7 obserwujących
103 notki
99k odsłon
  1656   1

"Wyklęci" wczoraj i dziś. Tomasz Greniuch i Dariusz Ratajczak

Dr Ratajczak w Sądzie
Dr Ratajczak w Sądzie

Dorota Wodecka-Lasota  z chirurgiczną precyzją odtwarza kalendarium dramatu. Przeprowadza "nękające" i dokuczliwe śledztwo dziennikarskie w sprawie "rewizjonisty" broniącego wolności dociekań historycznych przed cenzurą (cywilną i karną) III-j Rzeczpospolitej. Miał to być reportaż pokazowy, podobnie jak modelowe było postępowanie prawne w sprawie Ratajczaka przed IPN i komisją uniwersytecką.

**

Maj 1999 r. Prokurator Lidia Sieradzka kieruje do sądu akt oskarżenia. Powołuje się na artykuł 55 ustawy o IPN (kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom nazistowskim, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat trzech).

Batalia sądowa kończy się połowicznie: umorzeniem sprawy. W procesie mężczyzna chciał, aby sąd przy ustalaniu wyroku wziął pod uwagę opinię prof. Wojciecha Wrzesińskiego, który stwierdził, że nie przytaczał on własnych poglądów, a jedynie referował poglądy rewizjonistów historycznych. - Oskarżony nie musi wyrażać skruchy - ustalono w apelacji. Musi jednak wpłacić 300 złotych na Dom Dziecka w Tarnowie Opolskim i pokryć koszty sądowe. W sumie około 500 złotych. - Jestem umiarkowanie szczęśliwy. Uzyskałem tyle, ile się dało, szczególnie w takich okolicznościach. Mam na myśli naciski polityczne - komentował ogłoszenie wyroku "posądny". Stwierdził też, że niedługo kończy się obowiązujący go zakaz prowadzenie wykładów. - Obecnie pracuję jako portier w hurtowni. Jedynym plusem tej pracy jest to, że mogę swobodnie pisać - przyznawał.

Styczeń 2000 r. Ratajczak czeka na orzeczenie komisji dyscyplinarnej Uniwersytetu Opolskiego. Jej rzecznik prof. psychologii Wiesław Łukaszewski apeluje, by dożywotnio wyrzucić go z zawodu nauczycielskiego. Bo naukowiec, rozpowszechniając kłamstwa, "sprzeniewierzył się standardom etycznym obowiązującym nauczycieli i obowiązkowi przedstawiania wszelkich punktów widzenia".

Na posiedzeniu "delikwent" kieruje pytanie do członków komisji: czytali państwo moją pracę? Zapadła kłopotliwa cisza.

Kwiecień 2000 r. Uniwersytet Opolski poniża go wilczym biletem - zakazuje mu wykonywania zawodu nauczyciela przez trzy lata. Ministerstwo Edukacji podtrzymuje decyzję uczelni. Koledzy z pracy i znajomi przestają przyznawać się do znajomości z nim. Na widok mężczyzny przechodzą na drugą stronę ulicy albo mijają go jak powietrze. - To było wręcz ostentacyjne. Staliśmy w rynku, a nasi wspólni znajomi odwracali głowę i udawali, że nas nie widzą - opowiada Aleksander Migo, opolski księgarz i antykwariusz, który szukał dla Ratajczaka pracy.– Darek naprawdę myślał, że sprowokuje historyków do wielkiej debaty. Nie spodziewał się, że zamiast w auli uniwersyteckiej odbędzie się ona na sali sądowej – relacjonuje Mirosław Olszewski, który wielokrotnie pisał o sprawie na łamach "Nowej Trybuny Opolskiej".

Naukowiec zapewnia, że nie wróci na Uniwersytet Opolski. W polemice z Tomaszem Telukiem podkreśla, że uczelnia traktując go w taki sposób sama okryła się hańbą: "(...) przyklejono mi etykietkę 'kłamcy oświęcimskiego'. I bardzo dobrze. Lepiej być kłamcą niż… (art YY …… o …)".

Napływają komentarze "salonu". O penalizacji wolności naukowej wypowiedział się w samych superlatywach prof. Andrzej Zoll: "Kara, jaka go spotkała, to zdrowy objaw społeczny". W "Tygodniku Powszechnym" komunikował: "Niestety, jesteśmy społeczeństwem, które w dużym stopniu zatraciło zdolność samokontroli i samooczyszczania. Ostracyzm społeczny nie funkcjonuje nawet w kręgach akademickich, gdzie toleruje się ludzi sprzeniewierzających się zasadom etyki zawodowej".- Piłeczka jest po stronie Ratajczaka – przerzucał odpowiedzialność prawnik.

Magdalena Tulli spazmatycznie deklarowała: "Nie mogę się zgodzić, że demokracja i zdrowy rozsądek obronią się inaczej. Obroniłyby się, gdyby na przykład koledzy przestali Ratajczakowi podawać rękę. Ale na to w Polsce nie ma co liczyć".

Prof. Jacek Hołówka dopuszcza powrót z intelektualnej banicji. "Tylko że nie zależy to od społeczeństwa, ale od banity". Jak się pokaja. - Musi spontanicznie zrobić coś, by można mu było zaufać. Niechby wytłumaczył powody, jakie kierowały nim, kiedy to pisał - nie wiem, może młodością, może głupotą. Tego kłamstwa oświęcimskiego nie da się mu zapomnieć, ale można by mu je wybaczyć, jeśli dałby do zrozumienia, że chce naprawić swój błąd - uważa etyk.

Prof. Wiesław Łukaszewski, były już rzecznik dyscyplinarny Uniwersytetu nie wpuściłby Ratajczaka do żadnej szkoły: - Fanatyzmy nieomal zawsze rozwijają się w jednym kierunku, prawie nigdy się nie cofają. I nie rozwijają się w samotności, tylko karmią się cudzym zainteresowaniem. Gdyby dr. Ratajczakowi dać tę publiczność, jego fanatyzm z dużym prawdopodobieństwem powróci.

Dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau Jerzy Wróblewski jest oburzony.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale