Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
23 obserwujących
248 notek
140k odsłon
204 odsłony

Taniec deszczu przeciw wirusowi z rękawa

Wykop Skomentuj4

Trudno się oprzeć wrażeniu, że zwłaszcza w polskim wydaniu - przyjęta dla koronawirusa strategia lockdownu i mnożenia coraz bardziej absurdalnych zakazów, nakazów i regulacji jest jakąś współczesną odmianą TAŃCA DESZCZU. Ma on, jak wiemy, 100 procentową skuteczność - wystarczy bowiem tańczyć odpowiednio długo i zawsze w końcu zacznie padać... Gdy więc przyjdzie pora ogłoszenia końca pandemii - podobnie będzie można odtrąbić sukces dowolnej postawy przyjętej przez dane państwo. "Walka z COVID-19" - okazuje się być najłatwiejszą polityką świata...!

image

Ba, można by wręcz przyjąć, że wraz z nią udało się odkryć lekarstwo uniwersalne! Bo czyż w związku z lockdownem nie zmniejszyła się przypadkiem także liczba wypadków drogowych, zwłaszcza tych ze skutkiem śmiertelnym? A wypadków w miejscu pracy? Nie wiem, ale pewnie tak. To co, może w następnej kolejności zabronimy ludziom wchodzić z domów, żeby nie wpadali pod samochody i nie spadali z drabin? Jeśli plaże pozostaną zamknięte na stałe - zmniejszy się też zapewne radykalnie liczba utonięć. Uziemione na zawsze samoloty przestaną spadać, w zamkniętych zakładach obrabiarki nie utną już nikomu palców.

Właśnie odkryliśmy sposób na wieczne życie - Lockdown Forever!

Prawdzie choroby Polski: psucie prawa i pogarda dla narodu

Że co, że przesada? A nie są przesadą te prowadzone z udziałem tabunów ekspertów i legislatorów dyskusje w rodzaju "Czy koniecznie trzeba myć okna w maseczce?", które zupełnie na poważnie zaprzątały uwagę Polaków w okresie przedświątecznym? To nie tyle przesada, co jej skutek, dramat i zagrożenie, że stan epidemiczny ostatecznie już zabił w Polakach świadomość, że co nie jest WPROST i LEGALNIE zabronione - pozostaje DOZWOLONE. Ale czemu się dziwić takim wątpliwościom (choć wyglądają one na proszenie się o kolejne zakazy) - skoro faktycznie popadliśmy w stan dyskusji interpretacyjnej czy mycie samochodu jest "uzasadnione życiowo". Dyskusji, którą ma wiążąco rozstrzygać pan funkcjonariusz... I nie miejmy złudzeń - to nie są (tylko) aberracje obecnego stanu absurdalnego. To szczyt epidemii psucia prawa, która dla III RP okazała się być chorobą tak wrodzoną, jak i przewlekłą.

I oby śmiertelną.

Na razie jednak ta prawdziwa epidemia panoszy się w najgorsze i to razem ze swoimi ulubionym choróbskami towarzyszącymi: pogardą dla Polaków i traktowaniem nas jak nierozwiniętych dzieciaków. Weźmy choćby przykład szwedzki: zamiast rzeczowej analizy odmiennej od reszty świata strategii przyjętej przez naszych północnych sąsiadów - z większości publikacji i wypowiedzi, które muszą niechętnie przyznać, że Szwedzi jakoś nie wymarli, przebija takie pseudo-wyjaśnienie: "No dobra, może i Szwedzi nie wyzdychali nie dając się pozamykać, ale to dlatego, że są posłuszni/zdyscyplinowani/zorganizowani/mają zaufanie do rządu* itd. - a POLACY to..." - no i w domyśle lub wprost, że Polacy to taka hołota, którą trzeba batem zaganiać, bo inaczej każdy sobie sam w d... koronawirusa by wcisnął.

Jakie protekcjonalne, pełne pogardy myślenie naszych Panów z Meeren znów wyłazi! Ta ich pewność, że są rodzajem dziedziców na folwarkach, podczas gdy reszta to tylko ciemni chłopi pańszczyźniani, do zaganiania kańczugami.

No, ale skoro pozwalamy się tak traktować...

Z butem na twarzy

I nie tylko dajemy – ale dopuszczamy nad sobą prawdziwą dyktaturę pogardliwych ciemniaków. Oto bowiem za każdym razem, gdy wykaże się niekonsekwencję, nielogiczność i nieciągłość wprowadzanych zakazów - ich entuzjaści i podążająca za nimi władza drapią się po głowach mrucząc: "Fakt, jakoś głupio to wygląda... To zakażmy jeszcze więcej! I się wyrówna!". I nawet, kiedy w szczególnie rażących przypadkach niektórzy dotychczasowi zwolennicy koronazamordyzmu zaczynają się łamać, to najwyżej w duchu: "No może faktycznie, kapkę przeginają, ale przecież ogólny kierunek był słuszny..." Jakby III RP słynęła z logicznego, czytelnego prawa, zawsze wdrażanego, by iść na rękę obywatelom!

Weźmy choćby kolejny nakaz - zamaskowania poza miejscem zamieszkania, jakże przejrzyście i konkretnie napisany. Obrońcy takich zarządzeń (zwłaszcza ci zawodowi...) w odpowiedzi zwykli machać rękoma i wołać, że "przecież wiadomo o co chodzi!". Tymczasem po pierwsze - prawa NIE WOLNO pisać na „pan wisz, a ja rozumim”. Zwłaszcza w III RP, gdzie zawsze powstaje wątpliwość, czy jeśli mamy zakaz wjazdu samochodów, to czy czerwonych też, bo przecież nie jest to wprost napisane... 

A po drugie, skoro wszyscy zawsze wiedzą o co chodzi w tej radosnej działalności prawotwórczej - to skąd się bierze taka ilość mandatów (pardon, "kar administracyjnych"), bo przecież nie z nagłego napadu polskiego umiłowania wolności? Czemu telewizje i gazety pełne są interpretacji, analiz, odpowiedzi na coraz dziwniejsze pytania czego wolno, a czego nie, dowodzących jak wszyscy - obywatele, policja, nawet stanowiący prawo - są zagubieni we wdrażaniu tej nadprodukcji zarządzeń, zakazów i nakazów.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale