Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
376 notek
182k odsłony
  249   0

Kolejna „zdrada Zachodu”? Biden-Putin a sprawa polska

image

Kolejne wystąpienia polityków III RP w sprawach wschodnich wydają się sugerować, że przeszli oni z etapu narzucania światu wizji Polski jako nieustającej ofiary „rosyjskiej agresji”, wchodząc obecnie w strefę rozpaczy i desperacji. 

Shere Khan porzucił Tabaqui’ego?

Wiążąc wszystkie swoje nadzieje geopolityczne wyłącznie ze zwycięstwem Donalda Trumpa – nawet liderzy Prawa i Sprawiedliwości zdają sobie już chyba sprawę, że wprowadzili Polskę w sytuację bez wyjścia. Państwo nasze nie tylko prowadzi nieustającą wojnę propagandową przeciw Rosji, nie tylko zaangażowane było w żałośnie nieudaną próbę przewrotu na Białorusi – ale także przez obecne rządy zostało skłócone z wszystkimi praktycznie sąsiadami, nawet tymi określanymi jako „strategiczni sojusznicy. Ostatnią szansą politycznej Warszawy były więc amerykańskie demokratyczne jastrzębie, zwykle nie mniej antyrosyjskie od prawicy republikańskiej. I znowu jednak, dało znać o sobie fatalne polskie rozeznanie w amerykańskiej polityce. Polska grała w ciemno w kontynuowanie, a nawet zaostrzenie sankcji za Nord Stream2, na zwiększenie obecności NATO na Ukrainie, na dokończenie przewrotu na Białorusi. Tymczasem żaden z tych scenariuszy nie jest obecnie realizowany, a Polska ze swoją kampanią antyrosyjską została sama, niczym… wciąż podjudzający szakal, zaskoczony ucieczką swego szefa tygrysa.

Zapomniane słowo normalizacja

Oczywiście, każde samodzielne państwo, nawet najgorzej zarządzane – już dawno zrozumiałoby, że taka polityka prowadzi donikąd, tylko potęgując koszty i straty po stronie polskiej. Nie mówimy nawet o żadnym wielkim zwrocie geopolitycznym, do takiego manewru w polskich elitach politycznych nie ma żadnego męża stanu odpowiedniego formatu. Samonarzucające się byłoby jednak przynajmniej uspokojenie nastrojów, wyciszenie kampanii antybiałoruskiej i wycofanie się z najbardziej absurdalnych deklaracji i działań antyrosyjskich. Nawet, jeśli rząd Polski robiłby to nieszczerze i wbrew sobie – i tak mogłoby to przynajmniej stanowić sygnał, że zrozumiano choćby część przyczyn fatalnego położenia międzynarodowego Polski. I chociaż Mińsk i Moskwa nie mają najmniejszych podstaw, by taką hipotetyczną zmianę traktować inaczej niż z nieufnością – to jednak byłby to jakiś pierwszy, zupełnie podstawowy krok do normalizacji.

A jeśli już nikt w Warszawie nie umie myśleć w takich strategicznych kategoriach – to mógłby chociaż zrozumieć zamysł taktyczny: cień zasugerowania stolicom zachodnim, że Polacy też potrafią coś wykoncypować i nie są więźniami własnych fobii i narzucanej propagandy. Jasne – na Zachodzie też mało kto uwierzyłby, że Polacy zmądrzeli, ale znowu, ziarenko zwątpienia mogłoby z czasem wykiełkować. I byłoby to tym łatwiejsze do wykonania, a także sprzedania polskiej opinii publicznej, że nasi rodacy, jeśli cokolwiek mniej więcej poprawnie zapamiętali z historii najnowszej – to właśnie hasło zdrady Zachodu. Porzucenia nas dla własnych interesów – co wprawdzie nikogo nigdy i nigdzie nie dziwi, ale Polaków wciąż gorszy i oburza. I tym należałoby teraz zagrać tłumacząc zmianę akcentów. Tym bardziej, że przecież Prawo i Sprawiedliwość wszystko co czyni, także w polityce międzynarodowej – dokonuje wyłącznie pod kątem atrakcyjnego wypadania w oczach własnego elektoratu. To dlatego właśnie rząd PiS nawet gdyby chciało pomyśleć – sądzi, że nie może, bo wyborcy nigdy tego nie kupią. I tu ekipa Jarosława Kaczyńskiego może srogo się mylić – gdyby odpowiednio rozegrała wciąż żywe wśród Polaków kompleksy i urazy.

Odporni na kampanię nienawiści?

Wszak wg marcowego badania WCIOM większość ankietowanych Polaków i Rosjan uważa, że oba kraje powinny traktować siebie nawzajem jako sojusznika (42 proc. Polaków, 40 proc. Rosjan) lub wręcz jako przyjaciela (odpowiednio 22 i 28 procent). Co więcej, wyniki podobnych ankiet od lat utrzymują się na takim właśnie, zaskakująco wysokim poziomie – pomimo nieodmiennie (od dekady) natężenia agresywnej kampanii rusofobicznej w Polsce. Tymczasem ogromna część społeczeństwa polskiego nawet powtarzając te same niechętne Rosji komunały polityczne czy historyczne - nie widzi jednocześnie powodów, by stosunki ze współczesnym państwem rosyjskim nie miały być po prostu NORMALNE. Oczywiście, Polak codziennie jest bombardowany dziesiątkami newsów o kolejnych przejawach „rosyjskiej agresji”, o „straszliwej zaborczości Kremla”, o „wszechobecnej moskiewskiej agenturze” itd. Można też jednak założyć, że występuje efekt zmęczenia, a poza tym negatywnej weryfikacji tej propagandy w czasie. Zaostrzenie kampanii antyrosyjskiej w Polsce nastąpiło wraz z przewrotem na Ukrainie i miało służyć jego propagandowej osłonie. To wówczas (zresztą jeszcze pod rządami PO i PSL) rozpoczęto polowania na szpiegów, mające zastraszyć wszystkie środowiska popierające się właśnie prosto normalne stosunki polsko-rosyjskie, jak i te kręgi domagające się bardziej zdecydowanej postawy wobec odrodzenia na Ukrainie banderowskiego nazizmu. I pomimo upływu siedmiu lat ten straszny Putin wciąż nas nie napadł!

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale