Narodowe mity
The truth is out there
3 obserwujących
12 notek
4415 odsłon
  357   1

Zemsta Faraona czyli możliwe skutki ataku na WTC.

Google pics
Google pics

"Zemsta Faraona, która jest często mylona ze zwykłym zatruciem pokarmowym, to dolegliwości żołądkowo-jelitowe, które dotykają europejskich podróżujących przyjeżdżających do krajów arabskich"

Dokładnie 20 lat temu zaczynałem pracę w drukarni, jako młody grafik. Moja wiedza w zakresie projektowania czy składu była znikoma i opierała się głównie na znajomości podstawowych narzędzi pakietu Adobe (wtedy 5.0) i topornego Quarka, więc startowalem od poligraficznego zera - od łamania jakiś szmatławych ulotek, druków i akcydensow (czasy faktur na samokopii i druków ścisłego zarachowania). Wszystko było dla mnie nowym. Nieodkrytą wcześniej tajemnicą i chciałem więcej, wręcz pożądałem.

Ludzie z którymi zaczynałem współpracować, wydawali mi się jacyś niedostępni, ponadprzeciętni i niedoścignieni. Przekonany, że wydawnictwa i dziennikarze kierują się jakimś honorem, kodeksem szlachetności. Trochę,  podobnym do kodeksu lekarza. A graficy - byłem pewny, że graficy składają tylko zgodnie ze złotymi zasadami poligrafii - dziedzictwem Gutenberga. Chciałem za wszelką cenę tam zostać.

Do tego startowała nowa telewizja informacyjna, nadającą 24h na dobę. A w jeszcze postkomunistycznej Polsce był to kolejny powiew zachodniej świeżości. Potęgowało to we mnie wrażenie jakiejś słusznej przynależności do jakiegoś niebywałego grona. Przecież wszystko to o czym piszą czy mówią jest poparte jakimiś faktami, sprawdzonymi źródłami i nie ma mowy o żadnym kłamstwie czy manipulacji, a skład i łamanie jest kontynuacją "czarnej sztuki" (tak bowiem dawniej nazywano poligrafię, zecerstwo i typografię).

Nie posiadałem wykształcenia poligraficznego, co wpływało na moją niepewność siebie. Jednak dążyłem żeby dorównać osobom z którymi współpracowałem. Zacząłem zgłębiać książki poświęcone zasadom poligrafii, zecerstwa, ale też zasadom języka polskiego czy ogolnym zasadom pisania i podstaw socjotechniki.

Ogrom materiału sugerował, że fizycznie nie dam rady. Nie poddawalem się jednak i brnąłem do przodu, aż poczucie obowiązku stało się pasją i osobistą miłością. Aż do dzisiaj.

Również (bo całkiem niebawem) nastąpi dwudziesta rocznica, gdy świat obiegła wstrząsającą informacja.

ATAK NA WTC. 

Ta informacja powtarzała się na wszystkich paskach i wnietach. Tytuły wszystkich gazet i programów TV w mainstreamowym czasie wszystkich stacji brzmiały tak samo. Nie było osoby na świecie, która o tym by nie słyszała. Wszyscy pisali i mówili tylko o tym, a nakłady drukowane, wzrosły o 100-200%. Sprzedaż pięła się w górę w kosmicznym tempie. Ta fala napędzała kolejną, związaną z wpływami z reklam i oglądalności gdyż te jak grzyby po deszczu ukazywały się jedna po drugiej. Media zarabiały krocie bo spece od psycho i socjotechnik dokładnie wiedzieli (z resztą nie trzeba było być specem żeby to przewidzieć) co ludzie będą oglądać i czytać przez najbliższe tygodnie i w jakich dniach i godzinach. Podmioty odpowiedzialne za prominentne firmy właśnie tam lokowały reklamy. Jakby się nie wydawało telewizje zarabiały najwięcej przy niewspółmiernych kosztach utrzymywania np. drukarni. Nic tylko pogratulować "wyczucia czasu" (czy aby wyczucia?) ówcześnie nowootwartym telewizjom.

Osobiście bardzo przeżyłem to wydarzenie. Uruchomiło to wewnętrzne obawy o to co będzie i co jeszcze może się wydarzyć. Ogólna niepewność zapanowała na całym świecie. Byłem przekonany (nie tylko ja), że ktoś musi coś z tym zrobić i udowodnić draniom, którzy to zaplanowal. Przecież realizacja tak zuchwalego czynu w postaci zawalenia dwóch potężnych wieżowców i śmierć tysięcy osób musi się spotkać z OSTRĄ REAKCJĄ. Miałem potrzebę i chciałem, aby ktoś udowodnił kto tak naprawdę rządzi. A najlepiej, po prostu pozbył się (bo jako młodemu, dwudziestoletniemu, chłopakowi wtedy to wydawalo sie oczywistym) tego draństwa czyli "terroryzmu". Te coraz częściej we wszystkich mediach właśnie tak było nazywane. To rzuciło nowe światło na cały świat muzułmański. Wszyscy dookoła zaczęli analizować wszystkie Kraje Bliskiego Wschodu i imigrantow, tylko pod tym kątem. Pod kątem terroryzmu. Oczywiście dopingowałem (I oczywiście nie tylko ja) wszystkie misje militarne na terenach możliwej obecności Alkaidy I innych ugrupowań terrorystycznych, które zaczęły wypływać na powierzchnię jak twarde gówna na morzu dezinformacji. 

Na przestrzeni tych 20 lat za największą naukę od życia uważam odkrycie, że wszystko to co myślałem 20 lat temu było tylko wielką fatamorganą. Zasady w które tak bardzo wierzyłem i które chciałem poznawać były zmyślnie używanym złudzeniem, a wykształceni dziennikarze i graficy oczywiście wykształcili w sobie, ale tylko profesjonalną umiejętność używania nazw i nomenklatury. Reszta zasad wyimaginowanego kodeksu szlachetności była utopią. Wszystko było i jest podyktowane zasadami, ale zasadami zarabiania pieniędzy, a nie zasadami rzetelnego prowadzenia medium. Strony gazet podzielone są na obszary mniej i bardziej dochodowe. Umiejscowienie reklamy pomiędzy jakimi artykułami czy reportażami ma ogromne znaczenie, ale nie dla prawdy, którą niosą, a dla firmy, którą stać na te właśnie miejsce. Godzina pojawiania się reklam w TV, radiu to skrzętnie przemyślane źródło dochodu. Prawdy w artykułach i reportażach również trudno się doszukiwać gdyż w tej chwili największe znaczenie ma oglądalność i poczytność. Stąd różne interpretacje tego samego zdarzenia w TVP i TVN. I jedna i druga TV ma swoją grupę odbiorców bo jak każda firma i te muszą znaleźć swoją niszę i nabywców. Natomiast firmy kupujące miejsce na swoją reklamę i zarabiające po jej ukazaniu przecież nie będą miały pretensji że ogromna ilość ludzi ja zobaczyła. Odwrotnie wręcz, będzie wracała do tego medium po którym zauważyła większe zyski. A o tym wszystkim niestety nie decydujemy my, wolni ludzie, tylko inwestorzy dając nam wrażenie wolności wyboru.

Należy zadać teraz pytanie i wysnuc możliwe przypuszczenie - czy w takim razie, to nie inwestorzy decydują o tym co masowo oglądamy. Czy na potrzeby sprzedaży, oglądalności, poczytności i innych celów nie tworzy się specjalnych historii, które mogą mieć drugie dno, a które trzęsą masami i sprawiają, że mamy odczucia jakie mamy? Przecież media to potężne korporacje, których prawnych właścicieli ciężko odnaleźć. Nierzadko są to korporacje, które są we władaniu medium liberalnego i konserwatywnego zarazem, bo i tu i tu, przecież, można zarobić pieniądze podsycając negatywne emocje. Niestety tylko negatywne emocje robią na nas (masach) wrażenie. Pozytywne informacje nigdy nie przyniosą oglądalności co dla potwierdzenia trzeba przytoczyć teorie Chomskiego:

"Wygeneruj problem i zaproponuj rozwiązanie Ta metoda jest również określana jako „problem – reakcja – rozwiązanie”. Stwórz taką sytuację (problem), która wywoła u odbiorców żądanie podjęcia natychmiastowych kroków, mających na celu rozwiązanie problemu lub zapobieganie mu w przyszłości. Na przykład: pozwól, by rozprzestrzeniła się przemoc, aby społeczeństwo zgodziło się na zaostrzenie norm prawnych w ochronie własnego bezpieczeństwa, za cenę swojej wolności."

Następnym pytaniem jest też czy nagle pojawiająca się Alkaida w 2001 w ślad ukrywana przez Talbskich przywódców nie byla może dzielem utalentowanych i "trzymających się kodeksu szlachetności"? Tego nie wiem jak i Ci, którzy rozbudzają jeszcze w innych grupach docelowych ogień teorii spiskowych.

I ostatnie pytanie jakie spędza mi sen z powiek to jaki jest cel imigrantów, którzy dokładnie teraz są w wieku (około) w którym ja byłem rozpoczynając pracę w drukarni? Czyli mlodzi, żądni zemsty, a do tego wychowywani w przekonaniu ogromnego zła powszedniego jakie niosą EU I USA.

Czy w momencie potrzeby chwili nie zaczną objawiać się nam jako pokłosie Alkaidy? A my im jako innowiercy?

Niestety, otóż taki nurt niósł i niesie ich muzułmańskie media co niestety może być dla nas (UE) ciężką w skutkach zemstą Faraona.

Lesław Pol

image
Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka