0 obserwujących
115 notek
26k odsłon
156 odsłon

GIRO PO CZWARTYM ETAPIE

Wykop Skomentuj1

Wczoraj, podczas kolejnej bitwy sprinterów, znów los spłatał Vivianiemu figla. Zamiast etapowego zwycięstwa Włoch dostał przesunięcie na ostatnie miejsce w peletonie, bo się ponoć rozpychał na finiszu. Phi, takie tam rozpychanie... Jak ktoś nigdy nie widział Abdużaparowa, rzucającego rowerem na dwa metry od własnego toru jazdy w bok, to nigdy nie widział rozpychającego się kolarza. Dżamolidin - ten to umiał zajeżdżać drogę. Niemal jak Schumacher w Formule 1.

Jednak zanim Viviani wygrał (czyli przegrał, jak orzekli sędziowie) finisz, już myślałem, że to Akermann znów chapnie zwycięstwo. Bora pięknie go doprowadziła do dwóch wąskich zakrętów przed ostatnią prostą, a on sam b. ładnie z nich wyszedł - na doskonałej pozycji do ataku. Niestety, młody Helmut... tzn, Pascal, zamiast odczekać troszeczkę, zbyt szybko wrzucił najwyższy bieg. Zaatakował za wcześnie. Inni cwaniacy (Viviani, Gaviria i Demare) wykiwali go, bo zaatakowali ciut później. Lubię Akermanna, więc niech się uczy. Każda porażka to stopień do przyszłych zwycięstw. Do dziesiątki załapał się też Mareczko z CCC, ale on jeździ z włoską kartą, to w sumie nic mnie to nie obchodzi.

To tyle, jak się rozchodzi o wczoraj. A dzisiaj..? 

Cóż, zdaje się, że Tomasz z Młyna już się w tegorocznej rozgrywce liczyć nie będzie. Dziś, po pozornie niegroźnej kraksie, która miała miejsce kilka małych kilo przed metą, Dumoulins spasował. Z kolana popłynęła krew gorąca, holenderska. Do mety dzielny Tomasz dojechał spokojnie i z godnością, otoczony wianuszkiem pomocników, ale niestety wyglądało to jak kondukt pogrzebowy. Obawiam się, że Sunweb stracił lidera.

W trakcie tej samej kraksy do czołówki stracił 18 sekund Pan Rafał Majka. Tyle samo, co Nibali i Yates. Chyba nie leżał, ale ino się zagapił albo pokraksowy korek go zatrzymał. Gdyby nie to, przeskoczyłby Yatesa i Nibalego i w generalce byłby czwarty, a jest nadal szósty. Jednak to bez znaczenia, bo takie pagórki jak dzisiaj, o niczym rozstrzygać nie mogą. Cóż, dobrze że się nie wywalił.

Akermann znów szykował się na finisz, załapawszy się do ścisłej czołówki, ale nie dał rady. Nawet takie niewielkie pagórki były w stanie odciąć mu tlen. Saganowi by nie odcięły, ale Czarny Piotruś szaleje aktualnie na Tur de Kalafonia. Widziałem go wczoraj w nocy, jak zjadał konkurencję bez popitki. Swoją drogą dobrze, że Bora nie wystawiła go na Giro, bo czterech liderów w jednej ekipie, to nawet jak na Dojcze Panzerganken nieco przy dużo. Tego to by już nawet Poljański - choćby i z Bodnarem - by nie uciągnęli.

Finisz wygrał Carapaz, ale to dobrze, bo też go lubię. Wyrwał z grupki i tak jakby nikt nie chciał go ścigać. Inni tylko oglądali się na siebie, a jak w pogoń rzucił się Ewan, było już za późno.

A zaś Skaja, zwanego Ineos, jak nie było, tak nadal w wyścigu nie ma. Wczoraj się bidulkom Hart wyłożył i i wciąż nie mogą dojść ze sobą do ładu.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport