Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
23 obserwujących
225 notek
136k odsłon
423 odsłony

„Imperium, gdy powstanie…”

Wykop Skomentuj1

48 procent Polaków uważa, że „jakaś część któregoś z sąsiednich krajów - w rzeczywistości należy do Polski” – wynika z badań przeprowadzonych przez amerykański think tank Pew Research Center. Jesteśmy więc w ścisłej czołówce europejskich instynktów rewizjonistycznych, po Węgrzech, Grecji i Bułgarii, co tylko dowodzi, że nasz naród ma lepsze wyczucie geopolitycznych konieczności politycznych niż zarządzająca nim klasa polityczna.

image

Podobnie bowiem, jak przed wojną II RP zupełnie nieracjonalnie broniła systemu wersalsko-ryskiego, krępującego tylko naturalny rozwój mocarstwowych tendencji Polski – tak i dziś przywiązywanie nas do systemu jałtańskiego w sytuacji, gdy ten dawno już stracił swe podstawy jest albo skrajną ignorancją, albo wprost sabotażem. Wszystkim szczerze wyrażającym niepokój wobec obecnego terytorialnego stanu posiadania Polski warto wszak przypomnieć, że bez przesuwania jednego słupka granicznego III RP straciła najpierw suwerenność ekonomiczną, stając się w istocie częścią gospodarczą Wielkich Niemiec, następnie zaś wyrzekła się suwerenności politycznej na rzecz superpaństwa europejskiego. Niczego więc z naszych granic zachodnich stracić nie możemy, będąc już zarazem i landem, i euroregionem, niczym więcej niż prowincją obcych struktur geopolitycznych – a jednocześnie sami panicznie i rozpaczliwie bronimy się przed uznaniem, że także na wschód od Bugu ład jałtański również ostatecznie się załamał i tylko idioci by z tego nie skorzystali.

Trianon

Zastanówmy się zresztą – w czym sytuacja Polaków podobna jest do położenia nie mających złudzeń ni skrupułów Węgrów, Greków i Bułgarów? W pierwszym przypadku wszystkie fakty są znane: już w 1920 roku, w traktacie w Trianon Węgry zostały ograbione z 71 proc. swojego terytorium, a w stosunku do zaludnienia okrojonego kraju prawie połowa narodu znalazła się na terenach oddanych jego sąsiadom. „Nem! Nem! Soha!” – Nie, nie, nigdy! - zawołanie oporu wobec rozbiorów było determinantą polityki węgierskiej aż do końca II wojny światowej i choć uśpione w okresie komunistycznym – nie zostało ani zapomniane, ani odrzucone współcześnie, stając się nieoficjalnym, ale realnie realizowanym celem racjonalnej polityki narodowej Węgier na terenach zabranych, czyli na południowej Słowacji, w Siedmiogrodzie, Banacie, Wojewodinie i Zakarpaciu. Budapeszt, choć przecież u steru rządów zmieniały się tam rozliczne formacje demoliberalne – nigdy nie stracił z oczu kwestii narodowej i (nazywając to po imieniu) mocarstwowej Węgier, nie upierał się, że „najważniejsze jest popieranie demokracji na Słowacji” albo że „niepodległa Rumunia osłania Węgry przed agresją rosyjską”. Nigdy też nie miano tam żadnych złudzeń wobec rozpadu tworu znanego jak Ukraina i konsekwentnym wspieraniem mniejszości węgierskiej na terenach zajmowanych obecnie przez kijowskie niby-państwo - przygotowuje się alternatywę na czas jego ostatecznego upadku. Słowem – choć tak lubimy napawać się przyjaźnią polsko-węgierską, to nie używamy jej do nauki własnej, tzn. do choćby częściowego odbudowania wpływów narodowego centrum na terenach niegdyś nam ukradzionych. A przykład wydaje się jasny – Budapeszt nie zgłasza dziś oficjalnie żadnych roszczeń terytorialnych, natomiast na tyle pomaga Węgrom w Rumunii, Serbii i na Słowacji, że stanowią one liczącą się siłę polityczną w tych państwach. Czym innym natomiast jest kloaka ukraińska, z której w chwili próby – zakarpaccy Węgrzy z całą pewnością postarają się wydostać. A przecież oficjalnie jest ich tam raptem ok 160 tys. (nieoficjalnie ok. 250 tys.), podczas gdy Polaków grubo ponad milion sto tysięcy!

Megali Idea

Pewność 67 proc. Węgrów znakomicie wiedzących, że ¾ ich ojczyzny jest obecnie okupowane – jest nieco tylko silniejsza niż to samo przekonanie 60 proc. Greków. W ich przypadku naturalny sentyment dotyczy oczywiście terenów objętych niegdyś Megali Idea, utraconych, gdy z poduszczenia brytyjskiego Grecja dała się 100 lat temu użyć do próby rozbioru Turcji, tracąc Smyrnę, Ionię i całość obszarów od czasów starożytnych przynależnych cywilizacji helleńskiej. Również anglosaska geopolityka uniemożliwiła Enosis – zjednoczenie z Cyprem. Realnie więc terenem narodowej ekspansji Aten pozostaje obecnie północny Epir, terytorium przez mocarstwa arbitralnie przyznane Albanii w czasach, gdy była im ona akurat potrzebna. Jest to zresztą zmora wielu państw położonych w węzłach geopolitycznych, że zostały one utworzone, wraz z całym narodami po prostu dla interesów wielkich sił tego świata (historycznie w Europie przez stulecia dotyczyło to m.in. Portugalii, samej Grecji, Belgii czy Norwegii, by nie wymieniać całej masy państw i nacji wykreowanych w ciągu ostatnich dwóch stuleci czy nawet kilku dekad). Niemniej jednak teraz państwa te i narody niestety jednak istnieją – i trudno byłoby je ignorować.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka