Ze szkockiej perspektywy.
Z kimś kto odrzuca prawdę nie warto dyskutować. Prawda jest bowiem niezbędna do ustalenia kodu komunikacji.
1 obserwujący
22 notki
2737 odsłon
109 odsłon

Chiny, północny brzeg rzeki Wei w kraju Qi, 203 r. p.n.Ch/ zś 12

Wykop Skomentuj3

– Mówił pan o tym determinizmie. Myśli pan, że jest tak, jak ci Ruscy ze sobą gadali? – zapytał Pompka. 

– Nie wiem, chłopaku. Empirycznie tego sprawdzić się chyba nie da, a teorii tyle, ilu mądrali od ich wymyślania. – Dziadek był ewidentnie znużony i trochę zły, że nie może dokończyć o Wani.

– Różne są doktryny – wtrącił coraz bardziej pijany konduktor – ale najgorsi są doktrynerzy.

– Kto? – zapytał siedzący przy oknie naprzeciwko tego, który siedział przodem do kierunku.

– Jak masz konia przy furmance, to zakładasz mu klapki na oczy, to znaczy… hyp… po bokach głowy na wysokości oczu, żeby się nie rozglądał. A doktryner to jest ktoś, kto je sobie sam zakłada, takie klapki. Przywiązuje się do jednej doktryny, takiej idei czy tezy i potem już tylko przez nią widzi świat. Na przykład ten nowy od finansów to wygląda na takiego. Chyba że tylko udaje i zwykły złodziej po prostu jest. W każdym razie doktrynerzy są zazwyczaj niezbyt elastyczni…

Chiny, północny brzeg rzeki Wei w kraju Qi, 203 r. p.n.Ch.8

Niegdyś złodziejaszek aprowizacyjny, dziś głównodowodzący wszystkich wojsk królestwa Han, Han Xin miał odnieść za dwa, trzy dni jedno ze swoich największych zwycięstw. Jego przeciwnik Long Yu miał blisko dwukrotną przewagę i zamierzał odnieść w najbliższym czasie jedno ze swoich pomniejszych zwycięstw. Han Xin wiedział, że aby przełamać wroga, musi najpierw przełamać spodziewany opór podwładnych. Po serii błyskotliwych zwycięstw w poprzednich kampaniach mieli zaufanie do jego niekonwencjonalnych metod, ale tak niekonwencjonalnie jeszcze nie było.

– Panowie oficerowie, co mówi Sun Tzu o naszej sytuacji taktycznej? Co powinniśmy zrobić? – zagadnął generał na wieczornej odprawie.

– Generale, stoimy na północnym brzegu rzeki. Z południa nadchodzą dwukrotnie większe siły nieprzyjaciela. Zgodnie z doniesieniami zwiadu, w zależności od tempa marszu, zbliżą się na odległość bitewną za dwa, trzy dni. Ponieważ mamy rozkaz ich zatrzymać lub spowolnić ich marsz, to rada Sun Tzu jest następująca: skoncentrować wszystkie wojska i umocnić się na naszym brzegu, wykorzystując naturalną przeszkodę wodną. Tak postąpiłby Sun Tzu.

– Brawo, pułkowniku. Dobrze znacie księgę wojny. Ale my zrobimy inaczej. Podzielimy nasze siły. Część przeprawimy na północny brzeg, a część pozostawimy na południowym.

– Ależ, generale…

– Tak?

– Sun Tzu wyraźnie mówi, że nie wolno bić się mając rzekę za plecami ani dzielić sił w obliczu przeważającego wroga.

– No właśnie. Wiemy, że Sun Tzu tak mówi. Wiedzą też o tym nasi przeciwnicy. Dlatego my tym razem zrobimy wszystko inaczej, niż mówi doktryna. Kiedy poznacie szczegóły mojego planu, zdacie sobie sprawę, że postąpimy i wbrew, i zgodnie z doktryną. Zobaczycie, skopiemy im dupy niewyobrażalnie.

***

– I co, skopali? – zapytał Pompka

– Tak, i to strasznie. Można powiedzieć, że generał Han Xin na poziomie myśli taktycznej był Napoleonem epoki. Przełamał paradygmat Sun Tzu.

– Co przełamał? – spytał milczący dotąd pierwszy obok tego, który siedział przy oknie przodem do kierunku.

– Paradygmat. Obowiązującą wiodącą teorię, doktrynę.

– Moja starsza siostra użyła kiedyś tego sformułowania. Coś tam, że na Zachodzie zmienił się paradygmat społeczny. Jakoś tak, że już nie ma rodziny, że chłop z chłopem, kobita z kobitą, chłop kobitą, kobita chłopem i że do nas to też przyjdzie. Że jak to ona mówiła: już nie cztery róże dla Lusi, a cztery tulipany dla Luisa – powiedział w tym momencie wstający do wyjścia na fajkę siedzący przy oknie w kierunku jazdy.

– Prędzej cztery parówki by wolał niż tulipany – dodał, rechocząc konduktor.

– To żaden paradygmat. Siostra się myliła. Tak to już Neron zmienił paradygmat, bo się z chłopem chajtnął. Nie, nic nie zmienił, bo ludzie nadal żyli jak dawniej i żyją do dziś. To zbok zepsuty i próżny był, a nie paradygmatów obalacz – spuentował konduktor.

– Ale jak im się udało dobrać do dupy? – dopytywał Pompka.

– Mężożony Nerona? – zapytała zaskoczony i zniesmaczony konduktor.

– Nie, tych drugich Chińczyków – wyjaśnił ku uldze wszystkich Pompka.

– Zajęli pozycję po obu stronach rzeki, a wyżej zbudowali prowizoryczną tamę. Tak, że rzeka w miejscu, w którym rozdzielała ich wojska, była tak płytka, że nie stanowiła faktycznej przeszkody. Kiedy przeciwnik przybył, uznał ich za niespełna rozumu ignorantów nieznających zasad sztuki wojennej. Natychmiast, bez należytego rozpoznania, przystąpiono do ataku na oddziały znajdujące się na południowym brzegu. Te po krótkim zwarciu rozpoczęły pozorowaną ucieczkę. Na północnym brzegu już połączone z głównymi siłami znów stawiły opór. Wtedy na umówiony znak tama została zburzona. Część armii wroga potopiła się, ale przede wszystkim to przeciwnik miał teraz siły po dwóch stronach rzeki. Część armii na brzegu północnym wybito, reszta spanikowała i utraciła inicjatywę – wyjaśnił pan Władek.

– Tak, wojna domowa Han z Czu daje pole do ciekawych rozważań – wtrąciłem, żeby popisać się wiedzą. – Chociażby kwestia determinizmu, o którym już była dziś mowa. Północ musiała ostatecznie wygrać, nawet jeśli w pewnym momencie przegrała.

– Co konkretnie ma pan na myśli? – zapytał dziadek, a ja poczułem zadowolenie, bo nie chłopaczek, nie dziecino, a pan. Czasami warto się popisywać.

– Północne Chiny były ludniejsze, miały większy potencjał gospodarczy. Trochę tak jak w trakcie secesyjnej.

– Ale czy to było zdeterminowane?

– Nie wiem. Można sobie jednak wyobrazić, że w chwili zwycięstwa nad pierwszym Cesarstwem, Xiang Yu2 dokonuje na północy ludobójstwa, robi wielką akcję przesiedleń na południe. Osłabiona północ ulega najazdom koczowników i wtedy jest zupełnie inaczej. Ale nie było.

– Dla Chińczyków te siedmioletnie zmagania to do dziś wielka inspiracja, zwłaszcza dla literatów i filmowców. Ciekawe, że w Europie są to wydarzenia tak mało znane.

– Myślę, że trzeba by to zeuropeizować a nawet zanglosasić. Jakiś taki motyw z wojny Dwóch Róż. Na północy Yorkowie, na południu Lancasterowie, na jeszcze dalszej północy jakieś szkockie dzikusy i zobaczy pan, jeszcze taka powieść powstanie.

– Ta, tylko czy w takiej gierce o cesarskie krzesło ktoś rozpozna

starożytne Chiny?



Przypisy: 

8 Cały fragment dotyczy jednego z epizodów wielkiej wojny, zwanej w historiografii chińskiej wojną Czu z Han, toczonej w latach 209–202 p.n.Ch.

9Wielki przywódca Czu w trakcie omawianej wojny. Do dziś uważany za jednego

z najwybitniejszych chińskich wodzów w historii (233 – 202 p.n.Ch.)


Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura