydenta jest prosta jak drut: partia lub koalicja partyjna wygrywająca wybory parlamentarne tworzy rząd większościowy, który odpowiada za kraj przez całą kadencję, aż do następnych wyborów. Dlaczego u nas w Polsce miałoby być inaczej? Partie, które przegrały wybory, przez co nie utworzyły rządu i nie odpowiadają za kraj tak, jak partia rządząca, chcą rządowi narzucać, co ma robić? Począwszy od ilości testów robionych obywatelom na COVID-19 do tego, kiedy i po co wprowadzać stan wyjątkowy? Od przepisów dotyczących sądownictwa do przeprowadzenia konstytucyjnie uwarunkowanych wyborów, według wiele lat temu uzgodnionego terminu?

Co jeszcze nas czeka, niezależnie od tego, czy odbędą się te wybory, czy nie odbędą?

Zapewne czeka nas smutek i niepewność, a na tym chce sobie zafundować polityczny sukces i powodzenie wciąż niezadowolona z polskiej demokracji totalna opozycja. I oczywiście nie odpuści, dopóki jeszcze sił jej zostanie w gardłach do wykrzykiwania i w rękach do wymachiwania. Zaangażuje w to wszystkie możliwe i dostępne ośrodki propagandowe w Polsce i zagranicą, na Wschodzie i Zachodzie. To była, jest i będzie dla nich normalka.

Żal tylko tych zwykłych ludzi, którzy muszą to wszystko znosić, kiedy luminarze polityki, po przegraniu wcześniejszych wyborów, chcą się koniecznie odegrać w następnych, mając niezbyt przekonywujących kandydatów i kandydatki. Po to, by zapanował jeszcze większy chaos.


Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale