Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
391 notek
185k odsłon
  255   0

Wielka Brytania bez paliwa? Chaos, BREXIT, COVID

Dlaczego najnowszy film o Bondzie, „Nie czas umierać” został uznany za najmniej realistyczny z całej serii? Bo pokazuje Brytyjczyka w zatankowanym do pełna samochodzie… To tylko jeden z całego mnóstwa kawałów, którymi nieodmiennie zdystansowani mieszkańcy Wysp potrafią podsumować dowolny problem. W tym przypadku - problem jak najbardziej rzeczywisty, niełatwy do wytłumaczenia li tylko histerią nabywców czy spiskiem dostawców paliw. Wielka Brytania stała się przejściowo nie tyle rynkiem niedoborów towarowych – co bardzo wyposzczonym rynkiem pracy.

image

Kolejną anegdotyczną ilustracją obecnego zjawiska jest mem, na którym Elżbieta II odpowiada dzwoniącemu do niej Borisowi JohnsonowiTak, podczas wojny byłam kierowcą ciężarówki, a dlaczego pytasz?”. Już latem branża transportowa ostrzegała, że odczuwa niedobór co najmniej 25 tysięcy wykwalifikowanych kierowców (w polskiej terminologii – tirów, w angielskiej HGV). To właśnie wtedy dały się zauważyć miejscami mocno dolegliwe braki zaopatrzenia w sklepach – nie względu na brak towarów jednak, ale pracowników, którzy mogliby je dowieźć. Obecnie liczby te poszybowały, mówi się już o niedoborach rzędu 90 tys. pracowników, a na konferencji opozycyjnej Partii Pracy jej lider Keir Starmer rzucił już nawet liczbę 100 tysięcy brakujących kierowców. Ilu by ich jednak nie było – faktem jest, że na stacjach paliw, zwłaszcza tych tańszych, przy hipermarketach ustawiając się nieznane tu od kryzysy paliwowego lat 70-tych kolejki, zaś na stacjach sieciowych straszą napisy: „Benzyny brak”. Gdy się widzi się takie obrazki na stacjach dawnej dumy Brytanii, BP i to w m.in. w Aberdeen – mieście będącym stolicą wydobycia ropy na Morzu Północnym – wrażenie dysonansu jest jeszcze potężniejsze.

image

Pokonany ślad węglowy!

Dla osoby wychowanej jak ja w realnym socjalizmie – widoki takie przywodzą co najwyżej wspomnienie dzieciństwa, to znaczy idące w kilometry kolejki fiacików i syrenek, czekających godzinami na dostawę benzyny. I podobnie jak teraz, tak na początku lat 80-tych zwracały uwagę pojedyncze diesle (oczywiście zachodnie, tak pewexowskie, jak i cudem skądsiś przywleczone) mijające pogodnie zasępionych benzyniarzy i podjeżdżające bez przeszkód pod oznakowany czarnym ON dystrybutor, z którego lano skolko ugodno. Jako zaprzysięgły użytkownik aut z silnikiem wysokoprężnym odczuwałem teraz przez chwilę tę samą satysfakcję, że mój samochód skazany na nieuchronną zagładę w perspektywie najbliższej dekady – jeszcze raz może okazać swą przewagę nad uziemionymi benzynowymi konkurentami. Ale czyż w obecnej sytuacji nie brzmi podejrzanie prawdziwie kolejny kawał, że oto UK wysunęło się na czoło walki ze śladem węglowym, bo obiecało wyeliminować silniki spalinowe do 2030 r., a tymczasem większość z nich nie jeździ już od zeszłej środy?

Podejrzliwi podnoszą bowiem zastanawiającą koincydencję: oto po kilkunastu miesiącach lockdownów i ograniczeń podróży, gdy zwłaszcza w najostrzejszych miesiącach brytyjskie drogi były niemal zupełnie puste – w okresie wakacyjnym mieszkańcy Wysp, skutecznie zniechęceni do wczasów zagranicznych zaczęli niemal masowo oddawać się turystyce krajowej, oczywiście w ulubionej formie, czyli camperami. I motoryzacja ruszyła ze wzmożoną siłą, a przecież COVID był (jest!) taki... klimatyczny i już udowodnił, że można i należy siedzieć w domach, zamiast się szwendać, ze szkodą dla zdrowia i planety! Rach-ciach więc, zanim jeszcze ograniczenia powrócą – dano po hamulcach z innej strony.

UK – praca jest, ale chętni zagranicą

Jak było, tak było – faktem jednak pozostaje, że faktycznie to COVID miał znaczący wpływ na obecne zaburzenia. A dokładniej – mix COVIDa i BREXITu, przy czym w zupełnie inny sposób niż próbują teraz wszystkim wmówić przeciwnicy tego drugiego. Tzn. nieprawdą jest przecież, że BREXIT zamknął brytyjskie granice dla europejskich towarów i stąd niedobory. Dokładnie przeciwnie – już na początku tego roku to Unia, zwłaszcza Francja zamknęła granice dla towarów z UK, które teoretycznie zobowiązana była wpuścić. Proceder ten dotknął zwłaszcza ryby i owoce morza ze Szkocji, a pretekstem był, a jakże, COVID i traktowanie nowego/starego typu dokumentów celnowjazdowych ze skrupulatnością wykraczającą ponad strajk włoski. Jak pamiętamy, w efekcie rząd Johnsona ugiął się (a może raczej zgodził się na to, co od początku w fikcji BREXITu było wiadome) – i zachował uprzywilejowanie europejskiego importu żywnościowego na rynku brytyjskim (jak i np. europejskich rybaków na brytyjskich, tzn. znów głównie szkockich łowiskach). Nie, hiszpańskich czeresienek zabraknąć więc nie mogło – jeszcze przed kierowcami zabrakło natomiast chętnych do harowania w Tesco, Asdzie i innych marketach przy wyładunku i wykładaniu towarów.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale