1 obserwujący
127 notek
30k odsłon
252 odsłony

TdF ORAZ INNE OKAZJE

Wykop Skomentuj11

Mamy już za sobą bodajże siedem etapów Francuskiej Pętelki i jest jak zwykle. Jest jak zwykle, czyli po przebyciu przez cyklistów jednej trzeciej trasy wyścigu coś tam już niby wiemy, coś przewidujemy, jednakowoż nie do końca. A co się do dziś działo na pięknych trasach kolarskich, przebiegających w tym roku mniej-więcej wzdłuż granicy Francji z Rzeszą Wielkoniemiecką, czyli tropami Linii Maginota?

Ano, Sagan wygrał etap, kilka razy zameldował się na pudle i przywdział zielony maillot, co oznacza że będzie jak co roku. Jeśli się tylko Słowak nie wywróci, to go już nikomu nie odda. Wydaje mi się nawet, że temu wybitnemu - jak by nie było - kolarzowi udział w TdFie zawsze pomaga na psyche, czyli robi dobrze w mózgu. Bo tu wszyscy się go boją i jeśli tylko Czarny Piotruś startuje, to z góry wiadomo, że zielona kiecka jest poza zasięgiem kogokolwiek, kto nie nazywa się Sagan. Nie ma innej opcji.

W maju, w trakcie tegorocznego Giro, doskonałym kandydatem na darcie łacha był Włoch, sprinter Viviani Eliasz z QuickStepa, który strasznie się nadymał, a żadnego finiszu nie wygrał. Na szczęście dla niego, Eliaszowi udała się taka sztuka w TdFie, bo wygrał etap. Jest rozliczony i może już spokojnie odetchnąć. W sumie to dobrze, bo żal było na chłopa patrzeć, gdy pożądliwie, oblizując się jak jaszczurka po spierzchniętych ze zdenerwowania wargach, patrzył na innych - tych co zwyciężali. A kto na tegorocznej Pętli zagra rolę Vivianiego z Giro? Czyli rozdmuchanego nieudacznika? No jasne! Któżby inny, jak nie Roman Bardet z ekipy Rolników Francuskich Zbicykletowanych! Ten, co to co roku kręci się koło żółtej koszulki, wspina się na palce, by ją przez szybę polizać, popychany rączymi dłoniami magików z francuskiej prasy sportowej. Czasem nawet udaje mu się wdrapać się na pudło, ale kto pamięta "tych drugich"? Raczej nikt. W tym roku Bardetowi też tylko mokre sny pozostały, bo już na pierwszym etapie spocił się i odpadł od faworytów. Powiecie, że jasna sprawa, bo Francuzi już się nie liczą w kolarstwie... Ale!

Inny Francuz (żeby nie było, że wszystkich żabojedzących postponuję), Julek Apaphilippe, pokazał znowu, że tęgi z niego cyklista. Przez jeden dzień nosił żółty maillot i życzę mu, żeby go jeszcze dostał. Pętli nie wygra, ale walczyć umi i lubi. Na szóstym etapie, kończącym się na Stolnicy Lachonów (kto wie o co kaman, ten zrozumie), na naprawdę ciężkim finiszu po szutrze, Julek pokazał że jest walczak. I mimo że stracił koszulkę do Włocha Ciccone, mimo że przegrał na ostatnich metrach walkę z Thomasem i Pinotem, pokazał jak powinien jechać prawdziwy kolarz. Liczę, że Julek jeszcze żółte giezło przywdzieje - choćby na kilka dni.

Liczę również, że Geraint Thomas, kolarz nijaki, nie wygra TdFu. Mam nadzieję, że gdy spuchnie, Ineos wypuści Bernala, a ten się nie przestraszy i pokaże, że Kolumbijczyk potrafi.

Co zaś się rozchodzi o inne wydarzenia, to dzisiejszej nocy siatkarska Polska B spuściła należne manto Irańczykom. Bezlitosne manto. Persowie, podobnie jak Słowianie, genetycznie należą do rodziny Y haplogrupy R1a i są naszymi bliskimi kuzynami - zaraz po Bałtach, najbliższymi. A że w rodzinie przeważnie jest tak, że kuzyn kuzyna traktuje jak osobistego wroga, stosunki między wyznającymi pokojowy islam perskimi szyitami a cebulakami znad Wisły nie są najlepsze (casus Kubiak i nie tylko). We wczorajszym meczu kuzyni z Irańskiej Wyżyny usiłowali wyprowadzać Polaków z równowagi za pomocą wydelegowanego do tego celu przedstawiciela. Zawodnika,, któren co i raz wykonywał na parkiecie różne gesty mające zdenerwować naszych chwackich cebulaków, a sędzia udawał, że tego nie widzi. Jednak genialna taktyka wymyślona przez najwybitniejszych mułłów z ichnich szkół rabinackich, wspartych szkoleniową myślą serbskiego trenera, sprawdziła się tylko w pierwszym secie. W drugim i następnych Polska B ośmieszyła kuzynów. Dosłownie. Gdy tylko udał się Polakom jakiś wredny numer, rżeli z przeciwników na całe gardło wrednie i całkowicie niepoprawnie. To musiała być straszna trauma dla Persów i nic dziwnego, że ich to pogrążyło. Spuchli i dali się ubić. Niemal rytualnie. Muszą się jeszcze duuużo uczyć.

A zaraz potem, na Uniwersjadzie, Polska C pokonała innego naszego bliskiego kuzyna - Rosję. Ech, ta rodzina... Po ciężkiej, pięciosetowej walce wygrali tie breaka w "polskim" stylu. Aż tak wygrali, że Rosjanie nie zdzierżyli, przekroczyli siatkę i zaczęli pajacować. No bo jak to? "Pszeki, których zawsze tak łatwo było wyprowadzić z równowagi, leją nas w tiebreaku? Kto to widział? To teraz my mamy być ci śmieszni? Nielzia!" Obawiam się jednak, że Rosjanie powinni powoli zacząć przyzwyczajać się do tej myśli.

Na koniec Lekkoatletyczne Mistrzostwa Europu do lat 23. Wspomnę tylko, że widziałem bieg Ewy Swobody w finale na sto metry. Zamiotła. I tak trzymać.

  

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport