Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
22 obserwujących
259 notek
143k odsłony
237 odsłon

Szkocja – kraj (jeszcze?) bez prawicy

Wykop Skomentuj

Państwowa komisja wyborcza rozpatruje wniosek o rejestrację nowej szkockiej partii politycznej: Sojuszu dla Niepodległości – Max The Yes! (AFI). To już druga taka inicjatywna po powstaniu Niepodległości dla Szkocji (IFS) pozycjonującej się bardziej w centrum od rządzącej SNP. Czy najbliższe miesiące okażą się więc przełomowe i dla przywrócenia na mapę suwerennej Alby, i dla przyszłości szkockiej polityki?

image

Rok 2020 r. zaczął się od oczekiwania na nową jakość w polityce Szkocji. Dobrze poinformowani (i lubiący się takimi wydawać) robili tajemnicze miny, zapowiadające „Wkrótce o czymś usłyszycie!”. Gwałtownie wzrosła ilość analiz nagle zgadzających się, że strategia rządzącej krajem Szkockiej Partii Narodowej znajduje się na jałowym biegu, a przynajmniej, że formacja ta nieco zużyła się trzynastoletnimi rządami i nie ma pomysłu nawet na zwiększenie ilości własnych mandatów w krajowym parlamencie, a co dopiero na zdobycie niepodległości dla Szkocji (co pozostaje wszak strategicznym, a w każdym razie deklaratywnym celem tego stronnictwa – wbrew historycznej nazwie będącego po prostu umiarkowaną socjaldemokracją).

 Już nie tylko uchodzący za starego marudę były wice-lider SNP, twardy lewicowiec Jim Sillars i wiecznie niesłuchany prorok, najpopularniejszy w Szkocji bloger, wielebny Stuart Campbell zaczęli wołać, że Szkocja potrzebuje czegoś nowego. A po kompromitacji przy procesie ex-premiera Szkocji Alexa Salmonda (niesłusznie, jak się okazało, oskarżanego o molestowanie seksualne, które to ataki miały być inspirowane przez otoczenie obecnej pierwszej minister, Nicoli Strugeon) – naprawdę zaczęło się wydawać, że establishment SNP ma problem. I co?

Matematyka nie jest dobrym hasłem wyborczym

No i nic, przynajmniej na razie. Wielebny Campbell pisze swojego bloga i nikt jakoś nie pali się do zakładania się z nim nowej niepodległościowej centroprawicy. Z kolei chętni do bardziej wyborczego zaangażowania ponadpartyjnego ruchu YES/AYE tak długo liczyli i liczyli, zmagając się z wyzwaniami mieszanej szkockiej ordynacji wyborczej – że aż w końcu doszli do logicznego wniosku, że dla uzyskania w przyszłorocznych wyborach dodatkowych pro-niepodległościowych posłów wybieranych proporcjonalnie z list wyborczych – potrzebna jest trzecia partia (ale jeszcze inna niż szkoccy Zieloni, relatywnie mało zwariowani, mocno lewicowi, ale jeszcze bardziej niepodległościowi). I po tym trudnym, matematycznym wyzwaniu – postanowili założyć co najmniej… dwie partie trzecie. Obie o agendzie trudnej do odgadnięcia, bowiem Alliance for Independence – Max the Yes przed lockdownem skupiała się właściwie wyłącznie na ordynacyjno-matematycznych wyliczeniach dlaczego miałaby być potrzebna (?), a Independence for Scotland przez ostatnie tygodnie umiała się od SNP odróżnić bodaj tylko kwestią definicji płci (w obronie feminizmu przed gendryzmem – taka to… zachodnia zachowawczość), choć także łagodnym eurosceptycyzmem (domagając się przyłączenia niepodległej Szkocji do Rady Nordyckiej, nie zaś Unii Europejskiej). Tymczasem przecież matematyka i zastanawianie się kto jest kobietą – to chyba jednak za mało, by uzupełnić szkocką scenę polityczną?

Dlaczego nikt nie wybiera socjalistów?

Mając prawo uczestnictwa w szkockich wyborach - głosowałem już na kandydatów zarówno SNP, jak i Szkockich Zielonych, konsekwentnie też odpowiadam wszystkim interesującym się z zewnątrz szkocką polityką, że nie, nieprawdą jest, że jakimś dziwnym sposobem w Szkocji mają tylko dwie partie. Bo choć rzeczywiście, trzy główne partie brytyjskie – torysi, liberalni demokraci, a nawet labourzyści (przy wszystkich pro-związkowych bardziej niż realnie pro-socjalnych zasługach tej ostatniej) są tutaj ciałami obcymi – to przecież Szkoci mogą też korzystać z oferty prawdziwej rodzimej lewicy. A jednak, mimo całej swojej ogromnej społecznej wrażliwości, wręcz unikalnej na Zachodzie naturalnej lewicowości – nie głosują w kolejnych wyborach ani na Szkocką Partię Socjalistyczną (SSP), ani na trockistowską Socjalistyczną Partię Szkocji (SPS), ani na żadne inne inicjatywy, nawet najciekawsze, które (jak Solidarity) próbowano powoływać przez ostatnie kilkanaście lat.

Można rozumieć że jest to strategiczny, fundamentalny problem prawdziwej lewicy w Szkocji, jednak mieszkańca Europy Wschodniej, którego rodaków żyje tu przeszło 180.000 (na ok. 5,6-milionową populację kraju) interesują nie tylko przyczyny tego zjawiska, ale także fakt pewnej hermetyczności szkockiego socjalizmu zwłaszcza dla imigrantów. Przecież właśnie jako gastarbajterzy, znajdując się często na dole drabiny społecznej, stanowiąc element nowej klasy robotniczej (bo zatrudnienie w usługach wcale nie powinno eliminować klasowej identyfikacji pracujących) – przybysze z Polski, Węgier, Rumunii, państw bałtyckich winni być naturalnym zapleczem dla szkockiego socjalizmu, walczącego o podwyżkę płacy minimalnej, publiczną (a więc bardziej dostępną, a nawet zrozumiałą dla nas służbę zdrowia), nacjonalizację masowego transportu i w szeregu innych kwestii, które dotyczą bezpośrednio naszych portfeli, a więc głównego motywu naszej imigracji. Tymczasem, o ile można znaleźć polskich czy węgierskich zwolenników, a nawet aktywistów SNP, niektórzy z nas są obecni w ruchu YES, to jednak jeszcze częściej imigranci jakoś tam już wyrobieni politycznie wybierają Labour czy Lib-Dem, nie angażując się niemal nigdy po stronie autentycznej lewicy szkockiej. Ba, bywam pytany przez Szkotów jak to możliwe, że może nie u nas, ale np. w Anglii imigranci z Europy Wschodniej odnajdują się wśród klasowo im obcego elektoratu torysów, a nawet aktywu pro-syjonistycznej tzw. skrajnej prawicy, której głównym hasłem jest przecież „Zero emigracji = nie będzie Polak kradł nam pracy”?!

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka