Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
377 notek
182k odsłony
  138   0

Bóg-Imperator Klimatu

Co zabawne – „zmiana klimatyczna” jest przecież obowiązującą doktryną mediów, pop-kultury i polityki już od dobrych nastu lat. Koncept ten wykłada się w szkołach, jest niemal jedynym obecnym w mediach, wyziera z mnóstwa hollywódzkich produkcji. A przede wszystkim uniwersalnie uzasadnia rozliczne socjal-ekonomiczne eksperymenty i ruchy inżynierii społecznej wszystkich niemal rządów na świecie, co obserwujemy ZWŁASZCZA w ramach COVIDpolityki. Ale mimo tak wszechpotężnej i wszechobecnej dominacji - ludowi wyznawcy są nadal zindoktrynowani na „Och, ach, czemuż NIKT NIE ZAUWAŻA jak olbrzymim problemem jest zmiana klimatu!”. Główna, w praktyce już niemal monopolistyczna światowa ideologia (bo drogą eliminacji konkurencji już nawet nie doktryna) - nadal ma pozostawać „nonkonformistycznym głosem kontrkultury”. Oto genialność PR-u klimatycznego, mimo całej jego topornej infantylności...

image

Wielkie STOP

Banalny koncepcik, mający pokryć propagandowo wymyśloną jeszcze w latach 70-tych, choć wówczas utopijną wizję wykreowania nowych centrów energetycznych poza dominacją ropy, węgla i gazu, uzasadniając jakoś niewyobrażalne koszty i niską wydajność energetyczną takiej przemiany - żyje już własnym życiem, a „pandemia” wygląda jak zaledwie próba/okazja do przyspieszenia wdrażania „agendy klimatycznej” pod osłoną rządowo-„sanitarnego” zamordyzmu.

Tak, klimatyzm faktycznie JEST najważniejszym zjawiskiem na Ziemi. Nie tylko bowiem uzasadni i usprawiedliwi zmiany cywilizacyjne na niespotykaną w takim tempie skalę. Nie tylko doprowadzi do zmian w kierunkach realokacji zasobów, ale także dokona wyczynu dotąd w historii ludzkości nieznanego: przy użyciu metod technologicznych (osłoniętych, jak wspomniano, inżynierią społeczną i omnipotencją polityczną zmierzającą na skróty do totalitaryzmu) wprowadzi postęp w ślepą uliczkę, z której nie będzie łatwej ucieczki wobec zaprogramowanej niewydolności energetycznej systemu gospodarczego świata. Po wiekach, tysiącleciach rozwoju - nadchodzi era planowanej stagnacji. Ziemio, śpij. Człowieku - zatrzymaj się. Oto przed nami Wielkie STOP.

I oczywiście nazwanie tej operacji dochodową dla niektórych - to pomylenie piramidy z dziecięcym klockiem...

Złota Droga

Złośliwi mówią, że żyjemy w świecie fantastyki antynaukowej. Dziejąca się na naszych oczach cywilizacyjna przemiana, uczynienie cnoty z regresu, bynajmniej zresztą nie wiodącego do rozwiązań reakcyjnych, o których śnią utopijnie przezacni skądinąd ekologiści z kręgów tradycjonalistycznych – nie miała więc sobie rzeczywiście równych, ani nawet podobnych w historii ludzkości. Nawet bowiem prawdziwe i urojone wieki ciemne, okresy zapomnienia osiągnięć poprzednich epok – wywoływane były czynnikami naprawdę ZEWNĘTRZNYMI, przeważnie wojnami, upadkami imperiów, w pewnej perspektywie oczywiście także przemianami środowiska, w tym i klimatu. Były to jednak ich NASTĘPSTWA, przeważnie ponure – nie zaś z góry zaplanowane i z obłąkaną premedytacją realizowane scenariusze. Co nie znaczy, rzecz jasna, że takowych nie tworzono – tyle, że na potrzeby… filmu i literatury.

Już wiele lat temu uznany autor (nb. m.in. właśnie fantastyki) i teoretyk kultury, Roberto Quaglia sformułował tezę, że poziom akceptacji czy raczej bierności społecznej wobec inżynierii cywilizacyjnej rośnie i jest wynikiem m.in. permanentnego oswajania gatunku ludzkiego z najbardziej nawet absurdalnymi i szokującymi projektami, przedstawianymi w filmach, powieściach, komiksach, grach itd. M.in. dlatego niemal żadnego oporu nie budzi i śmieszno-straszna otoczka pandemii, stąd także tak wielki triumf ideologii klimatyzmu. Czy jednak znamy przykłady podobnego imprintowania nam prawdziwego mega-resetu na globalną, być może wręcz epokową skalę? Oczywiście. Jednym z najbardziej znanych (przynajmniej w czasach, gdy czytano jeszcze teksty dłuższe niż 600 znaków…) scenariuszy takiego właśnie procesu – jest cykl Franka Herberta o Diunie, a zwłaszcza jego najbardziej programowo-ideologiczny tom, powieść „Bóg-Imperator Diuny”. Nie streszczając całości (zbyt złożonej dla kogoś, kto choćby nie otarł się o ten kawałek literatury) należy przywołać sformułowaną tam koncepcję Złotej Ścieżki, the Golden Path. Także dlatego, że sami znaleźliśmy się na jej przeniesieniu w świat rzeczywisty…

Oto w 24-tym tysiącleciu ludzkość po wiekach eksploracji gwiazd, wojen i odrzucenia przynajmniej części szczególnie groźnych elementów postępu technologicznego – od 10.400 lat w żyje w ramach galaktycznego imperium, o złożonej strukturze oligarchiczno-feudalnej, kierowanej niejawnymi układami i grą sił głównych ośrodków. System mimo wewnętrznych wstrząsów – jest całkiem stabilny, choć pomniejszym jego widzom co bardziej widowiskowe zdarzenia mogą przesłaniać organiczność rozwiązania całości. Ta zaś funkcjonuje w oparciu o element wykraczający poza rangę zwykłego surowca – Przyprawę, zarówno faktycznie umożliwiającą podróże międzygwiezdne, będąc zatem największą wartością wymierną, jak i absolutnie niezbędnym elementem funkcjonowania duchowości i świata pozazmysłowego, konstytuujących cywilizację i jej system organizacji. Stan taki trwa do pojawienia się kogoś uważanego za Mesjasza, przeprowadzającego coś pomiędzy wybuchem rewolucji a puczem, słowem – szeregu całkiem nieistotnych zdarzeń wypełniających pierwsze dwie części cyklu. Najważniejsza jest bowiem wspomniana powieść trzecia. W niej bowiem pokazana, a następnie wyłożona jest Zmiana prawdziwa, cywilizacyjna. Po okresie politycznych przepychanek trwa bowiem panowanie Leto II – Boga-Imperatora, hybrydy człowieka i gigantycznego czerwia pustyni (megastworzenia swym cyklem ewolucyjnym związanego z powstawaniem Przyprawy). Dawne frakcje, podziały, grupy interesów, wielkie rody, korporacje i gildie niby istnieją, niby próbują kontynuować dawne gry – ale nie ma to wielkiego znaczenia. Na 3.500 lat zapanował bowiem planowy ZASTÓJ. Złota Droga Imperatora, oparta o hydrauliczne regulowanie dostępu do jedynego istniejącego surowca i tylko w jednym celu. Unieruchomienia ludzkości. Zanudzenia jej niemal. Przyzwyczajenia, że jak niezmienna jest władz Leto, jak niepotrzebny jest jakikolwiek ruch, tak kolejna zmiana jest po prostu niemożliwa, i to niemal biologicznie, fizycznie, Bóg-Imperator jest bowiem prawie niezniszczalny, a zasób Przyprawy zależny całkowicie od jego woli i (jak się uważa) nieodnawialny. Ludzkość (bo mimo mutacji to wszak nadal ludzkość) jest unieruchomiona na każdej płaszczyźnie – fizycznego ruchu, stanu umysłów, stanu duchowego. I jest w tej stazie absolutnie niemal i właściwie powszechnie przeszczęśliwa!

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale