8 obserwujących
53 notki
54k odsłony
342 odsłony

Biskupi i pedofile. Śmiertelna pułapka wizerunkowa

Wykop Skomentuj6

Prymas Wojciech Polak przepraszając za karygodne czyny pedofilów zaciąga na Kościół winę, której ten nie ponosi. Zgrzeszyli konkretni ludzie dotknięci poważnymi zaburzeniami. Ich zwierzchnicy nie odpowiadają za genezę ich choroby. Kościół nie zbłądził w skali przypisywanej mu w drodze manipulacji definicją pedofilii i tłem społeczno-historycznym, na którym formułowane są pojęcia karne i kliniczne. Kompletną bzdurą jest twierdzenie, że od Kościoła należy wymagać więcej. Ani więcej, ani mniej, ponieważ mechanizm pedofilii tkwi w sprawcach, ich strategii i w systemie społecznym, z którego pochodzą wzorce reagowania. Biskupi postępowali według swojej wiedzy na temat zjawiska rozpracowanego przez seksuologię stosunkowo niedawno i dyskutowanego do tej pory w zaskakującym odniesieniu do orientacji seksualnej i rzekomych potrzeb dziecka. Psychotraumatologia to dziedzina psychologii powstała również stosunkowo niedawno. Dość powiedzieć, że w kulturach lub czasach, gdy dzieci wcale nie były dziećmi (w kodeksie watykańskim ich dzieciństwo kończyło się na 13 roku życia), stosunek do pedofilii rozumianej współcześnie był skrajnie odmienny. Nawet granice kliku sezonów wnoszą poważne różnice w treść wzorców rozpoznania i reagowania na przestępstwa seksualne. 

W klasycznym ciągu rozumowania opierającym się na obowiązku niesprzeczności i wynikania musimy stwierdzić, że:   

1.  Poszczególne przypadki nie są reprezentatywne dla całej populacji księży.   

2.  Cechy reagowania przełożonych kościelnych pedofili są tożsame z reakcjami bliskich sprawców. Świętość Kościoła nie sprawia, że biskupi nie są uwikłani w te same zależności – zdiagnozowane przez psychologię - co krewni sprawców.   

3. Kościół przyciąga pedofilów w takim samym stopniu co każda instytucja mająca do czynienia z dziećmi.   

4. Pedofile kościelni zachowują się i tak się tłumaczą, jak wszyscy pedofile na całym świecie.     

Wyobraźmy sobie, jakie narzędzie manipulacji daje potencjalnej komisji do osądzania pedofilii w Kościele rozmazanie granic definicyjnych (pedofil/efebofil/adolescent/dorosły) i pomieszanie kontekstów społeczno-historycznych. To właśnie punkty odniesienia decydują o wnioskach, napędzają liczby i w rezultacie wprowadzają opinię publiczną w błąd.  

Odpowiedź polskiego Kościoła na katastrofę wizerunkową związaną z koniunkturalnym krzyżowaniem różnych poziomów przypisywanej mu odpowiedzialności nie powinna mieć charakteru niemerytorycznego i ateologicznego. To co jest przegraną na płaszczyźnie pijaru  drapowane jest - w szeregu sprytnych zabiegów i sprzyjających intrygom zbiegów okoliczności - w kostium katastrofy moralnej. Mylenie i zmieszanie pól odpowiedzialności - od moralnej po historyczną poprzez społeczną - jest kolejnym środkiem do bezpodstawnego oskarżania całego Kościoła w miejsce indywidualnych postaci, w którym współuczestniczy prymas.

Datowana na czasy Józefa Życińskiego mniejszość w gremium polskich hierarchów (arcybiskupi Miziński, Polak i Gądecki z pożytecznymi idiotami, abp. Rysiem i episkopalną młodzieżą) wyraźnie dąży do zastąpienia poważnej wymiany argumentów widowiskiem zawstydzania Kościoła na tzw. "komisji" i przyjęciem masochistycznej opcji Franciszka z całą świadomością jej eklezjologicznej i antropologicznej ułomności, którą wykazał ojciec święty (pozostanie nim do końca swych dni) Benedykt.  Mniejszość chce narzucić perspektywę, z której wynika że klerykalizm, a więc konsekwentnie rozumując - przypomina Ratzinger - ustanowiona przez Chrystusa struktura, jest początkiem grzechu. Źródłem tym są - zdaniem największego teologicznego umysłu naszych czasów - niewiara i nieczystość. Włączanie się biskupa gnieźnieńskiego w antyklerykalne współoskarżenia nie przystaje do eklezjologii prawidłowo wyłożonej w tym temacie wyłącznie przez papieża Benedykta.  

Następca abp. H. Muszyńskiego chce uprzedzająco zdecydować za kim - Janem Pawłem II, czy Franciszkiem - podążyć. Nie ma co się oszukiwać: taki wybór istnieje i zaskakująco zostaliśmy przed nim w Polsce postawieni a różnice teologiczne są między tymi dwiema postaciami zbyt rozległe, żeby je zlekceważyć. Nie wolno tego wyboru narodowi oraz pozostałym przedstawicielom episkopatu odbierać i decydować za nich. 

Benedykt XVI o przyczynach kryzysu Kościoła  

Rozszalała burza, która tak przestraszyła uczniów Jezusa, że gotowi są rejterować i rezygnować z "prawdziwej i szlachetnej" nauki oddając powierzone im stado zdrajcom jest pozorowana. Na intrygę pijarową odpowiada się zagrywką peerową, bo tego jest warta i to burzę wygasza. Inna sprawa, że przedstawiciele Kościoła nie rozumieją wagi strategii wizerunkowej i że dobrze wykorzystana jest ona elementem walki o prawdę. Dobrze zarządzany sztab kryzysowy poleciłby inne działania, niż kierunek w który pociągnął polski Kościół abp Polak.

Film Sekielskiego: (nie)tępa propaganda i radykalizowanie 

Niektórzy biskupi to tchórze i boją się męczeństwa: zniesławienia i cywilnej śmierci. Gotowi są sprzedać owczarnię, byle zachować tron i harmonię ze światem. Pomruki z Watykanu, zaklęcia mistrza hipokryzji – Franciszka - za polskich grzeszników, podziałały piorunująco, bardziej niż zawierucha Sekielskiego, na Nycza i Głódzia. Zaczął się korowód bezsensownych przeprosin, bo czemu nie rezygnacji, jeśli faktycznie zawinili.   

Prymas zatarł ręce. Adekwatnie do schematu "ulica i zagranica" ściągnął do Polski abp. Charlesa Sciclunę, który był główną osobą w śledztwie dotyczącym wykorzystywania nieletnich przez duchownych w Chile. Moment idealny, aby zastraszyć współbraci w biskupstwie, wymusić ich uległość i przejąć inicjatywę doradczą w kwestii personalnych prerogatyw Watykanu (obsadzanie diecezji);  nie dziwi wcale że w czasie odsłony Sekielskiego, jakby diabeł Polakowi pomagał. Wysłannik Watykanu będzie uczestniczył w najbliższym zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu. To właśnie wtedy zapadnie decyzja o powołaniu komisji ds. pedofilii a głowy Nycza i Głódzia mogą spaść, w razie sprzeciwu.   

Abp. Polakowi, który "doniósł", żeby przeforsować osobistą wizję chrześcijaństwa w świecie ponowoczesnym wróży się kapelusz kardynalski na trupie polskiej wspólnoty katolickiej przyciętej do rozmiaru małego katakumbowego podmiotu, jednego z wielu w pluralistycznym społeczeństwie, dla którego najważniejsza jest Konstytucja, przed Ewangelią i ochroną życia. Nad taką przyszłością Kościoła Życiński zacierałby ręce, a Karol Wojtyła płakał. 

 

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo