43 obserwujących
289 notek
628k odsłon
  2712   0

Jak koronamanipulatorzy przejęli umysły koronahisteryków i koronasceptyków

- Że szczepionka przeciw COVID-19 to apokaliptyczne "znamię bestii" - będzie zawierała mikrochipy zmieniające nas w posłuszne roboty dające sobą dowolnie manipulować (antyszczepionkowcy cynicznie do tego użyli autentycznego kazania z Jasnej Góry na temat Apokalipsy św Jana... tylko w kazaniu nie było ani słowa o szczepionce - to oni dodali ją w tytule filmu i komentarzach na jego końcu). 

- Że wstrzyknięcie fragmentów obcego DNA lub RNA spowoduje mutację naszego kodu genetycznego (gdyby tak było, to po każdej ciężkiej infekcji wirusowej wychodzilibyśmy bardziej zmutowani niż postacie z filmu "Pamięć absolutna", bo przecież wirusy rozmnażają się wstrzykując swój kod DNA lub RNA... a ciężka infekcja oznacza, że wirus namnożył się w znacznych ilościach). 

- Że C.S Lewis (autor m.in. "Opowieści z Narnii") w książce "Listy starego diabła do młodego" proroczo przewidział sytuację, w której ludzie ze strachu przed chorobą pozamykają się we własnych domach pozbawiając się w tem sposób prawdziwego życia (cały "cytat" był fałszerstwem - nie było go w tej książce, napisał go współczesny amerykański antyszczepionkowiec naśladując styl C.S. Lewisa). 

- Że maseczki zabijają (jakoś dziwnie na sali operacyjnej umierają pacjenci, a nie operujący ich zespół medyków w maseczkach). 

- Że koronawirus to ściema w celu przejęcia władzy nad ludźmi, a w rzeczywistości nikt nie choruje i nikt nie umiera (słynne "w szpitalach leżą statyści"). 

- Że ludzie umierają ani nie z powodu koronawirusa ani nie z powodu powikłań po nim ani też nie z powodu przeciążenia służby zdrowia tylko z powodu "niepotrzebnego zamknięcia służby zdrowia" która gdyby nie walczyć z koronawirusem działałaby normalnie (a w rzeczywistości zawaliłaby sie szybciej niż służba zdrowia we Włoszech podczas i fali). 

Itp itd...

Totalne zaćmienie


Jak widać na powyższych przypadkach aby przejać władzę nad umysłem wcale nie trzeba "znamienia bestii - szczepionki z mikrochipem". Wystarczy bombardować ludzi fake-newsami z dwóch stron.

Z jednej strony bombardować newsami, że "jest tragicznie, rząd ukrywa przypadki zakażeń i zgonów, Polska ma rekordową liczbe przypadków aktywnych na świecie i zgonów na liczbę obywateli" - w momencie gdy jeszcze sytuacja w Polsce wyglądała znakomicie i trudno było spotkać kogokolwiek, kto miałby kontakt z koronawirusem. 

Przypomnę słynny wykres stacji TVN

image

na którym skala dla Polski ma o jedno zero mniej niż skala dla pozostałych państw. 


Z drugiej strony bombardować postami, że szczepionki są ultraniebezpieczne, maseczki i lockdown zabijają oraz że walcząc z zarazą można stracić nie tylko swoje życie doczesne, ale i wieczne, stracić szansę na potomstwo lub skazać swoje dzieci na mutacje. A najlepiej przekonywać ludzi, że nikt nie umiera na koronawirusa - w momencie kiedy na tablicach brakuje już miejsca na nekrologi.

Tak było w Piotrkowie Trybunalskim: 

image

i w moim rodzinnym Tomaszowie Mazowieckim: 

image

oraz wszędzie tam, gdzie przy relatywnie małej liczbie mieszkańców miasta (w metropoliach jest to rozmyte przez skalę) w trakcie II fali koronawirus dotarł do jednego lub kilku newralgicznych punktów: Domów Pomocy Społecznej, hospicjów lub oddziałów szpitalnych z chorymi w stanie ciężkim. 

Po takim bombardowaniu wszyscy ludzie, którzy uwierzą w jedną z tych skrajności (głównie z tego powodu, że przecież widzą, że DRUGA SKRAJNOŚĆ BEZCZELNIE KŁAMIE) będą skłonni przyjąć każdą bzdurę zgodną z ich teorią, a jednocześnie zanegować każdy fakt podważający ich teorię. 


Przykład. 

Gdy cztery dni temu (18 grudnia) został opublikowany wykres porównujący liczbę zgonów obliczoną na podstawie aktów zgonu wystawianych przez Urzędy Stanu Cywilnego z liczbą zaraportowanych zgonów ze zdiagnozowanym koronawirusem, to w komentarzach próżno było szukać racjonalnego i opartego o fakty wytłumaczenia tego, że od września mieliśmy gwałtowny wzrost nadumieralności (czyli liczby zgonów w danym tygodniu roku bieżącego w porównaniu do liczby zgonów w tym samym tygodniu roku ubiegłego) a od listopada ta nadumieralność gwałtownie spada i obecnie jest praktycznie równa sumie zgonów z roku ubiegłego i zgonów "covidowych" z roku bieżącego. Fakty są następujące: 

  1. Powrót dzieci do szkół (1 września), powroty z wakacji oraz cykliczne obniżenie odporności wywołane co roku w Polsce przez sezon jesienny spowodowały gwałtowny wzrost zachorowań i zgonów na COVID-19. 
  2. Minister Niedzielski 8 września wprowadził ABSURDALNE kryteria kwalifikowania pacjentów POZ do testów na COVID-19 (pacjent musiał mieć jednocześnie aż cztery "obowiązkowe" objawy, z których jeden tj. duszność występuje wyłącznie już na późnym etapie w ciężkim przebiegu choroby) przez co gwałtownie zaczęła się rozrastać "koronawirusowa szara strefa". 
  3. Absurdalne zasady zostały zniesione 9 października, więc po miesiącu (plus "bezwładność" - efekty działań lub zaniechań widać dopiero po dwóch tygodniach od ich wprowadzenia) "koronawirusowa szara strefa" zaczęła się zmniejszać. 
  4. W drugiej połowie października doszło do znacznego przeciążenia systemu służby zdrowia, co przyczyniło sie do znacznego wzrostu liczby zgonów na choroby inne niż COVID-19.
  5. Pod presją przeciążenia służby zdrowia (codziennie ponad 2100 chorych w stanie krytycznym pod respiratorami) minister Niedzielski przed 1 listopada wreszcie zdecydował się na wprowadzenie pierwszych ograniczeń. Dwa tygodnie po tych ograniczeniach liczba zachorowań zaczęła spadać, po niej zaczęła spadać liczba przypadków krytycznych, a po niej liczba zgonów. Zaczęła także stopniowo zmniejszać się liczba zgonów spowodowanych przeciążeniem służby zdrowia. 
  6. Przez cały ten czas do liczby zgonów spowodowanych przez koronawirusa a niezakwalifikowanych w statystykach jako "covidowe" dochodziła bliżej nieustalona liczba zgonów spowodowanych powikłaniami po koronawirusie (czy to zdiagnozowanych czy też nie). Przede wszystkim była to prawdziwa plaga śmierci z powodu zatorów i innych powikłań kardiologicznych. Ta liczba była "echem" liczby chorych na COVID (zdiagnozowanych i niezdiagnozowanych) czyli rosła i malała wraz ze wzrostem i spadkiem zakażeń, ale z pewnym opóźnieniem w stosunku do nich.
  7. Przez cały ten czas do liczby zgonów "niecovidowych" dochodziła stała liczba osób, które dodatkowo zmarły z powodu utrudnień w dostępie do diagnostyki i leczenia innych chorób. Jednak zgony te są rozłożone na długi czas (nowotwór nie zabija tak szybko jak COVID) i nie jest zbyt wielka... ze wstydliwego powodu - bo umieralność na choroby nowotworowe w Polsce mamy i tak ogromną bez względu na to czy się je leczy czy nie. 

Co na to koronasceptycy? Całkowicie ignorują wszystkie punkty z wyjątkiem 7, zaś punkt 6 uznają wręcz za "kłamstwo" i "bluźnierstwo" bo skoro według nich ludzie nie umierają z powodu koronawirusa i spowodowanego nim przeciążenia służby zdrowia tylko zpowodu "zamknięcia służby zdrowia", to nie można umrzeć z powodu powikłań po lekkim przejsciu koronawirusa?... niech to "wytłumaczą" mojemu ś.p. Szwagrowi, który właśnie z tego powodu zmał. Ale przecież żaden Szwagier nie umarł, bo...

Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości