W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
142 obserwujących
598 notek
1351k odsłon
  3449   9

Trzy obrazki, czyli jakim językiem przemawia Tusk?

Świat, w którym żyjemy, jest światem wartości. A dokładniej: światem wartości i antywartości. Człowiek nieustannie musi dokonywać wyboru między jednymi a drugimi. Do tego świata niewątpliwie należy język. Jest on przy tym nie tylko wartością użytkową, a więc taką, która jest podporządkowana innym, lecz także wartością samą w sobie. Niestety, świadomość tego faktu i wynikająca z niego postawa szacunku wobec języka i troski o niego nie jest dziś dobrem wspólnym Polaków. Przeciwnie, w ostatnich kilkudziesięciu latach nasila się w polszczyźnie wiele paskudnych zjawisk. Jednym z nich jest agresja językowa. Polega ona na wyrażaniu negatywnego wartościowania i złych emocji wobec odbiorcy lub tematu wypowiedzi, wynikających z przyjętej przez nadawcę wrogiej postawy wobec świata lub jakichś jego elementów (w tym ludzi). Agresja językowa właśnie nastawieniem oraz intensywnością różni się np. od krytyki czy wyrażania emocji.


Bezpardonowe atakowanie przeciwników politycznych zamiast rzeczowego sporu stało się w Polsce normą. Zwłaszcza po stronie tzw. opozycji, agresja językowa stała się świadomie przyjętą strategią, używaną celowo, jest bowiem postrzegana jako skuteczny sposób prowokowania i przyciągnięcia uwagi przychylnej mówcy gawiedzi. To nic, że oznacza ona jednocześnie niską kulturę osobistą mówcy, nieumiejętności opanowywania złych emocji, kulturalnego wyrażania się i krytycznej oceny rzeczywistości. Liczy się chwilowy efekt, w którym językowy agresor widziany jest jako swój człowiek, który "im" dołożył. Jest aplauz, są brawa. Niezależnie, czy żyjemy w systemie demokracji parlamentarnej, czy innej, język agresji nie przestaje być  narzędziem walki politycznej, demaskowania czy ośmieszania, deprecjonowania przeciwnika, a także reprodukowania pożądanej wizji rzeczywistości. Językoznawcy twierdzą, że  jest to typowe zjawisko dla ludów wcześniej skolonizowanych. Kolonialny władca narzuca skolonizowanym słownictwo i interpretacje, którymi mają się oni posługiwać  i w ramach których mają też myśleć. Lata kolonializmu "radzieckiego"  przyniosły  skarlenie i zanieczyszczenie języka. Upadek komunizmu bynajmniej nie anulował procesu kolonizacji językowej. Wprawione w ruch koło obraca się pozornie samodzielnie przez cały czas. Poza orwellizacją języka, czyli całkowitym przeinaczaniu pojęć i słów, boleśnie widoczna jest jego wulgaryzacja. Gombrowicz nazywał to upupieniem: Wprowadzanie wulgaryzmów do tekstów, które pretendują do "wyznaczania drogi”, jest jednym ze sposobów utrzymywania skolonizowanego narodu na poziomie sugerującym jego niższość w stosunku do bardziej cywilizowanych politycznie środowisk.


Czytam tekst ostatniego przemówienia Donalda Tuska. Całość dałoby się streścić tak: Jesteście chamami i prostakami, i nimi pozostaniecie. Nie dla was wyrafinowane ważenie słów w "New York Timesie”. Jesteście ludźmi, którzy nie mają większych marzeń niż wycieczka na wyspy jakieś tam, jesteście takim typowymi Polaczkami, którzy durniami pozostaną na zawsze i których  staram się wprowadzić na salony politycznej poprawności wprowadzić. Wypowiedział to pod adresem PiS? Nie, PiS stał się "tylko" obiektem słownej agresji, ale w istocie swojego przemówienia, Tusk zwracał się przede wszystkim do zgromadzanej w Gdańsku i przed tv gawiedzi. Tłum wyje z uciechy, nie wiedząc zupełnie, że to działa tak, jak u Gogola: " Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.". Aż prosi się o scenę, w której pojawia się Żorż Ponimirski, śmieje się i powiada: "Z was się śmieję! Z was! Elita! Cha, cha, cha… Otóż oświadczam wam, że wasz mąż stanu, wasz Cincinnatus, wasz wielki człowiek, wasz Nikodem Dyzma to .... ( resztę każdy zna".


W krajach, które nie doświadczyły presji kolonizatorskich, osoby biorące udział w życiu publicznym nie używają agresywnego  słownictwa nie dlatego, że w ich szkołach i domach takie słowa nie padały, ale dlatego, że szacunek dla zajmowanego urzędu i do suwerennego państwa, które reprezentują, nie pozwala im na zaniżanie się do poziomu oczyszczalni Czajka w stanie awarii. Ale krajach, rządzonych przez obce i wrogie rządy od stuleci (z krótkimi wyjątkami), brak treningu w budowaniu politycznej godności osobistej pozwala na wszystko. Bowiem schamienie i agresja to forma skolonizowania. Człowiek skolonizowany nie ma wewnętrznych oporów przeciw używaniu pewnego rodzaju słów, bo w słomie wyrósł i do słomy wróci. Wrogom Polski o to właśnie chodzi, żeby  społeczeństwa ujarzmionego nie dopuścić do dojrzałości, do "wyciśnięcia z siebie prostaka kropla po kropli”, jak to ujął Antoni Czechow. Donald Tusk, który z taką lubością posługuje się językiem agresji, jest uosobieniem właśnie takiej strategii. Naiwny jest ten, kto sądzi, że można sobie wyobrazić polskie społeczeństwo bez społecznej perswazji, a polskie społeczeństwo masowe bez perswazji masowej, że zjawiska monopolizacji i manipulacji znikną wraz rozwojem. Jest dokładnie odwrotnie, czego znakomitym dowodem jest przemówienie Tuska.


Civis Romanus sum - jestem obywatelem rzymskim), powiedział dumnie Cyceron na początku swojej kariery oratorskiej. Powtórzył to John F. Kennedy, zanim wygłosił swoje sławne "Ich bin ein Berliner” w 1963 roku.  Donald Tusk w Gdańsku: "Panie Kaczyński wyjdź z tej swojej jaskini". Porównajcie sobie te trzy obrazki. Nic więcej nie trzeba.


Lubię to! Skomentuj265 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka