12 obserwujących
227 notek
200k odsłon
754 odsłony

Czy Andrzej Seremet sobie kpi???

Wykop Skomentuj7

- Tak, informowałem o tej sprawie premiera Tuska - przyznaje Seremet. - Już 2 października mieliśmy spotkanie z premierem, na którym przedstawiłem właśnie to, o czym mówię. Chciałem zapobiec skutkom, z jakimi mieliśmy do czynienia. (...) O tym wiedziało kilkanaście osób. Niestety, jest pewną przypadłością naszego życia publicznego, że pewne rzeczy w dyskrecji nie pozostają zbyt długo - utyskuje Seremet.

Czy ja dobrze rozumiem? Przez 4 tygodnie sprawa "cząstek wysokoenergetycznych" była znana osobom wtajemniczonym i nikt nie podjął żadnych kroków, by zapoznać z nią opinię publiczną, tak? Nawet gorzej: prokurator generalny założył, że ta wiedza powinna pozostać w ukryciu, jak rozumiem, jeszcze przez co najmniej pół roku, aż zakończą się (lub nie) badania laboratoryjne. Podobną postawę przyjął premier. Całą winę za aferę ponosi jakiś gaduła, który nie umiał zachować wymaganej dyskrecji.

Wymaganej do czego? Czy chodziło o ryzyko mataczenia w śledztwie? Czy zapoznanie opinii publicznej z faktami spowodowałoby, że opinia publiczna zaczęłaby mataczyć? Czy mataczyłby przeciętny Jan Kowalski? Jasne, że nie. Jeśli istnieją ludzie zainteresowani smoleńskimi matactwami, to akurat są postawieni tak wysoko (nie wnikam, w którym kraju), że ową tajemną wiedzę i tak posiedli. To właśnie brak powszechnej jawności ułatwiłby im sabotowanie śledztwa bez jakiejkolwiek kontroli społecznej.

Więc może prokurator Seremet obawiał się, że ujawnione fakty zostaną błędnie zinterpretowane? No to trzeba było je ogłosić wraz z komentarzem płk Szeląga i zadbać o to, by ów komentarz tym razem wyjątkowo był jasny i czytelny. Ponieważ nie zrobiono tego, pozostaje nieodparte wrażenie, że Andrzej Seremet i Donald Tusk bali się po prostu konsekwencji ujawnienia prawdy, zupełnie jak ich poprzednicy w czasach PRL.

Nie to jest jeszcze najgorsze. Wydaje się, że osoby piastujące tak wysokie stanowiska wykazały brak elementarnej wyobraźni, czym może skutkować ukrywanie informacji tego kalibru. No bo co by było, gdyby ktoś zainteresowany mataczeniem uznał, że za pół roku ujawnione fakty spowodują zwrot w śledztwie smoleńskim - i postanowił wykorzystać ten czas do zacierania śladów, np. pozorując samobójstwo świadka, który po owym zwrocie śledztwa okazałby się kluczowy?

Ale to przecież niemożliwe. W naszym kraju kluczowi świadkowie w ważnych śledztwach nigdy nie giną w tajemniczy sposób. Może dlatego zabrakło tej wyobraźni.

(A może właśnie dlatego jej nie zabrakło?)

PS. Wielkie podziękowania dla Cezarego Gmyza za to, wolał sobie spsuć CV dyscyplinarką, niż wsypać informatorów. Ma Pan w spodniach to, czego nie ma pan Hajdarowicz.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale