26 obserwujących
217 notek
389k odsłon
2511 odsłon

Kiedy myślę: „molestowanie”

Wykop Skomentuj96

Ja jakoś sobie z tym poradziłem. Dzięki ogromnemu wsparciu (duchowemu jak i materialnemu) ze strony rodziny zacząłem nowe życie, rozpocząłem drugie studia i ukończyłem je z wieloma nagrodami. Dziś zarabiam (uwzględniając inflację) ponad czterokrotnie więcej, niż zarabiałem jako katecheta, a do tamtej nerwowej i bardzo odpowiedzialnej pracy nie wróciłbym za żadne pieniądze! Jednak jakie to miało skutki dla mojego życia? Przez pewien czas byłem praktykującym – niewierzącym. Aby nie sprawiać jeszcze większego bólu rodzicom w niedzielę chodziłem na mszę do klasztoru Franciszkanów (ci akurat w niczym mnie nie skrzywdzili) oddalonego o godzinę marszu. Ta godzina – zwłaszcza w drodze powrotnej - była mi potrzebna, aby wyciszyć w swym sercu gniew, jaki wzbierał we mnie w trakcje Eucharystii, która przecież powinna być „ucztą miłości”. W związek małżeński wstąpiłem dopiero w wieku 40 lat – trochę dlatego, że zaczynanie życia od nowa kosztowało mnie dużo czasu i poświęceń, a trochę dlatego, że najzwyczajniej nie potrafiłem zaufać. Dziś z całego serca dziękuję Bogu za Żonę, nasze małżeństwo, nową pracę i pokój który mi przywrócił oraz życie duchowe, które odbudował. Ale ja przecież nie zostałem zgwałcony, nie byłem przy tym dzieckiem, miałem wsparcie rodziny... Nawet nie wiem czy dziś bym żył, gdybym go nie miał i był z całą rodziną uzależniony od pracy katechetycznej. W sytuacji bez wyjścia różne straszne rzeczy przychodzą ludziom do głowy. Jednak w moim przypadku wszystko dobrze się skończyło, choć zabrakło słowa przepraszam lub nawet najmniejszego gestu ze strony winnych tamtej sytuacji. Dlatego zakończę te moje wspomnienia i dziękując Bogu oraz Rodzicom za wsparcie przejdę do fatalnych słów arcybiskupa Michalika o dzieciach wciągających dorosłych, które ostatnio wywołały taką burzę.

 

Słowa arcybiskupa pokazują dwie prawdy

 

Pierwsza - pozytywna, że rzeczywiście osoby otoczone w domu rodzinnym miłością i wsparciem lepiej sobie poradzą wobec zakłamanego i podstępnego zboczeńca (czy to w sutannie, czy bez niej). Bo przecież problem nadużyć seksualnych nie jest problemem samego kościoła – zdarza się w pracy (wykorzystywanie uległości podwładnych), w biznesie (uzależnianie kontraktów lub zatrudnienia od czynności seksualnych), patologicznych rodzinach i konkubinatach, a nawet uprawiając jogging można paść ofiarą gwałtu. Oczywiście asertywność może na nic się zdać wobec brutalnej siły, a podstęp może uśpić czujność nawet rozsądnej osoby – zwłaszcza dziecka.

Druga – negatywna, że w słowach tych echem odbija się język zakłamania, hipokryzji, eufemizmów, bronienia przestępców w sutannach i oskarżania ich ofiar, o którym napisałem wcześniej. Oczywiście oskarżenie niekochanych dzieci, że pogrążają siebie i jeszcze wciągają w to osoby dorosłe jest kwestią przejęzyczenia. Jednak wskazywanie na współwinne cierpień dzieci patologie naszych czasów typu: propaganda homoseksualna, komercyjna seksualizacja życia i mediów (oj, jaki ja jestem szczęśliwy, że z Żoną nie kupiliśmy sobie telewizora), wprowadzanie przedwczesnej edukacji seksualnej, filozofia gender, feminizm i diabli wiedzą co jeszcze nie zastąpi uczciwego rachunku sumienia (wcale nie musi on być publiczny), żalu za grzechy, postanowienia poprawy i zadośćuczynienia ofiarom. Te kroki (wraz ze szczerą spowiedzią) powinny podjąć wszystkie osoby, które w jakikolwiek sposób broniły przestępców w sutannach – zwłaszcza kosztem ich ofiar.

 

Przestępstwa księży jednostkowe, rzadkie, ale wyjątkowo bolesne i mocno nagłaśniane

 

Aby być uczciwym muszę tu napisać, że znam wielu wspaniałych księży. Niektórzy z nich wręcz przygarniali pod swoje skrzydła młodzież zrażoną niegodnym postępowaniem tego jednego. Fakt, było kilku również niegodnych w kurii, co tuszowało tę sprawę, zaś reszta z bólem serca nic nie mogła zrobić. Sprawa ta przez kilkanaście lat kładła się cieniem na życiu wszystkich parafii tego miasta – także tych przygarniających rozbitków. Po pierwszych doniesieniach o prawdziwym lub rzekomym gwałcie na murze parafii w której mieszkałem pojawiały się napisy „do kościoła - pedał woła”, a nawet fekalia, choć nasz proboszcz był w permanentnym konflikcie z tym niesławnym. Doszło także na terenie miasta do dewastacji krzyża. To były niestety takie czasy: zachłyśnięcie się wolnością po 1989 roku, Kościół bardziej skoncentrowany na pozyskiwaniu wpływów niż na potrzebach wiernych, co tworzyło podatny grunt dla zjawiska nowego w raczkującej demokracji – antyklerykalizmu. Pamiętam, jak do naszego mentora, idola i opiekuna ś.p. ks. Jarosława Burskiego na wyjazdach mówiliśmy „tato” lub „szefie”, bo młody ksiądz w otoczony grupką nastoletnich dziewcząt i chłopców budził niezdrową sensację. Tak oto za złe skłonności jednego (powiedzmy, że w skali kraju będzie ich kilkunastu) oraz hipokryzję kilku (w skali kraju kilkudziesięciu) facetów w czerni cierpieli i nadal cierpią wszyscy księża.

Wykop Skomentuj96
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo