1 obserwujący
127 notek
30k odsłon
547 odsłon

KONIEC TOUR DE FRANCE. BERNAL

Wykop Skomentuj17

Tegoroczną Wielką Pętelkę wygrał w cuglach Egan Bernal, dzielny, młody Kolombiano, któren nauczył się śmigać rowerem po górach aż na samych najwyżej położonych andyjskich szczytach, a uczył się tego ponoć nie za pomocą drogocennego, nieosiągalnego dla jego kieszeni treka, ale na składaku marki - bodajże - Wigry2). Bez problemu ograł swojego "kolegę" z teamu, Thomasa Gerainta, z niezrozumiałych dla mnie przyczyn kreowanego na wybitnego kolarza. Młody wygrał całkowicie po sprawiedliwości oraz zgodnie z moimi życzeniami, co mu się bardzo chwali. Tegoroczne Giro padło łupem Ekwadorowi Carapazowi, a TdF zgarnął inny młody Latino Americano. Czyli jak na razie 0:2 dla Europy.

A zwycięstwo Egana stało się ciałem na wczorajszym, dziewiętnastym, skróconym etapie. Skróconym z racji spadku śniegu, wskutek którego na drogach alpejskich pojawiła się powódź. Jechał sobie Bernal w grupie faworytów spokojnie, pod górkę (drugą z rzędu tego dnia), po wspięciu się na którą miał się odbyć dwudziestokilometrowy zjazd, a potem ostatni podjazd. I nagle wziął i zaatakował. Na pewno świetnie czuł, że odjedzie od Thomasa oraz innych, mniej istotnych przeciwników w cuglach i tak właśnie zrobił. Nie wstając z siodełka dotarł na szczyt z odpowiednią przewagą i tą razą kolega z drużyny go nie gonił - jak to miało miejsce poprzedniego dnia. Chyba szefostwo Ineosa powiedziało wreszcie Thomasowi, żeby się już nie wygłupiał i nie kompromitował dłużej zespołu. Dzielny Julek Alaphilippe walczył jak lew aby nie odpaść zanadto na tym podjeździe uważając, że swoją techniką zjazdową uda mu się jeszcze zniwelować straty. Jednak zdecydował los, bo etap przerwano. Zresztą, gdyby go dokończono, Julek najprawdopodobniej straciłby wszystko na ostatnim, kilkukilometrowym podjeździe. A tak, po skróceniu wczorajszej trasy, przed ostatnią odsłoną walki ustępował Bernalowi tylko 45 sekund. Zachował więc szansę na pudło w Paryżu. Na opisanym wyżej XIX etapie, podobnie jak na XVIII, była walka jakiej oczekiwałem. Miło było obserwować.

Dzisiaj wyścig ostatecznie się rozstrzygnął. Najpierw (helas..!) od grupy faworytów odpadł zmęczony jak diabli Julek Alaphilippe. Szkoda, że w ten sposób przegrał pudło. I to z kim? Z Thomasem i Kruijswijkiem... Team Ineos zdominował cały etap, nikt nie był w stanie im zagrozić. Bernal - zapewne zgodnie z wytycznymi ekipy - nawet nie próbował zaatakować. Trochę to pas-comme-il-faudrait...

Tytułem podsumowania Wielkiej Pętli 2019 napomknę tylko, że polska ekipa CCC pokazała się nieźle i w swym pierwszym sezonie w elicie wciąż idzie do przodu, z wyścigu na wyścig płacąc coraz mniejsze frycowe. Z kolei Sagan wziął - jak zwykle - Zielone Koszulku, ale zrobił to bez zwyczajnej przewagi nad konkurencją oraz bez właściwej sobie dezynwoltury. Po prostu wykonał plan i nic więcej. Koszulku W Grochu, czyli trofeum imienia Jean-Pierre'a Carrefoura, też ktoś zagarnął, ale nie wiem kto, bo tu żadnej ciekawej walki nie było, więc uwagi nie zwróciłem. Przyjemnie, że wygrał Bernal, miło że przegrał Thomas, sympatycznie, iż Julek Alaphilippe pokazał się z doskonałej strony jako "walczak" i kandydat do dużych splendorów w przyszłości. Tacy kolarze jak on, to nadzieja tego sportu. A Włochów na tym Turze, podobnie jak Hiszpanów (z wyjątkiem podskakującego powyżej swoich możliwości Landy) zupełnie nie było widać. Odpuścili albo zepsuli przygotowania - zwłaszcza Włosi. Nibalego wykończyło przegrane Giro, a Aru może powinien wrócić do Astany? Chyba dostawał tam lepsze doładowanie... Z kolei zabawnie (trochę w stylu Majki) pojechał osłaniany przez Austriaka Muhlbergera zawodnik Maniek Buchmann z grupy Bora-Deutschegarnken und Prischnitzen. Trudno go było zauważyć na trasie wyścigu, wciąż chował się za plecami innych, atakować nie ośmielił się ani razu, a zakończył Pętlę na czwartej pozycji. Ukłony za wytrzymałość i brak ambicji. Wśród sprinterów podobał mi się żółtoaustralijski koleżka Caleb Ewan. Bystry i szybki.

Pochwalam też zmiany, które zafundował nam Eurosport. Dzięki nim transmisje z wyścigu były znacznie ciekawsze. Dariusz Baranowski wyrabia się z relacji na relację, choć niektórych wad i braków nigdy się już nie pozbędzie. Przez sympatię dla byłego gregario nie powiem jakich. Mógłby też pan Dariusz co nieco więcej poopowiadać o taktyce zespołów - wszak o tych sprawach wie bardzo dużo. Krzysztof Wyrzykowski też przestał być denerwujący - może dlatego, że pojawia się tylko na kilkadziesiąt minut i dzięki temu nie marudzi prze 5 godzin jak stetryczały emeryt, ale mówi to, co ważne i ciekawe. Tak trzymać. Przebojem eurosportowych transmisji był jednak Baranowski na motocyklu, jadący z peletonem w formie lotnego korespondenta - zielony ze strachu przed wywrotką i próbujący karmić swoimi kanapkami kierowcę motocykla, o imieniu - zdaje się - Bernard.

I to by było na tyle. Niezadługo Vuelta.


Wykop Skomentuj17
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport